KONTAKT

Bartosz Płazak tel. 502 351 161
7 sierpnia, 2021 by DW 0 Comments

O świętowaniu.

Jak to zrobić, by uczestnicy mogli mieć poczucie świętowania, cieszenia się, radowania z rezultatów pracy (celowo unikam słowa zabawy, czy bawienia się) pracując  z grupą, z którą jesteś umówiony na pracę (warsztat, trening, osiąganie czegoś, realizację celów)? 

W procesie rozwoju grupy jest kilka faz. Każda ma swoje prawidłowości. W każdej jest coś, co lepiej robić i coś, czego lepiej nie robić. Są też specjalne zalecenia. W pierwszej np. budujemy bezpieczeństwo i zaufanie, w drugiej wspieramy konstruktywne przechodzenie trudności, w trzeciej wzmacniamy pracę i osiąganie rezultatów, w czwartej obok tego, co w trzeciej, świętujemy i stawiamy nowe cele. I to świętowanie jest dziś tym, o czym chcę parę słów napisać.

Jak tu świętować, kiedy trzeba pracować? Przecież większość grupy chce osiągać, a świętowanie odkłada na czas wieczoru, albo w ogóle je odkłada,  a patrzy na osiąganie wartości dodanej. I cóż, słusznie, że na to patrzą. Przecież po to przychodzi się na warsztat. Inna część grupy, skądinąd przecież też słusznie, szuka przestrzeni na cieszenie się tym, co osiągnęła.

W długich cyklach jest tak samo jak w krótszych warsztatach. Przecież czas końca to czas doceniania się, radowania, uczczenia jakoś tego, czego się dokonało. Tyle, że jak cykl trwa kilka czy kilkanaście miesięcy to łatwiej jest wyodrębnić kilka godzin na świętowanie w podsumowującym go warsztacie. Zwłaszcza wieczorem. I tu zagwozdka. Wiele grup niechętnie zabiera się do tego świętowania. Jakoś coś przeszkadza. Jest zmęczenie pracą, jest rozpęd w osiąganiu, który może mówi, że tę energię raczej na pracę niż na świętowanie warto dać. Jest też smutek rozstawania się, jest wątpliwość czy impreza pójdzie, jest chęć bycia wszyscy razem, a nie wszyscy chcą, nie wszystkim się chce. Są ukryte motywy i antymotywy zabawy rodem z nierozwiązanych interakcji grupowych.  I impreza znów, jak każda grupowa aktywność, chce się podzielić na kawałki (podgrupy). Ci co tańczą, ci co gadają, ci co chcą ognisko, ci co wolą iść spać i chcą ciszę o godzinie 22. I znów czegoś brakuje. I jak zawsze wszystkim nie dogodzisz. A jak już, to tylko słuchając wszystkich głosów, a to znów godzi w przestrzeń na osiąganie i zabawę, bo przecież pachnie konfliktem 🙂 …

Czy wobec tego zarządzenie imprezy należy do prowadzącego? Czy ma wziąć odpowiedzialność za to by była? Czy powinien słuchać głosów, które zapraszają do rezygnowania z pracy na rzecz zabawy? Czy wreszcie ma zdecydować o przeniesieniu tego akcentu na zabawę, ku rozczarowaniu tych, którzy chcą pracować 🙂 ? Proces. I tak bez końca.

Dziś mam jednak inne rozwiązanie. A i ono jest trudne do zauważenia przez tych, co potrzebują się bawić. Świętowanie dla mnie jest o czymś wartościowym, jak to kiedyś bywało ze świętami. Że świętujemy pojawienie się jakiejś wartości i że świętowanie to przeżywanie jej obecności, a więc zauważanie jej i przeżywanie wzruszenia doniosłością tej obserwacji i przeżycia.

Tym samym na świętowanie jest potrzebna struktura pracy (zadanie). Takie, które zaprasza wartość, korzyść, doniosłość tego, co się wydarzyło i pomaga je zauważyć i  docenić. Wtedy mamy i pracę i świętowanie. I są wszyscy w kręgu, a trener może ją zarządzić, bo jego zadanie to stwarzanie okazji do rozwoju (czyli dawanie pracy), a w ostatniej fazie pracy grupy jest miejsce, potrzeba, a nawet konieczność świętowania. No  i unikam też procesu i konfliktu w tym doniosłym momencie pracy grupy.

Dobrze, by do tego miejsca (ćwiczenia, zauważenia wartości) była jakaś droga, o zauważalnym wysiłku do zrobienia. Wtedy święto zwiększa swoją moc. I jest większe. Kocham świętować zakończenie grup HST. W tym ostatnim dniu ostatniego warsztatu widać bowiem jak wiele dokonaliśmy wspólnie, jak wiele Uczestnicy wypracowali dla Siebie, jak głęboko widzą siebie samych i innych, a także siebie w roli prowadzącego i sens pracy z grupami. To naprawdę wielkie święto i warto na niego czekać, trudzić się, pracować i jechać kawał drogi. To Podróż Bohatera. Przy tym, wzruszeni najczęściej do łez śmiejemy się też głośno, patrząc na siebie lekko, otwarcie i pięknie. Wiemy że to koniec i początek, wiemy, że to święto.

Bartosz Płazak

4 sierpnia, 2021 by DW 0 Comments

O pokorze.

Pamiętam z własnych warsztatów trenerskich zdanie prowadzącego wtedy warsztat: nie jesteś ważny dla Uczestników. Wstrząs, zaskoczenie, zatrzymanie. Jak to? Nie jesteście ważni, warto to zauważyć-dodał. Dziś za moją znajomą trenerką zastępuję słowo „zauważyć” słowem  „przemedytować”. 

Kiedy pracuję z ludźmi bardzo tego pilnuję. Kiedy mają już dość czegoś. Gdy spada energia, zainteresowanie, pojawiają się alternatywne propozycje. To potencjalnie jeden z  sygnałów, że jestem dla siebie zbyt ważny. Zanudzam, przedłużam, wchodzę nie tam, gdzie mogą albo chcą uczestnicy, zajmuję się tym, co mnie ciekawi. Zdarza się wciąż.

Uczestnicy są zainteresowani tym, co interesuje trenera do czasu. Kiedy ich doświadczenie podpowiada im, że ich potrzeby są pomijane, niezauważone, pojawia się z ich strony pomoc trenerowi  w zauważeniu tego, co pomija, wskazówka, zaproszenie, trudności. O ile je przyjmie, wszystko wraca do normy. O ile nie zauważy, zaczyna się większy kłopot.

Warsztat nie jest spotkaniem z ciekawym człowiekiem, pogadanką, zabawą dla umysłów i  tym, co błyskotliwego ma do pokazania trener albo jaki zabawny jest. W tym sensie nie jest czasem trenera. Mam niestety wrażenie, że wiele warsztatów jest tak prowadzonych… Ma świetne recenzje, bo uwalnia ludzi od myślenia o sobie (zamiast kierować ich na to właśnie). Prowadzenie warsztatów to służenie zgromadzonym osobom tym, co mam, w zakresie, który jest możliwy do przyjęcia przez uczestników, z uwzględnieniem znaczenia uczenia się na doświadczeniu własnym uczestników. Dlatego trener nie jest dla nich ważny. Ważne jest ich własne uczące doświadczenie, które ten prowadzący ma za zadanie im na warsztacie umożliwić. Idąc dalej, trener ma zachować swoje dla siebie w stopniu umożliwiającym najbardziej efektywne uczenie się grupy. I to może być trudne, kiedy trener ma zbyt dużą i ważną potrzebę zaistnienia, w tym sensie jest ważny.

Postawa kogoś kto jest „dla” wymaga pilnowania.

Krishnamurti zaczyna jedną ze swoich książek obserwacją tego, kto jest najważniejszy na świecie… Stawia to pytanie i odpowiada na nie: Ja. I to ja wciąż się wdziera, przejmuje kontrolę, kontroluje w kierunku tego, co ono chce, a nie tego, co jest potrzebne z zasady. Obserwator, który jest wtedy potrzebny, nie zawsze zdąży się uaktywnić, zanim ja rozpanoszy się w tym, co tak bardzo kocha, cokolwiek by to na tę chwilę było. Uważność. Dobrze by była cały czas blisko, towarzyszyła cały czas wszystkiemu co robisz. W miejscu pracy z grupą, z ludźmi w ogóle (lider, coach, terapeuta) to, co robimy powinno być ukierunkowane na korzyści, umowę, cele, temat, treść, czas w ten sposób w jaki jesteśmy z nimi umówieni z miejsca dorosłego.  

Bartosz Płazak

1 lipca, 2021 by DW 0 Comments

O porządku.

Dylemat jest. Bo przecież mowa w tej pracy o miłości (jako postawie wobec drugiej osoby), współczuciu, o zauważaniu, o  dbaniu o potrzeby, o byciu dla uczestnika.

Kiedy zatrzymuję się nad poszukiwaniem głębszej warstwy, odnajdywaniem prawdy kryjącej się za zasłoną burzliwej dyskusji, bywa, że słyszę , że nie trzeba. Bo tak jest fajnie, wystarczająco i po co się zagrzebywać. Nuta prawdy jest.  Jednak jest też porządek w tle, na który się umówiliśmy, umawiając się na osiąganie celów. Ja słyszę jak ten porządek z tła mówi wróćcie do mnie…  Jest też dziwne pole wokół takich zdarzeń. Jakby niechętnie się zajmujemy tym czym się zajmujemy, a z pozoru zaangażowani jesteśmy.  Może nie widzimy sensu? Związku z celem? A może go nie ma? Jestem wciąż zdania, że poczucie sensu pracy z grupą leży blisko celu warsztatu. Sens mogą mieć też inne rzeczy (interpersonalna, odkrycia wewnętrzne, wymiana wokół tematu, wspólnota, radość bycia czy nawet konfliktowanie się  w słusznej sprawie).  One jednak i ich sens mają mieć miejsce na drugim planie, za celem. Taki widzę porządek. I się go trzymam. Z reguły niezależenie od tego czy to godziny, dni czy miesiące pracy, ilość osób zauważających wartość tego porządku rośnie względem początku.

Poruszanie się w kierunku porządku, mimo wchodzenia w procesy grupowe, procesy indywidualne, wątki merytoryczne budujące całość wyniku jest moim przewodnikiem. I to z tego miejsca odpowiadam na pytanie: skąd wiesz co robić, a czego nie? Zajmuje to trochę czasu żeby się poukładać w sobie do jasności. Jest to też proces bardzo rozwojowy.  Polecam. Najlepiej służy temu wielość grup i ilość czasu spędzonego na prowadzeniu warsztatów. Ilość i jakość dylematów jakie przyjdzie rozwiązać jest bowiem tak duża, że nie sposób nie osadzić się w sobie i w kontakcie z celami, nie sposób nie nauczyć się odróżniać tego co ma sens i wartość, od tego co ich nie ma.

Trzymanie porządku jest więc energochłonne na początku. Czym jednak bliżej siebie jestem i czym bliżej jasności tego, że to ja prowadzę i że nie ma idealnego wariantu warsztatu, że mam jakiś styl i łączę ze sobą to co miękkie, ulotne, z tym co twarde i konkretne, tym łatwiej mi wiedzieć dokąd prowadzę i jakim narzędziem  to w danym momencie zrobić. A stąd już tylko krok do trafnych interwencji, instrukcji, analiz, podsumowań, konfrontacji, wzmocnień, uogólnień, zbliżania się i oddalania w swobodzie własnych decyzji.

Po jakimś czasie praktyki przyszedł też porządek działania i niedziałania. O ile niedziałanie służy temu na co się umawiamy, to najlepiej nie działajmy. Wu wej, róbmy tylko to, co najbardziej potrzebne. Odsuńmy to co zbędne, skupmy się nad tym co nas przyciąga, co daje poczucie wzrostu i sensu, skupmy się nad tym, żeby to co robimy możliwie każdemu uczestnikowi z osobna przynosiło wartość dla niego najlepiej podaną, strawną, zakomunikowaną, przez niego zaimplementowaną.

Za nim pojawiła się akceptacja tego, co ludzie w lęku robią, co ma często dość trudne oblicze. Sposoby reagowania, przeprowadzania przez trudności, uspokajania sytuacji czy też omijania tego co ryzykowne przychodzą same kiedy przewodnikiem (porządkiem)  zaczyna być współczucie, miłość, akceptacja tego co inne. Porządek celu i sensu warto trzymać z tego miejsca. Wtedy łatwiej jest wszystkim, osiąganie i nieosiąganie jest po prostu wyborem, a współuczestnictwo i bliskość mają łatwiejszą ścieżkę do zaistnienia w grupie.

Dalej przyszła prostota nieociosanego kloca, taoistycznego Pu. Więc kiedy mogę być jaki jestem w sobie, inni mogą też być bardziej. Chodzi o to, by wspierać realizację bieżącego celu i to co celem jest zawsze w pracy warsztatowej, czyli wzmacnianie osób. Kiedy ja mogę być sobą, Tobie też może być łatwiej Uczestniku. Porządek bycia jakim jestem, Pu-szcza. Puszczanie zatem jest kolejnym porządkiem. Lubię go coraz bardziej. Okazuje się na przykład, że ludzie wcale nie potrzebują takiego porządku w przedmiotach na sali pracy jakby się mogło wydawać w jakimś profesjonalnym ujęciu. Bardziej potrzebują czuć się swobodnie. A temu nadmiar napinki na ułożone elegancko poduszki i kocyki nie służy 😉 Więc porządek nieociosania wzmacnia od-puszczanie.  Ono  z kolei wzmacnia osiąganie celów. (Może) jak się ludzie wyluzują to im łatwiej? 

Porządkuj Się, znaj swój porządek, buduj nowy porządek, kłaniaj się staremu, bo tu Cię przyprowadził.

Bartosz Płazak

30 czerwca, 2021 by DW 0 Comments

Różna praca na różne okazje.

Z grupą powinno się bardziej wykładowo, na doświadczeniu, wolniej, szybciej, zdecydowanie, podawczo, facylitująco, nie  trzeba tyle gadać, nie można tylko ćwiczyć…

Pracuję różnie. Z tą samą grupą rano powoli, a później szybko, albo odwrotnie. Z tą samą grupą zwalniam pracę tak bardzo, że niektórzy już nie mogą usiedzieć. Z tą samą grupą robię szybkie dynamiczne zadania, powierzchowne analizy, a chwilę potem wchodzimy w głęboki wgląd w siebie w oparciu o krótkie zdarzenie… Więc o co chodzi z tym „z grupą powinno się pracować jakoś…” ?

Grupy mają zróżnicowane możliwości. Zależy to od wielu czynników, a prowadzący może je widzieć albo nie, a to z kolei zależy od możliwości prowadzącego. Może nie widzieć i nic się nie stanie jak poprowadzi po prostu zgodnie z planem i po swojemu. A może to mieć znaczący wpływ co zrobi i może stać się coś niedobrego, trudnego albo uczestnicy niewiele się nauczą. Najlepiej jeśli prowadzący na swoją pracę uzyskuje feedback – uff o to chodziło teraz, i na nim polega. Ulga i potwierdzenie, że to co daje,  to to co potrzebne i możliwe do przyjęcia jednocześnie.

Obserwacja grupy, pytanie grupy, wcześniejsze badania potrzeb, proponowanie zadań pozwalających uzyskać informacje o gotowości grupy do pracy (merytorycznej, aktywizującej, na procesie, w stronę doświadczenia własnego, na dostarczonej strukturze) itp. pozwalają dostosować wybieraną formę do możliwości i oczekiwań i to zadanie trenera. Oferowanie w kolejnym kroku czegoś, co pozwala grupie pracować na optymalnym poziomie, a później czegoś innego, bardziej zaawansowanego, to również zadanie trenera.

Szczególne miejsce w tym zakresie zajmuje poziom kompetencji grupy. O ile jest to grupa na poziomie początkującym merytorycznie, albo początkująca z twoim sposobem pracy, warto pracować bardziej małymi krokami, może bardziej podawczo. Pomimo ogólnego kierunku na pracę na doświadczeniu i pracę opartą o zaangażowanie grupy. Osoby początkujące oczekują i potrzebują wyposażenia, by iść dalej, by się zaangażować, by zaufać prowadzącemu. Próba pracy angażującej podjęta zbyt wcześnie, za głęboko, w zbyt dużych porcjach może budzić opór.

Czym dalej w poziomie kompetencji i motywacji do pracy, tym dalej od pracy podawczej. W grupach bardziej zaawansowanych praca podawcza może budzić opór. Lepiej przyjęta będzie tu angażująca praca na doświadczeniu umożliwiająca wnoszenie zasobów uczestników i poszukiwania dokładnie im potrzebnych treści.

W grupach zaawansowanych, w długich cyklach, kiedy pojawia się temat, który jest nowy, obok doświadczania, aktywnej pracy, które grupa oczekuje, warto zajmować czas i miejsce merytoryką nowego tematu. Uczestnicy mogą nie zdawać sobie sprawy z tego ile nie wiedzą w tym, co nowe, brak zaspokojenia ich oczekiwania aktywizacji, pracy wspólnej, aktywnego ćwiczenia jest wtedy „kosztem” wniesienia nowego materiału. Feedback pokaże czy było warto.

Grupa może potrzebować Cię jako eksperta, wykładowcy, trenera, facylitatora i może się to zmieniać w ciągu bardzo krótkiego czasu podczas warsztatu. Może też potrzebować Cię dłużej w jednej roli niż Ty wolisz. Patrz, czuj, słuchaj. Cel jaki ma osiągnąć oraz poziom możliwości przyjmowania przekazu niech będą tym co Cię prowadzi. 

Prawdopodobnie nie ma takiego sposobu pracy, który by był dobry. Miej własny styl, łącz różne sposoby różnie. Przede wszystkim jednak patrz na to, co potrzebne uczestnikom, co mogą przyswoić i ile. Do tego dostosuj swój pomysł na rodzaj pracy i zakres merytoryczny warsztatu.

Powodzenia 🙂

Bartosz Płazak

30 czerwca, 2021 by DW 0 Comments

O milczeniu.

Legendarne milczenie w pracy z grupą. Oni milczą a prowadzący ma problem. Często tak się może wydawać. Może jednak wcale nie, po prostu skończyło się paliwo do pracy na ten temat, może nie ma dostatecznego bezpieczeństwa, zaufania, wspólnoty by powiedzieć wprost, że ktoś (prowadzący) robi coś, co nie jest za bardzo chciane, albo ktoś czegoś potrzebuje innego niż to, co się dzieje? Może to potrzeba odpoczynku, która trochę nie umie się zaznaczyć inaczej, po prostu nie mamy już siły na to co proponujesz, ale nie umiemy tego wyrazić bo cię szanujemy, cenimy i nie chcemy się narazić (ale to też o bezpieczeństwie przecież)…

Nie o tej ciszy ma być.

Są takie chwile warsztatowe, kiedy najlepszym jest po prostu milczeć. Pomimo jasności, albo chociaż z pewnością graniczącej  fantazji na temat tego, co się dzieje i jaka interwencja mogłaby zadziałać.

Milczeć ma kilka form. Nie odpowiedzieć, nie usłyszeć, zauważyć i mimo to nie odpowiedzieć, przejść dalej, milczeć otwarcie, nic nie robiąc i nie odpowiadając, robić coś, co ktoś próbuje przerwać dalej, skierować uwagę na coś/kogoś innego, zadać pytanie na pytanie nie odpowiadając, powiedzieć sentencję pozornie bez związku… To nic jest naprawdę cudotwórcze. Kiedy w  grupie dzieje się coś, co działo się już wiele razy, albo coś czego otwarte podjęcie grozi rozlaniem się tego na całość grupy, co mogłoby trwać dłużej niż możemy temu dać czas, albo coś co chce być na inny temat, wreszcie w grupie jest ktoś, kto przeżywa swój wewnętrzny proces/kłopot i wyrazy tego przeżywania są uciążliwe,  ale nie destrukcyjne, nie masz czasu, nie masz siły, grupa ma dość tego, co oczekuje na odpowiedź… Milcz. I pokaż, że to wybierasz. Nie dawaj temu energii, uwagi. Zostaw to, co jest, by zaschło.

Oczywiście może się to nie podobać. Raczej na pewno nie spodoba się temu, co potrzebuje Twojej uwagi. Warto jednak patrzeć na szerszą perspektywę. Co najmniej grupową. Może jeszcze szerszą. Organizacji, grupy społecznej, środowiska, ekologiczną,  świata, może perspektywę uczenia się, może emocjonalną, może świadomościową, może możliwość zrozumienia czegokolwiek z tej sytuacji przez innych uczestników (albo nie), może perspektywę możliwych błędów i interpretacji (kiedy zabiorę jednak głos). Niekiedy nie warto prostować, poprawiać, wyjaśniać, wnosić nic więcej dobrego. Nie warto też podejmować wysiłku, by się zachować akuratnie.

Niekiedy więc lepiej pozostawić niedopowiedzenie, niejasność, niedobór. Również dlatego, że taka otwarta struktura ma to do siebie, że pracuje dalej wewnątrz. Nieodpowiedziane pytanie domaga się odpowiedzi i zaprasza umysł pytającego do samodzielnych poszukiwań. A kiedy dialog się odbywa tam wewnątrz, trochę trudniej uciekać od jej przyjęcia. Więc praca i tak się odbywa. Prawdopodobnie  w najlepszym czasie i w najlepszym zakresie. Warto milczeć niekiedy 🙂

Bartosz Płazak

15 listopada, 2020 by DW 0 Comments

Ja. Całość. Autocoaching – decyzja na próbę

Znasz to uczucie, kiedy masz przed sobą jakąś decyzję i ciągle się wahasz? 

Myślisz o tym przy porannej kawie. I w drodze do pracy. Czytasz książkę i masz to przed oczami. Próbujesz zasnąć, ale coś nie idzie.

Rozkminiasz. Non stop rozkminiasz.

Mam dla Ciebie propozycję. Zrób test. Podejmij decyzję “na próbę”.

Podejmij decyzję, co do której się wahasz, ale … nikomu o tej nie mów. Żyj tak, jakbyś już zadecydował, ale trzymaj to dla siebie. Pobądź z tą podjętą decyzją przez najbliższy tydzień.

Zapisuj sobie codziennie:

Jak mi dziś z tym jest? Jak się mam?

Jak fakt podjęcia właśnie takiej decyzji wpływa dziś na moje myślenie?

Jak w związku z tym dziś reagują emocje?

Co w związku z tym dziś mówi moje ciało?

Jaki ta decyzja ma wpływ na moje plany na dziś?

Czy ta decyzja zmieniła wczoraj coś w moich zachowaniach?

Gdy myślę, że mam to za sobą i decyzja już zapadła – jest mi dobrze, czy nie do końca?

Czy w tej decyzji jest coś, co nadal mnie uwiera, czy po prostu jest ok?

Po tygodniu zerknij na swoje zapiski. I sprawdź, czy nadal się wahasz, czy może … już wiesz co robić?

Autorka: Paulina Plewczyńska

15 listopada, 2020 by DW 0 Comments

Ja. Całość. Autocoaching – co wypierasz?

Zadbaj o komfortowe miejsce i chwilę dla siebie. Usiądź wygodnie lub połóż się. Wyrównaj oddech. Obserwuj go przez chwilę. 

Pomyśl teraz o tych aspektach siebie, swojego życia, których ujawnienia się obawiasz. O tym, czego się wstydzisz. Za co jesteś na siebie zły, zła. Pomyśl o tym, co wypierasz, co próbujesz wymazać z pamięci. O tym, jaka, jaki jesteś, a usilnie nie chcesz być.

Pobądź z tym przez chwilę. Niech te obrazy będą wyraźne. Wejdź w nie całym sobą, całą sobą. Poczuj ten wstyd. Tą złość. I ten strach przed ujawnieniem tego przed światem.

A teraz … pomyśl, że właśnie przed chwilą to wszystko to wyszło na jaw.

Wszyscy już wiedzą.

Nie masz już nic do ukrycia.

Rozglądasz się dookoła siebie i … Twoi bliscy nadal Cię akceptują. Ziemia nadal kręci się wokół słońca. Ty oddychasz tak, jak oddychałeś jeszcze przed chwilą.

Jakie uczucia się teraz w Tobie budzą?

Jak to u Ciebie jest?

Gdy pozwalasz sobie na to, by składać się z tych “dobrych” i “złych” kawałków Ciebie, pozwalasz sobie na bycie całością. Na bycie w pełni.

Autorka: Paulina Plewczyńska

15 listopada, 2020 by DW 0 Comments

Ja. Całość. Autocoaching – analiza pola sił

Od dłuższego czasu próbujesz zrealizować jakiś cel i niespecjalnie Ci idzie? Może to czas, by zatrzymać się na chwilę i sprawdzić stan rzeczy? 

Aby poszło sprawnie proponuję Ci skorzystać z metody zwanej analizą pola sił, ktorej twórcą jest Kurt Lewin.

Zapisz na górze kartki swój cel.

Po lewej stronie wypisz wszystkie siły, które Cię wspierają. Mogą to być relacje, przekonania, styl życia. Wszystko, co uznasz jako wspierające w realizacji Twojego celu.

Po prawej stronie zapisz te siły, które Cię hamują. Zapisuj wszystko, co przychodzi Ci do głowy w odpowiedzi na pytanie: co mnie blokuje?

Do każdego z punktów możesz dodać liczbę od 1 do 5, która określi siłę jego działania.

Popatrz teraz na tą analizę.

Jakie wnioski Ci się nasuwają? Co nowego odkrywasz?

Gdzie masz w sumie więcej punktów? Po prawej czy po lewej stronie?

A jakbyś zsumował/a liczby określające siłę działania poszczególnych punktów, to z której strony ta suma będzie większa?

Co Ci to pokazuje?

Czym w związku warto byś się zajął/zajęła, by przybliżyć się do realizacji Twojego celu?

Czego lepiej byś unikał/unikała?

Co dobrze abyś wzmacniał/wzmacniała?

Autorka: Paulina Plewczyńska

15 listopada, 2020 by DW 0 Comments

Ja. Całość. Medytacja oddechu

Usiądź wygodnie na fotelu lub krześle. Stopy połóż na ziemi. Wyprostuj plecy. Ręce połóż swobodnie na udach. Podaruj sobie chwilę na to, by poobserwować, jak oddychasz. Jak oddycha Twoje ciało.

 Weź wdech i wstrzymaj na chwilę  powietrze. Następnie wypuść je. Przez moment pozostań z tym odczuciem, gdy nie masz go w sobie. Poczuj swoje bicie serca. Daj sobie na to czas. Poczuj to. Powtórz sekwencję kilka razy, w swoim tempie. Wdech – pauza. Wydech – pauza.

 A teraz skup się na drodze, jaką pokonuje powietrze, które wdychasz. Oddychaj bardzo powoli. Złap kilka cząsteczek powietrza. Potem jeszcze kilka. Rób to niesłychanie wolno. Bardzo świadomie wpuszczając do siebie kolejne cząstki powietrza. Poczuj jak powietrze dotyka wnętrza Twojego nosa, poczuj delikatne ruchy płuc, i mięśni brzucha. Dojdź do końca oddechu. Zrób pauzę. Posłuchaj, jak bije Twoje serce. Powoli zacznij podobny ruch w drugą stronę. Gdy już będziesz na samym końcu, sprawdź, czy możesz wypuścić z siebie jeszcze kilka cząsteczek. Na koniec, ponownie zrób pauzę i ponownie posłuchaj swojego serca.

Powtórz tą obserwację kilka razy. Spokojnie, świadomie.

 Podziękuj sobie za te kilka minut świadomego bycia.

Autorka: Paulina Plewczyńska