Pracując z ludźmi w obszarze rozwoju osobistego, stawiamy sobie rozmaite cele. Czy jest coś, co je łączy? Jak te cele zakorzenione są określonej wizji rzeczywistości, w sposobie myślenia o człowieku, o sobie samym? Czego ludzie pragną najbardziej? Czego ja najbardziej pragnę?

Docierając do samego jądra tego zagadnienia odkrywam, że podstawowym problemem ludzi jest cierpienie. To elementarne doświadczenie egzystencjalne było, jest i będzie obecne w życiu każdego człowieka niezależnie od kultury i czasu historycznego. Cierpienie jest kontinuum, które rozciąga się od subtelnego dyskomfortu aż po ból nie do zniesienia. W tym znaczeniu towarzyszy nam nieustannie. Cierpimy bowiem, gdy nie dostajemy tego, czego chcemy i gdy dostajemy to, czego nie chcemy. Cierpimy też wtedy, gdy dostajemy to, czego chcemy, ale boimy się to utracić. Jest pewne, że kiedyś to utracimy.

Od zarania ludzie próbowali wymyślić sposoby radzenia sobie z cierpieniem. Największym bodaj projektem w tym zakresie jest cywilizacja, która ma w założeniu uczynić życie lekkim, łatwym i przyjemnym. Wymyśliliśmy również bardziej subtelne sposoby: cielesne, psychologiczne i duchowe praktyki, które w założeniu mają wyzwolić nas z cierpienia. Współcześnie tę rolę spełnia przede wszystkim psychoterapia i metody rozwoju osobistego.

W podejściu do problemu cierpienia uwidaczniają się dwie podstawowe strategie. Jedna, zdecydowanie dominująca, zakłada, że cierpienie przestaje być problemem, jeśli będziemy maksymalizować to, co znajduje się po drugiej stronie, czyli szczęście. Druga uznaje, że od cierpienia nie można uciec, a uciekając, wzmacniamy je jeszcze bardziej. Jedyne, co nam pozostaje, to przyjąć cierpienie jako nieodzowny element życia.

Jeśli wnikniemy w naturę cierpienia, to okaże się, że jego korzeniami są pragnienia. Cierpimy, bo ciągle czegoś chcemy lub nie chcemy. A chęć uniknięcia cierpienia jest bodaj największym pragnieniem i jako takie jest odpowiedzialne za rozkręcanie spirali cierpienia. W doświadczeniu cierpienia obecny jest zwykle ból mający charakter organiczny. Obejmuje on do 20% całego doświadczenia. Reszta to chęć uniknięcia tego bólu. Zatem głównym składnikiem cierpienia jest pragnienie, by go nie było. Im silniejsze, tym większe cierpienie.

Ten mechanizm wyraźnie pokazuje, co stanowi najważniejszy cel rozwojowy w pracy z ludźmi. Tym celem nie jest doświadczenie szczęścia czy uczynienie życia lepszym. Tym celem jest nauczenie się, jak cierpieć, jak radzić sobie z najbardziej elementarnym doświadczeniem egzystencjalnym. Nauka cierpienia jest największym wyzwaniem ludzkości. W tej nauce przede wszystkim trzeba przyjąć założenie, że cierpienia nie da się uniknąć, a następnie nauczyć się je mieścić w sobie bez chęci natychmiastowej ucieczki czy też zrobienia czegoś z trudnym przeżyciem.

Paradoksalnie przyjęcie cierpienia pozwala sprowadzić jego rozmiar do pierwotnego poziomu, czyli do owych 20% organicznego bólu będącego źródłem dyskomfortu. Nie uciekając od tego doświadczenia, mamy okazję zobaczyć, że towarzyszący lęk i opór budują się na iluzji oddzielenia od bieżącej chwili i same stanowią rodzaj złudzenia. Wejście w ból zmniejsza go ostatecznie.

Jak zauważyła moja 9 letnia córka Hania, teraz boli już tylko kolano, a nie… serce.

Ryszard Kulik

Dodaj komentarz