Gruszki na wierzbie czyli oświecenie w weekend

Rynek usług szkoleniowych to prawdziwa wolnoamerykanka. Dotyczy to przede wszystkim szkoleń z zakresu umiejętności miękkich realizowanych poza obszarem biznesowym. W szkoleniach biznesowych bowiem firmy zainteresowane są bardzo konkretnymi i precyzyjnie zarysowanymi celami, których realizacja poprzedzona jest najczęściej badaniem potrzeb szkoleniowych.

Inaczej ma się sprawa w przypadku szkoleń dla „ludzi z ulicy”. W tym przypadku mamy do czynienia z prawdziwym wysypem łakoci przypominających piniatę na przyjęciu dla dzieci. Tytuły tego rodzaju warsztatów mówią same za siebie: „Dojdę tam, dokąd chcę”, „Bądź jak słońce w zenicie”, „Sukces na wyciągnięcie ręki”, „Życie bez stresu”. I to wszystko w weekend lub w ciągu jednego dnia.

Nacisk na szybki efekt osiągany bez wielkiego wysiłku ogarnął również obszary związane z rozwojem duchowym. Prawdziwą karierę w środowisku buddystów zen robi koncepcja tzw. Wielkiego Umysłu pozwalająca w kilka godzin urzeczywistnić własną prawdziwą naturę, zamiast mozolić się wieloletnią praktyką polegającą na siedzeniu przed ścianą.

Oczywiście powyższe propozycje są próbą zagospodarowania ogromnych oczekiwań zwykłych ludzi związanych z ich życiowymi rozterkami, tęsknotami i brakami. To, że wszyscy pragniemy żyć w szczęściu, dobrostanie, zdrowiu oraz w relacjach, które nas wspierają, nie jest niczym niezwykłym. Niezwykłym jest natomiast to, że wielu z nas wierzy, że urzeczywistni te jakości po uczestnictwie w kilku- bądź kilkunastogodzinnym warsztacie. Choć po prawdzie nabieranie się na te obietnice może jest ludzką cechą od zarania dziejów. Pamiętamy, ileż to hochsztaplerów oferowało naiwnym rozmaite eliksiry. A i dzisiaj przyglądając się reklamom (których podstawowy przekaz odnosi się do tych samych tęsknot) i przywołując ich skuteczność w wywieraniu wpływu na ludzi, możemy założyć, że większość z nas gotowa jest wierzyć w psychologiczne cuda.

Tęsknoty zwykłego śmiertelnika to jedno, a drugie to oferta odpowiadająca na nie i podtrzymująca złudzenie, że w krótkim czasie da się rozwiązać niemal wszystkie egzystencjalne problemy. Uwidacznia się w tym zjawisku brak pokory trenerów prowadzących takie zajęcia oraz co gorsze rodzaj narcystycznego zaślepienia. Oto bowiem u podstaw całego tego zjawiska leży przeświadczenie, że wewnętrzna i zewnętrzna rzeczywistość może zostać poddana totalnej kontroli w celu naprawienia, ulepszenia, modyfikowania i usprawniania. Że może być ciągle lepiej i lepiej, a ostatecznie „tak, jak ja tego chcę”. Własne chcenie urasta do roli świętości i staje się prawdziwym fetyszem współczesnego rynku usług psychologicznych.

Spełnianie tych nieustannie rosnących oczekiwań klientów staje się coraz trudniejsze, ale co rusz pojawiają się nowe skuteczne techniki i narzędzia. Stosowane oczywiście łatwo, szybko i przyjemnie. No może nie zawsze przyjemnie, sądząc np. po dynamicznie rozwijającej się modzie na ajałaskę, przy której to praktyce trzeba się porządnie nachorować, zanim osiągnie się pożądane rezultaty. Te jednak są zawsze mocne i szybkie, jak chce tego współczesny człowiek.

No cóż, mamy taki rynek usług szkoleniowych, jaki jest współczesny świat. Jak w soczewce uwidaczniają się wszystkie jego podstawowe cechy: szybkość, pośpiech, parcie do przodu za wszelką ceną, pogoń za przyjemnością i ekstremalnymi doznaniami, afirmacja zachcianek ego. Krótko mówiąc narcystyczne rozpasanie zarówno u trenerów jak i klientów. Jeśli ktoś jest gotowy zapłacić niemało pieniędzy za iluzję, to my trenerzy z radością mu to damy.

Warto w tym miejscu zadać sobie pytanie, co jest głęboką, rzeczywista potrzebą ludzi i jak my trenerzy mamy odpowiedzieć na tę diagnozę?

Ryszard Kulik

Dodaj komentarz