Mniej znaczy więcej.

Pierwszy dzień trzydniowego warsztatu na zakończenie długiego cyklu szkoleniowego zawiera tylko 3 ćwiczenia. Mało. Mało?  Runda na zakończenie dnia zawiera np. takie podsumowania uczestników: ważny dzień, doniosłe obserwacje, wartościowe lekcje, ważne refleksje, wzruszenie i uwaga: zmęczenie.

Wydawać by się mogło, że można by zrobić więcej. Tylko po co? Każda z prac umożliwiała pojawienie się tak dużej ilości materiału ze strony uczestników, że przyspieszanie byłoby stratą. Byłoby stratą na kilka różnych sposobów.

Czym dalej w las tym więcej drzew. Czym dalej w pracy grupy tym większa otwartość i bogactwo wymiany. W projektach rozwojowych opartych o aktywność grupy każdy z uczestników może wnieść to coś czego poszukuje inny. Z własnego doświadczenia. Żywe, poparte emocjami doświadczenia życiowe uczestników są bardzo pociągające. To wartość sama w sobie. Czym dalej w rozwoju grupy tym większa potrzeba czerpania nawzajem ze swoich doświadczeń. Dlaczego mielibyśmy zmniejszać przestrzeń na jej zaspokojenie?  O ile prace (ćwiczenia) dotykają uczestników, wywołują w nich emocje, za którymi idą ważne dla nich obserwacje samych siebie, czym byłoby zabieranie im czasu na przyglądanie się sobie? Wreszcie o ile dostarczyliśmy już porcję nowej wiedzy, poćwiczyliśmy korzystanie z niej, co pozostaje jeszcze ważnego? Praca z postawami.  Praca, która raczej wymaga czasu, spokoju i skupienia. Praca której sprzyja uruchomienie zasobów wielu uczestników (informacja zwrotna). I wreszcie praca, która może sprawić, że to co zostało wcześniej wypracowane zostanie wdrożone w życie.

Pokusa zrobienia więcej jest spora. Ludzie w dzisiejszych czasach mierzą jakość ilością. Ilość ćwiczeń, ilość teorii, ilość algorytmów, ilość błyskotliwych podsumowań, ilość nowych (czegoś tam), ilość… Łatwo w tym „ilość”  pominąć ilość wewnętrzną, taką w kimś, ilość bodźców do zmiany, ilość inspiracji, ilość danych i przyjętych doświadczeń, ilość tego co dodane do tego co ktoś już przyniósł na warsztat a co czyni zmianę, ilość tego co nie wniósł prowadzący tylko uczestnik…

W początkowych fazach warsztatów, czy cykli warsztatów istotnie warto pracować mniejszymi porcjami. Efektem będzie zrobienie „więcej”.  Bardziej gęste upakowanie zadań w czasie warsztatu sprzyja integracji grupy, porcjowanie wiedzy ułatwia jej zapamiętanie, szybszy rytm przeplatania form pracy angażującej grupę z pigułkami merytorycznymi czy pracą na procesie wspiera realizację celów i kontrolę zjawisk procesu grupowego. Jednak czym dalej w las, tym więcej pola dla dłuższej pracy uczestników. Pracy wewnętrznej, wymiany, dzielenia się sobą z innymi. W grupach, w których uczestnicy są zapraszani do angażowania się we wczesnych fazach warsztatu czy cyklu, powstaje oczekiwanie wykorzystania wypracowanego wcześniej potencjału. Pojawia się chęć dawania sobie nowej perspektywy, wykorzystywania zbudowanej wcześniej relacji, znajomości siebie, budowania siebie nawzajem. Prowadzący może dosłownie okazać się niepotrzebny. Podobnie jak nadmiar zadań. Pod koniec mniej znaczy więcej.

Autor: Bartosz Płazak

Dodaj komentarz