Dawać czy nie dawać?

Ludzie szukają wiedzy, doświadczenia, bliskości, wspólnoty. Poszukują czegoś co by dopełniło ich samych, odpowiedziało na ich pytania, pozwoliło rozumieć  siebie i czuć się lepiej, wyzwoliło, dopełniło…  

Warsztaty, treningi, szkolenia, spotkania  grupowe, których celem jest rozwój osobisty i edukacja, są miejscem takich poszukiwań.  Dłuższe wieloczęściowe cykle szkoleniowe takie jak szkoła trenerów, szkoła coachingu, terapii, szczególnie są nasycone oczekiwaniami zaspokojenia potrzeb.   W takich projektach jednocześnie się uczymy od prowadzących, od siebie samych i od uczestników nawzajem. Mnogość interakcji to większa szansa na zdobycie tego czego szukamy. Łatwo tu o zaangażowanie i odwagę grupy, które prowadzą do coraz głębszych poszukiwań i ułatwiają je. Nagrodą jest samoświadomość, wiedza, relacje, więzi, inspiracje, zmiana, jasność. Znakomite kroki we własnym rozwoju. Apetyt rośnie w miarę jedzenia, i tak jest z ciekawością i chęcią zdobycia więcej i tu na warsztatach.  Z czasem ich trwania coraz jaśniejsze też staje się od kogo można to dostać.

Prowadzący warsztaty ma okazję być blisko uczestników i pewnie nie raz zobaczy jak spoglądają oni w jego stronę pytająco , z zaciekawieniem, zachęcając go do dawania więcej. Więcej na tematy ciekawiące uczestników, więcej na temat samego prowadzącego, jego doświadczeń, a chwilami też mniej o tym co jest tematem warsztatu. Zobaczy jak ciekawią się i poszukują możliwości poznania tego co z głębi powoduje jego zachowaniem. Pewnie uznają, że on coś więcej wie, że zna odpowiedzi na nurtujące ich pytania, że może im pomóc coś lepiej rozumieć, wiedzieć lub czuć się inaczej. Traktują go jako ważnego i mogącego więcej niż oni sami. Również przez to co już dostali. I może trudno się dziwić, że chcą jeszcze.

Trener może rzeczywiście mieć dużo do powiedzenia, znać odpowiedzi, mieć doświadczenie w sprawach nurtujących uczestników, bądź umieć poprowadzić ich do odkrywania własnych odpowiedzi. Bywa też jako człowiek zwyczajnie zaangażowany w grupę, w relacje, może mieć ochotę dać. Obserwuje i doświadcza, podobnie jak wielu innych ludzi, uczestników warsztatów, potrzeby poznania, bliskości, relacji, wymiany…  I powinien odpowiedzieć na niektóre potrzeby uczestników. Zwłaszcza kiedy obserwuje, że potrzeba rozwikłania czegoś uniemożliwia osobie w grupie uczestnictwo w warsztacie, bycie ze sobą samym w kontakcie i uczenie się.  Jako trener dobrze jednak, żeby uznał że nie jest w stanie, lub że nie powinien odpowiedzieć na większość dalej idących  potrzeb. Z kilku powodów.

Pomimo pokusy dawania wsparcia, odpowiadania tam gdzie jest potrzeba trener powinien się poruszać w zakresie celu i tematu warsztatu. Ma obowiązek zająć się pytaniami i dodatkowymi potrzebami w tym tylko zakresie i o ile czas na to pozwala.  Poza tym wyjątkiem, każde dzielenie się sobą, dawanie wsparcia,  zajmowanie się potrzebami ma swoje granice. Dobrze je znać. Dobrze wiedzieć jakie wewnętrzne sygnały ostrzegawcze pomagają  trenerowi zatrzymać się we właściwym miejscu.

Warto pamiętać o swojej roli prowadzącego pracę grupy. Daje ona wskazówki ile, kiedy i jak udostępniać uczestnikom swoją wiedzę i swoją obecność. Kiedy odmawiać, komu odmawiać, jak ta odmowa lub jej brak wpływa na proces rozwoju grupy.  Jednym z wyznaczników powinno tu być dbanie o własną energię, odpowiednie jej dozowanie tak by znając potrzeby grupy, procesu, tematu nie utracić jej zbyt wiele i zbyt szybko.  Choć może w tej chwili trudno Ci to zauważyć, istotne jest patrzenie na siebie w perspektywie długoterminowej i adekwatne wydawanie energii, która ma starczyć na dłuższy, liczony w latach czas pracy z ludźmi i uczenia się.

Ważne by pamiętać, iż pytający nie zawsze jest gotowy usłyszeć odpowiedź. Proces wywołany nadmiarowo otwartą (czy w ogóle udzieloną), może nie wspierać dalszej pracy osoby, innych osób, pochłaniać czas, wreszcie przerodzić się w większą trudność. I to prowadzący będzie musiał wtedy użyć kolejnych swoich zasobów by dla siebie i grupy zaradzić temu co się pojawi.

Warsztat edukacyjny, trening umiejętności to sytuacje grupowe, w których prowadzący nie powinien przekraczać granic interwencji terapeutycznych jak również nie powinien przyjmować postawy zbyt nauczycielskiej. Niestety są to częste, mniej lub bardziej jawne, świadome lub nieświadome oczekiwanie uczestników. Dobrze by trener umiał je zauważyć i wiedział co zrobić by na nie nie odpowiedzieć. Dobrze by zdawał sobie sprawę z możliwych reakcji uczestników na swoją odmowę (zawodu, niezadowolenia, roszczeń tu i teraz oraz przyszłej  akceptacji, zrozumienia i zadowolenia) i je akceptował trzymając się swojej decyzji.

W prowadzeniu grupy w kontakcie, na energii uczestników, w partnerski sposób, stwarzając okazję do uczenia się przez doświadczenie, trzymanie granic swojej obecności przez trenera ma szczególne znaczenie. Poprzez modelowanie zachowań prowadzący kreuje charakter grupy. Ludzie obserwują i uczą się w oparciu o model jaki widzą. Przejawiają zatem za chwilę podobne zachowania. Uznają, iż do tego właśnie powinni być gotowi w grupie między sobą, albo wobec innych ludzi w życiu. To rzecz o odpowiedzialności prowadzącego. Do czego prowadzisz innych dając, odpowiadając, dzieląc się sobą. Ile dawać? Kiedy przestać i dlaczego? To ważne pytania, które warto sobie w roli lidera (prowadzący grupę jest tak postrzegany czy chce czy nie chce) zadawać.

Utrzymywanie się w postawie nie wiem, umysłu dziecka, umysłu początkującego świetnie wspiera niedawanie za dużo. Uznawanie,  że nie wiem nic więcej niż uczestnicy, pomaga prowadzącemu poszukiwać odpowiedzi u nich samych. A to z kolei pomaga im zauważyć ile sami wiedzą. To wspiera ich sprawczość.  Pomaga zapraszać  poszukujących do własnych  poszukiwań, uwalnia ich potencjał.  To co pozostaje nam to facylitacja procesu poszukiwań i działanie (dawanie) w punkcie krytycznym, czyli tam gdzie wiedza uczestników się kończy. W tym punkcie powstaje partnerstwo, wymiana  i współpraca… I możemy wreszcie nie być mądrzejsi ani szybsi od uczestników.

Odmawianie może nie być łatwe dla nas i nie być mile widziane przez grupę co najmniej na początku. Odmawianie obciąża  tą część nas, która chce dawać, dzielić się, być dobra czy lepsza. Obciążenie czytaj przeciążenie dawaniem z czasem jednak staje się coraz większe, czytaj za duże. Nawet dla tych co dawania chcą. Z czasem jednak i nie dawaniem, uczestnicy rozumieją dlaczego nie dajesz. Zaczynają szanować Twoją energię naturalnie, z własnej woli. Obdarzają Cię troską i z tego miejsca nie oczekują już. Doceniają to co dajesz i dają sami, podejmując ryzyko i ciesząc się z przestrzeni na „nie” dla wszystkich. To stawia nas w pozycji równości.

Autor: Bartosz Płazak

Dodaj komentarz