Szkło i mech, czyli rzecz o gniewie i miłości

Okazuje się, że równie dobrze można się czuć na szkle i na mchu. Jakkolwiek to teraz brzmi Tobie w uszach zapraszam Cię do tej łamigłówki.

 Zasada perseweracji czyli powtarzania (się) informacji mówi, że Informacja nie może być zniszczona lub utracona, ale pozostaje w systemie (polu). Raz wysłany sygnał będzie się powtarzał, dopóki nie zostanie świadomie odebrany.  Emocja niewyrażona nie znika, dąży do ujawnienia, jako energia wpływa na system dopóki nie zostanie przyjęta, nie trafi na swoje miejsce.

Arnold Mindell mówi o osobowości, że jest ona zbiorem figur ze snu – różne figury w nas komunikują się, wysyłają sygnały, zakłócają się nawzajem. Ich działanie pochodzi z wzorca wewnętrznego. Kiedy próbuje się on wyrazić i jest to jakoś utrudnione, zakłócone, pojawiają się tzw. podwójne sygnały. Jeśli informacja nadawana przez figurę jest blokowana będzie chciała się wyrazić innym kanałem, będzie szukać sobie drogi.

Spotykam się z poglądem, że można mieć od razu radość. Nie trzeba przeżywać wszystkiego tego co ciężkie, trudne, zadawać sobie bezsensownego wysiłku, by powiedzieć sobie o tym co trudne, ciemne. Wystarczy się zdecydować. Tak po dorosłemu decydować. Jasne. Nie chcemy tego co boli. Naturalnie. Ból jest odrzucany, bo boli, piecze, ciąży. Mało tego, blisko niego jest lęk przed bólem. Też niechciany, marginalizowany, odsuwany. Bo ma być miło. Po dorosłemu?

W świecie, w którym mamy być zawsze piękni, mili, dobrzy, bogaci, gotowi, słowem mamy być ludźmi sukcesu nie ma w tym nic dziwnego, że wszędzie oczekiwana jest radość. Powinniśmy, może nawet musimy  być w radości. Obojętne skąd ją weźmiesz, jak do niej dotrzesz, jak się teraz czujesz. Sukces to radość. Radość to sukces. Sukces osiąga się przez radość, radość jest pochodną sukcesu. Pozostaje więc zadać sobie pytanie jak to zrobić? Po czym poznać radość? Po uśmiechu. Po pogodnej wypowiedzi,  po mimice, gestykulacji spójnej z sukcesem, (czytaj: z radością). Więc uśmiech na twarz i już. Łatwe.

Radości takiej pełno wokół. Na plakatach, w reklamach, w spotkaniach w biznesie, u babci która przychodzi do wnuczki, w małżeństwie, na pierwszej randce, w galerii, w dzienniku telewizyjnym. Podobnie w grupach, kiedy się one zbierają by pracować, czy być. Przecież chodzi o to by było dobrze. Mnie (osobie) i nam (grupie). Łatwe?

Czy jednak jesteśmy całością kiedy prezentujemy tę zamierzoną, chcianą, oczekiwaną, lubianą radość? Ten stan wymarzony przez osoby i ogłoszony jako domniemany stan społeczeństwa, ludzkości, świata. Nawet krowy na pudełkach z serkiem są uśmiechnięte. Wciąż jest lepiej, mamy wzrost gospodarczy, mamy lepsze życie, jesteśmy zdrowsi i mądrzejsi, jest taniej, nie ma głodu, cierpienia, ziemia ma nieskończone zasoby… Są powody by była radość! Da się to jakoś policzyć, stwierdzić, poprzeć faktami a jak trzeba obśmiać inne tezy, albo uznać że godzą w radosną codzienność w radości. Cóż, godzą.

A co z tą częścią Ciebie która się boi, złości, smuci? Co z tą częścią nas, która nie jest gotowa teraz na radość bo dostrzega zagrożenia, straty, inne osoby rzekomo dybiące na jej sukces? Pewnie ma sporo doświadczeń dybania. Dlaczego teraz miałoby być inaczej?  Jak to ukryć? Łatwo. Łatwo? Przed kim łatwo? Przed sobą, przed innymi? Nawet gdyby się udało jak będzie się czuła ta część mnie, która ma się schować pod stół bo nie pasuje? Czy nie będzie się naturalnie buntować? Czy nie będzie chciała wyjść na światło dzienne, walnąć pięścią w stół albo tupnąć w podłogę mówiąc: ja też tu jestem?! A jak się będzie czuła ta, która jej każe się chować? Czy może nie będzie miała wyrzutów sumienia? Za spychanie tamtej, żywej, uprawnionej równo.  Czy jej to nie zakłóci sukcesu? Łatwe? Może się tak wydawać. Zwłaszcza kiedy ma już swoją historię powodzeń w spychaniu. Kiedy udało się tak zrobić raz, dwa, pięć, pięćset, tysiąc razy. Zwłaszcza jeśli omijając zgrzyty udało się coś przy tym osiągnąć. Łatwe? Nawyk?  

I nawet gdyby założyć, że ma sens odwrócenie tego nawyku, czy aby teraz ta cześć, która odwraca nawykowo działającą tamtą część  nie będzie się bać? Utraty pozycji, odkrycia fałszu, poznania się z tą co jej ma nie być? A co jak obie dostrzegą Ja? Małe, zapomniane, wciąż naturalne, stojące z boku i czekające na swoją kolej kiedy tamte już przestaną walczyć ze sobą o pole? Radość czy złość? Jasne czy ciemne. Część czy całość? Szkło czy mech? Jak przestać zmniejszać jedną część by była druga? Dlaczego wciąż jedna ma większe prawo niż druga?

W kilkudniowej, treningowej pracy grupowej,  wyraźnie widać jak ludzie próbują pokazać, że są w innej energii (emocjach, stanie) niż są faktycznie. Ujawnianie trudności jest odrzucone na wstępie.  Mówienie o lęku, złości, wstydzie, smutku, zaprzecza przyjętemu i obowiązującemu mitowi sukcesu. Radość jest chcianym stanem, więc raczej tam się wypada kierować. Niestety jakość tej radości odgrywanej „na skróty” jest jakaś. To „jakoś” a nie jakość.  To pokazywane z woli, wyboru, zamiaru pokazania się sobie i innym  jakoś przypomina radość, jednak trudno to z radością pomylić, bowiem jest jeszcze coś. W podwójnych sygnałach pojawia się Ciemna strona mocy. A przynajmniej takim mianem okrzyknięta strona mocy, ta Moc zawierająca trudne emocje.

Proces rusza, grupa rozpoczyna drogę do pełniejszego obrazu, współpracy i poznania, mija wiele godzin i dni, leje się sporo łez, zdarzają się zapowiedzi opuszczenia grupy, są podniesione głosy, symptomy cielesne i bardzo ciche słowa. To tu to tam ktoś mówi też te ciemne słowa. Coraz częściej. Strach, złość, gniew. Postrach jeszcze większy, groza a zaraz potem u(śmiech). Zaskoczenie. Z czego się tu śmiać. A może to jednak radość? Zaraz po strachu, gniewie, złości i smutku?  Dopiero po nich?

Odpowiedni czas poświęcony ujawnianiu będących niestety w większości (trzech z czterech głównych emocji) owocuje ulgą, oddechem, przyjęciem tych postaci w nas, co miały siedzieć pod stołem i waliły pięścią w podłogę. Uwzględnieni nie tylko się zgadzają na nią ale nawet zapraszają tę wyczekiwaną królową emocji. Radość. Po salwie gniewu spontanicznie pojawia się śmiech, jak na komendę. Wszyscy. Bez powodu? O co chodzi? Co się stało?  Skąd to? I jaka lekka a zarazem mocna energia w nas…

Radość też może stać w poczekalni. Może nie móc się przebić przez pozostałą większość. Kiedy głowa decyduje, że ma być radość, pojawi się raczej dziwny grymas na twarzy, dysonans w odbiorze, odmowa i złość na siłowe zapraszanie do bycia w radości. Kiedy jednak w sercu (w grupie) zrobić miejsce na ciemną Trójcę, wysłuchać jej , polubić i docenić, ona sama (Trójca) zaprasza oczekiwaną Radość. Dopiero wtedy się zgadza, by zrobić jej miejsce. Bez tej zgody radości może być ciężko się przebić.

Mniejszość zmarginalizowana będzie zawsze dochodzić swoich praw. Jak nie wprost to spod stołu. Dla pełni potrzeba by sprawy mniejszości i większości były wysłuchane. Zarówno ja, który się złoszczę rozumiany jako część mnie, figura senna, jak i jako osoba, jako członek grupy, kiedy mają do powiedzenia coś niechcianego muszą być wysłuchane. Mało tego wysłuchane z intencją przyjęcia, może nawet zaakceptowania, polubienia,  pokochania. Bez tego nie ustąpią. I nici z radości. Nie zrobią jej wystarczająco miejsca.  I tę intencję może można wybrać. To bardzo ważna umiejętność.  

O ile praca z trudnymi emocjami jest jak droga po tłuczonym szkle, a bycie we wspólnocie, bliskości, radości w lekkości jest jak siedzenie na mchu, zauważamy w końcu,  że żeby usiąść na miękkim mchu, warto przejść drogę po stłuczonym szkle. Okazuje się, że nagrodą jest wolność, i bliskość wewnętrzna i w całej grupie. Okazuje się też, że droga przez szkło była niemal tak samo atrakcyjna jak siedzenie na mchu.  Łatwe? Może i nie. Warte jednak uwagi jako alternatywa jakości wobec jakoś tam.

Autor: Bartosz Płazak

Dodaj komentarz