O upraszczaniu.

Spotykam ludzi którzy robią bardzo piękne rzeczy, pełne, mocne, wartościowe i proste. Budzi to mój podziw. Bywa, że znajduję się  w okolicznościach, w których ktoś robi coś w bardzo prosty sposób, szybko. Budzą się we mnie wtedy  obawy, że coś ważnego może nie zostało wzięte pod uwagę.

Warsztat omówienia procesu grupowego ma na celu nazwanie, uporządkowanie i ujawnienie zjawisk dziejących się w grupie podczas 5 dniowego treningu interpersonalnego. Te dwa warsztatowe dni mogą się wydawać absurdalnie długim czasem przeznaczonym na… gadanie, omawianie… Bo przecież my siedzimy dwa bite dni i gadamy o tym co się działo przez 5 dni parę tygodni temu. Tym za to, co byli na treningu, raczej wydają się te dwa dni za krótkim czasem na to by się dowiedzieć tego co ich fascynuje o nich samych i o grupie.

Obserwujemy więc zachowania uczestników, przypominamy i opowiadamy je sobie jeszcze raz z perspektywy trwania treningu i dzisiejszej, perspektywy głównych zaangażowanych w interakcje i obserwatorów, perspektywy uczestników i trenerów. Emocje z treningu są żywe w całej grupie pomimo upływu pięciu tygodni i choć nie ma tu miejsca na pracę z nimi wypieki na policzkach i iskrzące oczy mówią same za siebie. Pojawiają się fascynujące odkrycia. Drugie i trzecie dno. Okazuje się, że ci co pomagali walczyli o władzę, ci co byli przemili byli wewnątrz rozzłoszczeni, ci co mówili mieli ochotę na co innego, ci co czekali chcieli mówić, ci co byli ofiarami byli też napastnikami, prymusi byli strategami przetrwania, współczujący uciekali od bycia w grupie a trenerzy byli dobrym i złym gliną, co gorsza na przemian. Ciekawe jest dziś jak uwalniające było mówienie wtedy na treningu o złości i lęku, jak zbliżające było bezpośrednie powiedzenie komuś tego, co w kimś innym budziło napięcie. Intrygujące jest dowiedzieć się jak trudno było przetrwać drugi dzień kilku osobom i jak wielu  uczestników miało poczucie uwolnienia i radości gdy ukazała się naszym oczom zagadka stojąca za czyimś gadulstwem i inna stojąca za czyimś milczeniem… Brzmi groteskowo? Może odrobinę dla tego kto tam nie był. Tymczasem tu, na sali ciekawość, pragnienie więcej, pełne skupienie, narastająca aktywność, refleksje, wglądy, decyzje, ożywione wymiany i pełne znaczenia milczenie niektórych. A to nie wszystko. Tego co widzimy nie da się opisać tu w kilu linijkach tekstu. Odkrycia te to czubek zaledwie góry lodowej tego, co dowiaduje się każdy z uczestników o sobie i tego, czego uczy się o rozwoju grupy i jej prowadzeniu.

Pozostaje pytanie jak to uprościć? Kiedy to będzie możliwe? Ano pewnie po paru latach pracy z grupami. Może też po wykonaniu jakiejś pracy nad sobą. Pewnie nie od razu będzie prosto.

Na początek dobrze się sprawdza przestudiowanie możliwie głęboko każdej sytuacji grupowej i układanie scenariuszy zajęć. Tak by móc sięgnąć na sali do wcześniej zaplanowanej struktury pracy. Posiadanie kilku wariantów scenariusza jest bardzo dobrym pomysłem. No i jest co upraszczać. Praca na procesie choć wydaje się prosta i  że płynie sama jest bardzo pozornym uproszczeniem. Jest raczej trudniejsza. I sama zaczyna wychodzić jako pochodna doświadczenia w pracy na scenariuszu.

Coraz bardziej powszechna dziś tendencja do upraszczania, (a może przyspieszania), wydaje mi się bardzo pociągająca. Można chyba osiągnąć więcej krótszym czasem i mniejszym wysiłkiem … Osobiście jednak budzi ona tez mój opór. Wydaje mi się, że upraszczać można, kiedy ma się wcześniej wgląd w możliwie dużą całość tego co ma być uproszczone. Tendencja do działania w sposób uproszczony, przyspieszony ma w sobie pułapkę pominięcia. I moim zdaniem to pominięcie o ile ktoś popełnia grzech upraszczania przed zapoznaniem się z całością może wrócić do upraszczającego kłopotem. A w świecie (w grupie)kłopot wywołać.

Autor: Bartosz Płazak

Dodaj komentarz