O superwizji.

Warsztat superwizyjny, czyli rzecz o przekraczaniu progów.

Grupa ta pracuje ze sobą już prawie rok. Zęby zjedzone na występowaniu przed sobą, ćwiczeniu, konfrontowaniu poglądów,  dzieleniu się wątpliwościami i po prostu realizowaniu różnych zadań razem. Naprawdę dużo doświadczeń. Wśród nich przeżycia  przyjemne, ciekawe, trudne, doniosłe, intrygujące i te które można by nazwać dzień jak co dzień w pracującej grupie. Dobre, zdefiniowane, utrwalone relacje, jasny stosunek do szkoły i prowadzącego. Zaufanie, wszyscy do wszystkich w stopniu co najmniej wystarczającym.

Spotykamy się na 13 z 14 zjazdów. Na tym zjeździe zadaniem każdego z uczestników jest zaprezentować wybrany fragment swojego 16 godzinnego  autorskiego warsztatu. Istotą tego zjazdu jest zmaterializowanie się uczestnika w roli trenera w możliwie pełnym tego słowa znaczeniu. Przez około godziny tylko, nie cały dzień, ale jednak każdy ma tu za zadanie wyjść przed pozostałych i zrobić swoje. To słowo oznacza tu, że każdy ma pewne ściśle określone zadanie co do jakości swojej pracy. Jeśli idzie o treść jaką wypełni swoje wystąpienie to jest to całkowicie jego wybór.

Na każdym warsztacie tego typu a poprowadziłem ich  kilkadziesiąt, uczestnicy są w zmieszanych przeżyciach. Chcą, czekają, boją się, rozumieją swoje położenie i nie wiedzą czego się spodziewać, wiedzą co potrafią i jak wykonać swoje zadanie i jednocześnie gubią się w obawach i czarnych filmach o tym jak im pójdzie wystąpienie. Próg na pełny kontakt, na bycie nauczycielem, na zrealizowanie całości od a do z, na zmieszczenie się w czasie, na poradzenie sobie z wewnętrznym krytykiem, na zaufanie sobie, na zastosowanie swojej wiedzy, na pokazanie, że się jest wystarczająco dobrym, albo lepszym, na pokazanie się ludziom, którzy widzą Cię od roku, na wniesienie do grupy swojego dzieła… Ach te progi…

Oczywiście wszystkim idzie wystarczająco dobrze.  Po wszystkim, nawet trudniejsze informacje zwrotne są budujące, uczące, wartościowe… Każdy dostaje mnóstwo uznania i słucha o tym jaki postęp zrobił, jakie wartości niesie jego warsztat i jak pracował z grupą.

Obojętne czy prowadzący swój autorski warsztat jest w pełni z siebie zadowolony, całkiem zadowolony, wystarczająco zadowolony, trochę zadowolony czy niezadowolony, ci co przeszli ten próg czują się inaczej. Pojawia się lekkość, ulga, zadowolenie, poczucie mocy, swoboda, rosną skrzydła. Wzruszenie i poczucie wolności przeważa wśród wypowiedzi na rundzie zamknięcia.

Atmosfera, ktoś powie pole grupy, zmienia się. Z startowego poczucia zagrożenia, napięcia  i chęci ucieczki przed wystąpieniem, zostaje tęsknota za przygodą i apetyt na jeszcze. Zaczynamy mówić o tym co dalej w tej szkole. Cieszymy się na warsztat który jest następny.  Tak jest za progiem na bycie praktykiem trenerstwa. A i tak wszystko jeszcze przed Wami.

Autor: Bartosz Płazak

Dodaj komentarz