Co najmniej zauważać. Czyli rzecz o nauczycielach i o trudnościach w pracy z ludźmi.

Nie wiem jak Wy, ale ja nie lubię za bardzo tego momentu kiedy czuję, w pracy z ludźmi, że ktoś mnie traktuje nieadekwatnie. Napada, wytyka, czepia się, stawia niepotrzebne pytania, nie idzie za mną tylko się zatrzymuje i mnie też zatrzymuje, albo cofa. Nie lubię być zaskakiwany tym, że ktoś trzyma się swojego bez końca, docieka, przekonuje, grozi, szantażuje, albo tylko znika i wyłącza się. Przeżywam wtedy mieszankę emocji od frustracji, złości i lęku, niepewności, do nadziei, zadowolenia, bywa że tracę energię, sam się cofam. Nie jest mi łatwo, szczególnie kiedy zauważam, że któreś z tych zjawisk ma miejsce już chwilę a ja dopiero teraz je dostrzegłem. Bo przecież miało być konstruktywnie, ciekawie, intrygująco i we współpracy i napracowaliśmy się by tak było.

Trudności to codzienne zjawiska w pracy z ludźmi. To zjawiska uprawnione. To zjawiska, którym powinniśmy dawać miejsce w pracy z grupami i jednostkami, a zadaniem i obowiązkiem trenera czy coacha jest co najmniej widzieć je. Co najmniej oznacza tu to, że niekiedy brak reakcji jest też reakcją. Mówię o tej uzewnętrznionej reakcji. Tej, której najczęściej spodziewa się druga strona interakcji. Co najmniej je (kiedy tozewnętrzne trudności) widzieć oznacza zadać sobie trud przyjrzenia się sobie, jak ja reaguję na to co się dzieje w koło mnie. Co czuję. Co mi podpowiada intuicja. Co mnie zatrzymało.

Zdarza się, że w takich momentach to co zauważam w sobie, to część, która chce natychmiast uciec, schować się. Wtedy czekam jeszcze chwilę, sprawdzam emocje, przyglądam się mojej komunikacji, przyglądam się intencjom obydwu stron. Widzę zamieszanie, sprzeczności, konflikty, dążenie do rozwoju, chęć działania, często lęk. Wyraźnie widzę, że tym co najczęściej sam mam do zrobienia to co najmniej weryfikacja mojej tendencji do projekcji, cofnięcie jej. Kiedy to mi się udaje trudność najczęściej zmniejsza się. Okazuje się jakoś nagle, że mogę pomóc, że moje wsparcie działa. Łatwiej jest słuchać, role wracają na swoje miejsce. Jestem wspierającym a ktoś poszukującym siebie.

Opór jest czymś naturalnym i codziennym w pracy z ludźmi. Występuje zawsze. To zjawisko zwyczajne dlatego, że jesteśmy w tej pracy zawsze razem i każdy z nas wniósł swoje wewnętrzne procesy (myśli, emocje, odczucia, nastroje, związki, potrzeby, oczekiwania, mechanizmy obronne…). Każdy ( ty i ja, uczestnik i prowadzący) będąc tego świadomy czy nie, mniej lub bardziej coś woli a coś innego mniej woli. Uważam jednak, że o ile uczestnik ma prawo po prostu być w tej interakcji sobą z tym wszystkim co wniósł o tyle prowadzący powinien zdawać sobie sprawę z tego co nim powoduje. Ma to związek z zadaniem jakie ma on w tej relacji. To zadanie to wspieranie kogoś w rozwoju. I patrząc przez ten filtr, kiedy dzieje się coś co wolałbym żeby się nie działo ( bo cele, bo czas, bo wygoda, bo…), mam obowiązek przyjrzeć się sobie i temu co się dzieje we mnie. Najczęściej widzę tam bowiem wskazówki. Co najmniej przyjrzeć się, czyli wcale nie koniecznie od razu coś robić. Po to by móc pomóc. Po to by nie zwiększać trudności tylko ją pokierować na uzyskanie wartości po stronie osoby wspieranej.

W tym sensie opór jest wielkim nauczycielem. Opór najczęściej niesie informację o zaniedbaniu, pominięciu, marginalizacji, wniesieniu czegoś, przeszkodach dotąd niezauważonych. Jest szansą na korektę. Ewaluatorem mojej pracy. Dlatego jego dostrzeżenie jest tak ważne. Kiedy powstaje on na linii wspierający – wspierany(ni) podstawowym kierunkiem przyglądania się powinien być wgląd. Wgląd dokonany przez prowadzącego. Zadanie sobie pytania „Co ja takiego robię, że jest to co jest?” Innym kierunkiem pracy z oporem jest zachęcenie do wglądu osoby która jest z nami w tej trudności. Ją też może to prowadzić do odkryć, uczenia się, wzrastania.

Okrywanie siebie to wielka szansa jaką daje mi każda sytuacja trudna. Odkrywam swój cień. Dostrzegam to czego na co dzień nie widzę. To co z różnych przyczyn chowałem, ukrywałem, nie chciałem, bałem się albo z jakichś powodów usunąłem sprzed oczu. Cokolwiek to jest ( zmęczenie, wyluzowanie, tendencja do dawania więcej albo mniej, spieszenia się, pomijania innych czy siebie…) jest jednak mną. Jest częścią mnie, która zintegrowana może stanąć po mojej stronie i po stronie osób z którymi pracuję. Włączona w świadomą całość jaką jestem doda mi sił, podniesie możliwości, swobodę pracy i spójność. Warunek: muszę ją dostrzec. A to przecież pomagają mi zrobić moi trudni uczestnicy. Dalsza praca jest już moim zadaniem.

Bardzo Wam dziękuję moi nauczyciele. Moi zadający mi trudne pytania, męczący, odmawiający, niechętni, oskarżający i milczący, spoglądający krzywo, piszący o co wam chodzi dopiero w ankietach końcowych. Każda Wasza lekcja, którą jestem w stanie wychwycić i przyjąć wzbogaca mnie. Dzięki Waszym lekcjom dziś o wiele szybciej i łatwiej radzę sobie z trudnościami, nie boję się ich a niekiedy wręcz na nie czekam. Jestem dzięki Wam lepszym trenerem i człowiekiem.

Wiem też, że i dla Was są ona bardzo wartościowe. Że Wy też się na nich wiele uczycie, wzrastacie, robicie ważne kroki na drodze Waszego Życia. Choć kiedy w tym jesteśmy, bywa, że mamy wątpliwości.

Bartosz Płazak

Dodaj komentarz