Wu wei to jedna z zasad taoizmu. Mówi ona, że należy pozwolić rzeczom istnieć zgodnie z ich naturą, że warto zgadzać się na bieg zdarzeń taki jaki jest, unikać ingerowania w bieg spraw i narzucania czegokolwiek. Przeciwstawia się formalizmowi, przykazaniom, zaleceniom, które maskują prawdziwe uczucia. Wu wei oznacza niedziałanie. W tym niedziałaniu nie chodzi o bezczynność. Chodzi o nie robienie niczego, co byłoby wbrew temu, co chce się wydarzyć, wbrew sobie, wbrew naturze świata. By robić to, co zbliża nas do siebie samych, co oczyszcza umysł i zaprasza tę wewnętrzną iskrę, której obecność w nas sprawia, że nie czujemy że pracujemy, nie działamy w rozumieniu działania, które jest trudem. Chodzi o działanie płynące z wewnętrznej jasności, zgodne z jej naturą i prawami, działanie które jest źródłem energii, samozasilającym się procesem pełnym życia.

W pracy z grupą jest coś kuszącego w tym niedziałaniu. Niedziałanie samo przychodzi, prędzej czy później. Zaprasza, wyłania się tajemniczo z tego, co próbuje się wydarzyć, z zachowania uczestników, z interakcji, z potrzeb, z języka, z wyników ćwiczeń, z trudności, oporu, zmian napięcia, atmosfery, chęci do pracy, wyników pracy, jakości interakcji. Ten naturalny ruch od działania do niedziałania jest pozornie sprzeczny z rolą prowadzącego grupę. Zaprasza pomimo to. I przychodzi taki moment, że zrobienie czegokolwiek co powinno być zrobione, co wynika z przyjętej formy,  wydaje się nie mieć najmniejszego sensu. Scenariuszowy pomysł na ciąg dalszy jest aż tak odległy od tego co się dzieje, od tego co jest potrzebą uczestników, co pogłębiałoby przekaz dotychczasowy, co wydaje się potrzebne, wokół czego jest energia, chęć, motywacja. I to jest moment, który jeśli zauważysz, poczujesz, zgodzisz się na niego i pójdziesz za sobą, za grupą, to może się wreszcie przestać dziać to co ma się dziać a zacząć to co chce wyjść na powierzchnię procesu i co jest w tym sensie najlepsze. Działanie przechodzi w niedziałanie. Wychodzisz z roli tego co wie, co dzierży w rękach władzę i odpowiedzialność ma na plecach, tego który zna wszystkie odpowiedzi, mówi, wyjaśnia, dwoi się i troi na rzecz osiągnięcia przez wszystkich konkretnego, przewidzianego i oczekiwanego wyniku (o ile to w ogóle jest możliwe). Rzeka, jeśli by tak nazwać grupę, ma swój nurt i zaprasza Cię byś w niego wskoczył. Przelewa się już przez wytyczany sztucznie brzeg.  Kiedy ryzykujesz i to robisz stajecie się jednym. Ty jesteś mokry a rzeka zawiera i niesie Ciebie. Nie tracisz swoich możliwości. Uzyskujesz inne. Podobnie rzeka. Jest dalej sobą, nurtem, wirem, powierzchnią, głębią, dnem, kamieniem. Ale niesie też ciebie. Zmieniacie się każde w sobie. Robicie to, co chce się wydarzyć razem. Nagle jesteście jednym i wpływacie na siebie. O ile zechcecie się szanować, wasze właściwości łatwiej przechodzą z jednego na drugie, pojawia się moc która łączy jakości jednej i drugiej strony. Więcej też jest energii, uwalnia się wciąż dalej i na nowo. Nagle okazuje się, że bez wysiłku, by zrealizować  program i tak on jest zrealizowany. Bez silenia się na odpowiadanie na wszystkie pytania i bez bania się o jakość odpowiedzi, wszystkie one są odpowiedziane.  Wydarzyło się to w nurcie rzeki czyli w procesie pracy grupy.  Pracy, w której byłeś członkiem grupy i prowadzącym, podążałeś za potrzebami realizując znane ci cele, uwzględniałeś uczestników, a oni uwzględniali ciebie. Przeplataliście się, by się wzajemnie wzmacniać, kształtować, trzymać się razem i wchodzić w spory. Satysfakcja była dla was drogowskazem i nagrodą. Ktoś powie hmm,  jak do tego doszło? Trochę wygląda jakby on tu niewiele zrobił. Ktoś inny: wszystko zostało zrobione, ba, nawet sporo więcej. Tylko jak to się stało, kiedy? Jedno zawiera drugie i cały czas są koło siebie, przeplatają, zmieniają. Nic nie rób, rób nic. Wu wei.

Autor: Bartosz Płazak

Dodaj komentarz