KONTAKT

Bartosz Płazak tel. 502 351 161
1 marca, 2017 by DW 0 Comments

Wiedza

Podczas prowadzenia grup szczególną uwagę zwracam na oczekiwania uczestników zajęć. Wszakże w zdarzeniu  edukacyjnym, jakim jest warsztat, spotykają się z jednej strony ludzie, którzy po coś przyszli i czegoś chcą, a drugiej osoba prowadząca, która może im to dać albo raczej stworzyć warunki uzyskania określonych korzyści.

Wśród wypowiadanych oczekiwań bardzo często pojawia się wiedza. Większość ludzi jest przekonana, że to, czego najbardziej potrzebują, to informacje na dany temat. W tym znaczeniu wiedza stanowi fetysz współczesności. „Wiedzieć” to prawdziwa cnota. Ten, który wie, ma już wystarczająco wiele, by zrobić użytek z tego zasobu. To dlatego jesteśmy zalewani potokiem informacji z nadzieją, że dzięki temu świat stanie się lepszym miejscem.

Czy wiedza gwarantuje, że posiadamy wszystko, co niezbędne, by działać z odpowiednim skutkiem? Wątpię. Ileż to razy wiedziałem, co należy zrobić, a tego nie robiłem? Ileż to razy informacje zamieniały się w martwą literę, grzebiąc ambitne plany?

Z definicji informacja jest czymś, co dociera do naszego aparatu poznawczego. A czy człowieka można zredukować wyłącznie do funkcji rozumowych? A gdzie emocje, gdzie ciało, gdzie sposoby reagowania? Czy ktoś jest w stanie nauczyć się jeździć na rowerze, czytając poradnik na ten temat?

Zatrzymywanie się na samej informacji jest bardzo kuszące. To naprawdę niewiele kosztuje. Wysiłek jest stosunkowo mały: nie trzeba angażować się osobiście, ujawniać siebie, wchodzić w relacje, narażać się na ocenę innych, wystawiać na dyskomfort. Wiedza jest w gruncie rzeczy czymś anonimowym, pozaosobistym, wygodnym i bezpiecznym. No cóż, niska cena – mały zysk.

W procesie uczenia się wiedza jest oczywiście ważna, ale nie ma co przeceniać jej znaczenia. Psychologowie podkreślają, że sama informacja ma niewielką moc regulacyjną, co oznacza, że prawdziwa zmiana zachodzi na głębszym poziomie wykraczającym poza obszar rozumu. Aby nauczyć się nowych umiejętności, aby dokonać rzeczywistej zmiany, ważne jest angażowanie również innych funkcji pozaracjonalnych. To gwarantuje zdobycie pełnego, różnorodnego doświadczenia, które zakorzenione jest w ciele, odwołuje się do emocji, posiada wymiar poznawczy i manifestuje się w odpowiednim zachowaniu. Dopiero taki zestaw pozwala na mocne zakorzenienie się zdobywanych umiejętności.

W procesie uczenia się zawsze mamy do czynienia z całą osobą. I dopiero angażowanie całej osoby pozwala w pełni spożytkować jej potencjał rozwojowy.

Ryszard Kulik

22 lutego, 2017 by DW 0 Comments

Czyj to proces ? Bieguny stylów pracy trenera

Mam wrażenie, że wśród osób pracujących z grupami istnieją z grubsza dwa podejścia do pracy (ale i efektywności, doboru narzędzi, stylu). Dwa podejścia związane z procesem grupowym. Pierwsze to  akceptacja i budowanie warsztatu w oparciu o proces, drugie to zaprzeczanie istnieniu procesu i forsowanie programu pomimo życia grupy. Widzę je jako bieguny kontinuum  stylów pracy trenerskiej. Pomiędzy nimi pewnie tyle odmian pośrednich co prowadzących grupy trenerów.

Pytanie jak to jest, że ktoś preferuje taki styl a ktoś inny styl. Jak dokonujemy wyboru? Czym się kierujemy? Wydawałoby się, że tematyka spotkania (szkolenia, warsztatu) mogłaby mieć wpływ, może nawet wyznaczać styl pracy. Często słyszę takie wyjaśnienia. Moja logika, kiedy próbuję się z tym poukładać, podpowiada pracę opartą o proces w tematyce wokół kompetencji społecznych, odejście od procesu w tematach twardych.

Projektowałem i poprowadziłem wiele warsztatów na różne tematy i jestem zdania, że każdy można poprowadzić aktywizująco, w kontakcie z ludźmi, oprzeć na zasadach, uczyć przez doświadczenie itd.

Oprócz prowadzenia bywam też na szkoleniach. Lubię uczestniczyć w szkoleniach prowadzonych przez innych trenerów. Lubię superwizować, szczególnie te warsztaty realizowane w jakoś inny, nowy sposób. Ciekawię się, uczę, bawię.

Widziałem warsztaty skutecznie uciekające jakiejkolwiek kategorii czy przyporządkowania.  Co ciekawe, spotkałem się z prowadzeniem zajęć w najbardziej miękkich tematach z zupełnym pomijaniem istnienia procesu, bez niemal jakiejkolwiek pracy angażującej grupę. (pomijam pozorne sesje pytań w rodzaju czy są jakieś pytania ?) Miałem wrażenie, że obecność grupy jest wszystkim co grupowe w tych zajęciach. Bo właściwie jest w nich prowadzący i odbiorca. Odbiorca jest przecież po to by odbierać. I to jego rola. W szczególności zaś nie po to by mieć zdanie i je ujawniać, ciekawić się, dyskutować z odsunięciem choć na chwilę prowadzącego i jego Ego;).

Ujawnianie spontanicznie opozycyjnych tez to prawdziwa plaga. Kiedy pytam o powód  wyboru tego wariantu sposobu pracy w odpowiedzi słyszę odwołanie się do zamiaru osiągania najlepszych wyników.  Czas takiego szkolenia (pracy z grupą, pracy z “odbiorcą”) przeznaczany jest tu na  przekaz. Przekaz wiedzy. Oto i wiedza w ten sposób jest przekazywana. Z najlepszym, jakże by nie, rezultatem. Miernikiem jest ilość. Niekiedy ilość slajdów PPT.

Pytanie z którym pozostaję niezmiennie od wielu lat. Po co uczestnikowi wiedza? Twarda akademicka wiedza w postaci modeli i wyliczanek, zależności.

Co ma z nią zrobić. Ilu uczestników potrafi zbudować most pomiędzy Wiedzą a jej użyciem w praktyce? Ilu jest w stanie wytrzymać pozostając w uwadze taki przekaz wiedzy? Czyj czas jest w takiej formie wykorzystywany a czyj tracony?

Bartosz Płazak