KONTAKT

Bartosz Płazak tel. 502 351 161

Category: Blog HST

6 stycznia, 2026 by Bartosz Płazak 0 Comments

Uniwersalny algorytm czy uniwersalne jakości?

Ilu prowadzących tyle podejść do prowadzenia grupy. Ilu trenerów tyle stylów pracy. Ile przewodniczek kręgu tyle składników-narzędzi, rozwiązań, pomysłów w warsztacie i tyle różnych obecności osoby prowadzącej wśród uczestników. Ile konkretnych sytuacji grupowych tyle rozwiązań by zrealizować to co jako cel jest do zrealizowania, w rękach tej osoby co to coś ma z grupą do zrobienia. Każdy konkretny pomysł na przekaz można zrealizować uruchamiając różne kanały percepcji, operując różnymi narzędziami-mediami. Czym dalej w las tym więcej względności i różnorodności, na horyzoncie nie widać sensownego uogólnienia jeśliby poszukiwać uniwersalnego algorytmu pracy z grupą. Z tego miejsca patrząc, prowadzenie grupy jest sztuką. Nic co zdarzyło się w poprzednich grupach nie pojawia się jak kiedyś, nic nie jest do końca przewidywalne. Kierowanie pracą grupy wymaga Twojej obecności jako osoby, umiejętności prowadzenia grup, znajomości technik adekwatnych na szczególne wypadki i jednocześnie posiadania wiedzy merytorycznej, po którą Twoi uczestnicy przychodzą. To trochę jakby na każdy warsztat uczyć się od nowa. Inny temat, inna grupa, inne cele, inny zakres, inaczej ujęte niż dotąd nawet jeśli już opracowane wcześniej, ułożone w jakiś scenariusz, przygotowane i wydawałoby się znane. Kiedy wchodzisz na salę dzieje się nowe.

W poszukiwaniach uogólnienia, zauważam dwa z grubsza podejścia do prowadzeniu grup.

W pierwszym podejściu więcej jest nauczania, koncentracji na wiedzy, większe jest nasycenie przekazem merytorycznym, większa ilość i różnorodność i tempo zmian używanych narzędzi, więcej zatem wydaje się dziać, co można nazwać większą dynamiką. Jednocześnie mniej jest przestrzeni na bezpośrednie doświadczenie osób uczestniczących, ich pytania, wątpliwości, opór i pokonywanie progów, odnajdywanie indywidualnej ścieżki a także mniej miejsca na interpersonalną wymianę wywołującą przemianę. Ilość bodźców, tempo pracy, sprzyja przekazywaniu wiedzy z małymi elementami pracy trenera ze świadomością poszczególnych osób. Podejście to sprawdza się w grupach o mniejszym doświadczeniu, grupach początkujących, mających mało doświadczenia w pracy warsztatowej, grupach przypadkowo rekrutowanych. Sprawdza się też w twardszych tematach, w sytuacjach kiedy ludzie nie mogą się przed sobą ujawniać ze swoimi prawdziwymi doświadczeniami, sprawdza się też w sytuacjach edukacyjnych zdefiniowanych jako służące realizacji konkretnych celów sformułowanych przez zamawiających warsztat. Jest bezpieczniejsze dla prowadzących o mniejszym doświadczeniu. Jego wybór jest bezpieczniejszy o ile mamy mało czasu na pracę z grupą.

W drugim podejściu jest dla uczestników więcej doświadczania, więcej przestrzeni na samorozwój, aktualizację przekonań, podnoszenie samoświadomości, wymianę interpersonalną. Mniej na takich zajęciach jest atrakcji w postaci różnorodności technik, modalności przekazu a więcej przestrzeni na indywidualne odkrywanie poszczególnych uczestników na tle uczącej się grupy, facylitowanej przez trenera. W tej mniejszej dynamice jest więcej przestrzeni na refleksję, emocje, interakcje i relacje, na różnice i podobieństwa, na wypracowywanie efektów w wyniku interakcji grupowej. Jest tu też więcej ryzyk wymykania się procesu grupy poza strukturę scenariuszową zajęć i co za tym idzie potrzebna jest większa elastyczność i zdolność do rezygnowania z własnych koncepcji prowadzącego. Podejście to sprawdza się lepiej w grupach, które mają zarezerwowany dłuższy czas na pracę warsztatową, mają większe doświadczenie w pracy warsztatowej, są bardziej zaawansowane tematycznie a ich rekrutacja do grupy jest oparta o wewnętrzną motywację. Podejście to sprzyja pogłębionej pracy w zakresie rozwoju osobistego i rozwoju kompetencji społecznych. Warto po nie sięgać kiedy jako trener masz za sobą większą praktykę, kiedy masz za sobą szkolenia na których możesz się oprzeć. Podejście to zaprasza więcej życia w ten sposób, że opiera się na żywej interakcji z grupą i uwalnia ją, robi jej miejsce. Interakcji nieprzewidywalnej w znacznym stopniu. Jego realizacja to naprzemienna praca w oparciu na strukturze warsztatu/scenariuszu i na otwartym procesie grupy.

O ile umiejąc się posługiwać tym drugim można dość łatwo przejść do tego pierwszego o tyle w przeciwnym kierunku już nie jest to takie proste i osiągnięcie tej możliwości wymaga czasu praktyki i woli samorozwoju od prowadzącej/go.

Każdą sytuację pracy z grupą można ulokować gdzieś pomiędzy przeciwstawnymi wymiarami jak np. opisane wcześniej dwa podejścia. Inne przykłady spolaryzowanych przesłanek projektowania i prowadzenia zajęć warsztatowych to np. krótko-długo, płytko-głęboko, merytorycznie-interpersonalnie, wykładowo-warsztatowo, twórczo-liniowo, przekazywanie-wypracowanie (wiedzy), prowadzenie w kontakcie z uczestnikami – w dystansie z uczestnikami, koncentracja na celach-koncentracja na procesie, ścisła agenda czasowa-otwarta agenda czasowa, realizacja celów w oparciu o energię grupy lub w oparciu o energię trenera/ki.

Pomimo, że nie znajduję jednego uniwersalnego algorytmu pracy warsztatowej i zauważam, że każda z sytuacji grupowych może być opisana jako bliżej lub dalej którychś przeciwstawnych aspektów, widzę uniwersalne jakości jakimi warto dysponować prowadząc aktywności grupowe. Uznaję je jako szanse na płynne dostosowywanie się do sytuacji grupowych by osiągać optymalne wyniki w pracy warsztatowej.

Jakość 1. Samoświadomość. Kiedy prowadząca grupę zna siebie jest lepiej dla wszystkich. Kiedy zna swoje mocne i słabe strony, bolące miejsca, nastawienia do siebie i innych widzi ostrzej. Lepsze to dla uczestników bo mniej jest zaskoczeń, niepewności a więcej spokoju, więcej bezpieczeństwa, kontaktu i uczciwych relacji a porcja tychże jest świadomie dawkowana z uwzględnieniem roli prowadzącej i celu warsztatu. Praca jest mniej zaburzana jej własnymi nieświadomymi procesami. Ujawnia się mniej napięć, obron, mniej zaburzeń flow w prowadzeniu, jest więcej elastyczności i dorosłej reakcji na uczestników, którzy przecież mają święte prawo do swoich poszukiwań, nierozumienia, niewiedzy, pytań i oczekiwań. Uczestniczący w warsztacie świadomego trenera mają więcej szans na uczenie się bez zakłóceń, w bezpiecznej atmosferze, w której granice są stawiane i szanowane przez prowadzącą.

Jakość 2. Świadomość roli. Kiedy prowadzący grupę robi to w połączeniu ze świadomością tej roli, jego prowadzenie jest ustanowione w jasnych dla niego granicach. Oznaczać to może nie podejmowanie tematów i interakcji, które mogłyby być dla niego ciekawe, kuszące, wygodne ale ich celem nie jest prowadzenie grupy bądź realizacja celów warsztatu. Oznacza to, że głównym drogowskazem jego działania jest to co rola trenera obejmuje, czyli tworzenie przestrzeni osiągania celów uczestnikom w możliwie najwyższym stopniu, przy jednoczesnym dbaniu o bezpieczeństwo tej przestrzeni. W praktyce oznacza to np. używanie narzędzi służących temu, rezygnowanie z używania narzędzi nieadekwatnych, rezygnację z ulegania naciskom różnych sił na zmiany w przyjętym przez grupę programie i sposobie pracy. Oznacza to opieranie się na ustalonych z grupą zasadach. Oznacza to wychodzenie z grupą poza strefę komfortu tak często i tak daleko jak służy to realizacji celów i nie narusza integralności Uczestników. Oznacza to ułatwianie ludziom uczenia się w stopniu nie przekraczającym uzależniania uczestników od prowadzącego. W efekcie grupa może rosnąć, ucząc się od siebie przy wsparciu prowadzącego.

Jakość 3. Współgranie z procesem grupowym. Grupa, która pracuje nadaje wiele sygnałów, które można przyjąć lub nie. Zakładając, że największe korzyści rozwojowe Uczestnicy odniosą jeśli otrzymają adekwatną dla siebie ilość i jakość bodźców, słuchanie i uwzględnianie sygnałów grup buduje synergię prowadzącego i grupy. Prowadzenia tak rozumianego dialogu z grupą, w którym prowadzący proponuje, pyta, dostarcza, zaprasza do uczenia się, zachęca do sięgania poza znane w porozumieniu z grupą można opisać jako współgranie z procesem grupy. Współgranie (podążanie) za procesem grupy może się opierać na teoriach rozwoju grup (logika następujących po sobie etapów rozwoju i zjawisk im towarzyszących) oraz na zdolności obserwacji specyficznych przejawów rozwoju grupy i dostosowywania zachowań i technik pracy trenera z wykorzystaniem własnego zestawu, kompatybilnego z trenerem, leżącego dobrze w jego rękach. Współgranie z procesem to sztuka stawiania kroków w przód i w tył, z wykorzystaniem minimum nacisku, zręcznego odpuszczania i popychania uczestników do uczenia się, pomagania jak największej liczbie osób robić kroki w swojej indywidualnej wydolności.

Jakość 4. Elastyczne korzystanie z narzędzi. Narzędzia są tylko drogą do wspierania grupy. Ich stosowanie ma służyć do realizowania celów. O ile prowadząca grupę wie co chce osiągnąć, może zrobić to różnymi technikami. Może też zmienić płynnie proponowaną technikę na inną o ile sygnały grupy nie potwierdzają jej skuteczności. Mogą to być techniki komunikacji do bezpośrednich interwencji w prowadzeniu pracy grupy: dawania instrukcji, korygowania pracy grupy, facylitowania, moderowania. Mogą to być techniki pracy grupowej służące kierowaniu uczeniem się całej grupy. Mogą to być techniki służące radzeniu sobie z oporem. Ważne by każde stosowane techniki były dobierane z uwzględnieniem celu jaki realizujemy z grupą, oraz możliwości jakie grupa na dany moment posiada by iść dalej.

Jakość 5. Uważność. Uważność, czyli zdolność obserwowania jednocześnie zjawisk zewnętrznych, zachodzących w grupie oraz wewnętrznych czyli myśli, emocji, odczuć, intuicji osoby prowadzącej. Uważność wnosi przesłanki do oddziaływania na grupę, modyfikowania scenariusza warsztatu, stosowanych narzędzi, komunikacji, zależnie od potrzeb i możliwości grupy. Dzięki świadomie podtrzymywanej uwadze skierowanej na dziejące się na warsztacie procesy jak aktywność uczestników, wspieranie ich w doświadczaniu,w refleksji, w odkrywaniu nowej wiedzy, prowadzenie grupy jest żywym procesem dopasowującym się wciąż na nowo do rosnącej świadomości jego uczestników.

Każdą z tych jakości możesz trenować przez 34 dni w programie Holistycznej szkoły trenerów. Startujemy 26 maja 2027r. Zapraszam Cię do udziału.

Bartosz Płazak

Tekst powstał bez udziału AI, wyłącznie w oparciu o doświadczenia autora.

6 stycznia, 2026 by Bartosz Płazak 0 Comments

Od_cienie_trenera

 

Oczekiwania uczestników, zleceniodawców i samych trenerów od siebie są różne, ale są zawsze. Trener ma być przyjazny, pomocny, rozumiejący, obecny, dynamiczny. Trener ma być umiejący zjednać sobie grupę, osiągać z nią zakładane rezultaty. Najlepiej też, żeby ankiety, które zdarzają się na końcu szkolenia były jak najlepsze, ba, zdarzają się oczekiwania że będą miały nie mniej niż np. 4,7 w 5 stopniowej skali. Trener też ma być kompetentny, elokwentny, i najlepiej, żeby tę obserwację mieli wszyscy uczestnicy taką samą, w tej samej treści. Możliwe?

Wraz z oznaczeniem tego co ma być odbierane przez odbiorców powstaje mniej lub bardziej niedopowiedziana przestrzeń tego co ma nie być odbierane przez odbiorców, a co za tym idzie co ten trener/ka ma do ukrywania, unikania, zmniejszenia. Lista tego co ma się nie zdarzać w wykonaniu trenera/ki bywa co najmniej tak samo długa, choć … często nie jest tak jawna jak lista oczekiwań. Lista ta ujawnia się dopiero kiedy osoba prowadząca warsztat pozwoli sobie na zachowania, które są nie mile widziane, nie oczekiwane czy wręcz wykluczane. I może się ujawnić na wiele sposobów, od niejawnej czy otwartej krytyki w toku warsztatu do komentarzy w ankietach czy w sieci bądź plotek na mieście.

Wraz z oznaczeniem tego co mile widziane i tego co niemile widziane warto zauważyć, to co w pracy z grupami wydaje się być spychane do trenerskiego cienia. Cień w ogóle to w najprostszym ujęciu to wszystko czym decydujemy się nie być. Cień to te części/jakości każdego człowieka, które zostają usunięte ze sceny i mimo, że z pozoru z niej znikają to jednak pozostają żywe i działają nadal zza kulis. Cień to te aspekty nas, które wybieramy odsunąć, wyciszyć, ukryć, by uzyskiwać jakieś korzyści, jakiś status, jakieś relacje w świecie, w którym żyjemy. W cieniu ukrywają się i rozrastają zaniedbane niechciane aspekty nas, niosące jakości, które gdyby dać im przestrzeń i szansę integracji mogłyby być przydatne i ożywcze. Utrzymywanie w cieniu części psychiki ma swoje koszty w postaci utraty energii, która jest konieczna do ich utrzymywania jako niewidocznych. Stawką więc w rozpoznawaniu i włączaniu jakości pozostających w cieniu jest równowaga, samoakceptacja, autentyczność, energia życiowa – jakże potrzebne w pracy z grupami. Stawką samopoznania i włączenia odsuniętych części jest też wycofywanie zjawiska projekcji tychże na inne osoby (uczestników) i pojawienie się większej pojemności na pracę z wymagającymi zjawiskami pojawiającymi się w toku uczenia się uczestników. Kiedy znamy swoje niechciane wcześniej części, i umiemy z nich korzystać, nie lokujemy ich w innych osobach. Praca nad integracją może ale nie musi być wymagająca czy długotrwała. Często zdajemy sobie sprawę z kilku chociaż jakości, którymi nie wiemy co zrobić pracując z grupami, jakości, które mają ochotę się wyrażać, ale faktyczne bądź domniemane oczekiwania są przeciw nim. Gdyby jednak dać im uwagę i ponegocjować zasady włączania tych jakości, zauważyć szanse i urealnić zagrożeniom jakie może nieść ich ujawnienie/wykorzystanie w toku pracy grupowej, mogą się okazać wartościowe dla prowadzącego. Poniżej najczęściej spotykane przykłady takich niemile widzianych a uniwersalnych aspektów trenera/człowieka i krótkie rozważania na temat ich istniejącej zawsze jasnej strony.

1. Złość, stanowczość, otwarty sprzeciw, zdecydowane stawianie granic są uznawane coraz częściej za nieadekwatne w świecie, w którym żyjemy. Uczestnicy na próby stawiania granic nacechowane tymi jakościami, zdarza się, że ferują oskarżenia o agresję (sami nierzadko dążąc do przekroczenia granic innych). Używanie tych energii ma więc w domyśle zostać wycofane. Prowadzącemu grupę zaś pozostać powinno, w tym duchu myśląc, akceptujące wyjaśnianie bez końca, czy przyjmowanie tez, realizowanie potrzeb które odgraniczyć się zdecydował. Jakości te u źródła związane są z obroną granic, wartości, osób, sensu, celu itp. Praca prowadzącego grupę, owszem, nie może być nacechowana dowolnością w posługiwaniu się takimi jakościami emocjonalnymi, jednak z innej strony zadaniem prowadzących jest tworzenie bezpieczeństwa w sytuacji grupowej oraz warunków sprzyjających realizacji celów w ramach zasad. O ile więc ktoś, co się zdarza nierzadko, stwarza zagrożenie tychże, nawet nieświadomie, dysponowanie ekspresją złości, stanowczością i zdolność do otwartego sprzeciwu, stawiania granic są niezbędne. Wartością w ich stosowaniu wydaje się być zdolność dobrania właściwej skali ich użycia. Inną wartością będzie zdolność rozróżniania we własnej uważności pobudek jakie za nimi stoją i odpowiednie filtrowanie tych ekspresji. Chodzi o to by pozostać w roli i używać tych jakości w służbie celów i dobra uczestników.

2.Osobiste stanowiska. Mówi się, że pracując z innymi najlepiej zachować je dla siebie. Poglądy na tematy zjawisk społecznych, ekonomicznych, politycznych czy religijnych nawet są do tej grupy, “ostrożnie”, zaliczane. Być może warto trzymać je blisko siebie tak długo dopóki nie są przydatne. Być może warto nie emanować nimi w ich szerszym zakresie, zwłaszcza jeśli nie są związane bezpośrednio z tematem naszej pracy. Jednak wydaje się, że łatwo wylać dziecko z kąpielą wyrzekając się własnych poglądów, stanowisk, ekspresji emocji, dawki osobistej perspektywy. Bywają one szczególnie przydatne w interakcjach, które zmierzają do niechcianej dyskusji, interakcjach zmierzających do nieskończonego poszukiwania argumentacji, przedłużających się dywagacji czy w innych trudnościach. Kiedy eksponujemy własny pogląd, stanowisko, perspektywę jako prowadzący może to działanie mieć właściwość zamykającą niechciane zjawiska. Zdarzają się sytuacje kiedy wyeksponowanie własnego stanowiska jest “wyższą instancją” domykającą rozlewające się niechciane procesy. Bo jak dyskutować z czyimś, w tym wypadku prowadzącego warsztat podejściem. Jest jakie jest. I jest nienaruszalne, tym bardziej o ile kieruje on grupą.

3.Niewiedza. Rzekomo trener jeśli miałby nie wiedzieć to niedopuszczalne. Jaka wspaniała okazja dla krytyka wewnętrznego:). Jaka wspaniała szansa dla wewnętrznego sabotażysty, no bo przecież, nie możesz pracować z grupami w tym temacie dopóki nie znasz go na wylot. I znów wylewamy dziecko z kąpielą. Z reguły bowiem umawiamy się z grupą na jakiś zakres merytoryczny, na jakiś rodzaj/tryb pracy (domyślnie na tym blogu sposób aktywizujący), na jakiś czas trwania warsztatu a więc cała wiedza w temacie i tak nie ma szans się tu znaleźć… O ile też zakres tematyczny jest dobrze oznaczony pomiędzy prowadzącym a odbiorcami, pytania wychodzące poza niego mogą w świetle tej dwustronnej przecież umowy pozostać przez prowadzącego nieodpowiedziane. Nie wchodzą po prostu w obszar pracy. W tym sensie możesz nie wiedzieć. Wymaga to tylko twojej wewnętrznej zgody. Ta z kolei wewnętrznej dyskusji z tym, który wiedzieć musi. Nie wiedzenie o ile je dopuścimy udając się prowadzić grupę uczłowiecza trenera. Cóż, łatwiej uczestnikom nie wiedzieć i się uczyć od trenera, który jak oni nie wie wszystkiego. Przykładowe reakcje? Cóż, nie wiem, nie znam tego aspektu, odpowiem jutro, mailem itp. Prawo do nie wiedzenia uwalnia od przeciążenia, redukuje stres, tworzy też przestrzeń na wspólne poszukiwania z uczestnikami – a może ktoś z Was zna odpowiedź na to pytanie? I nagle okazuje się, że z niewiedzenia można zrobić użytek, włączyć je w proces, włączyć je w stawianie granic, skorzystać z niego jako z łącznika z uczestnikami.

Niepokój, niepewność, bezradność. Ile warsztatów tyle nowości. Nowe osoby, nowe zachowania, nowe pytania, nowe wątpliwości, nowe trudności i nowe radości, nowe wyzwania. A prowadzący przecież powinien dawać sobie z tym radę zawsze z tą samą jakością. Na prawdę? To przecież ten sam prowadzący… Praca z grupami przynosi wiele okazji stanięcia u kresu swoich możliwości, zbliżenia się do wyczerpania potencjału prowadzącego. I dobrze by ten potencjał mógł docierać do swojej granicy z kilku powodów. Niepokój, niepewność, bezradność, bezsilność są sygnałami. Mogą sygnalizować, że coś idzie inaczej niż się na to przygotowaliśmy, że wątki zostały wyczerpane, że praca idzie w złą stronę i trzeba nadać jej właściwy tor, że czas zadbać o granice prowadzącego/ej, uczestników, warsztatu jako całości. Doświadczenie tych jakości wewnątrz może też stanowić okazję do przyglądania się swoim utartym torom postępowania. Czy się starasz, nadrabiasz, forsujesz, czy nadskakujesz i bierzesz na siebie za dużo, czy siłą popychasz pracę grupy tam gdzie “powinna” pójść byle uniknąć tych twoich stanów-sygnałów. Doświadczanie ich może stanowić dla ciebie bezpośrednie źródło interwencji, można zauważając je wykorzystać je do oddziaływania na uczestników. Możesz w oparciu o nie zbudować komunikację poszukującą źródeł problemu, lepszego opisu zdarzenia, sposobu rozwiązania, kierunku dalszego działania bezpośrednio w oparciu o te sygnały. Przykłady: “niepokoję się tym dokąd zmierza nasza dyskusja,”, “nie jestem pewien czy to nam jeszcze służy, sprawdźmy wspólnie czy to co robimy zbliża nas do celu.” Można podzielić się tymi stanami z uczestnikami i zaprosić ich do wspólnych dalszych poszukiwań. Wartość jaką niesie takie działanie to uwolnienie się od napięcia i zbliżenie się w prawdzie do ludzi z którymi pracujesz. Korzyść to włączenie i uprawnienie swojego procesu i oddziaływanie włączające na innych.

Trudności w relacjach z uczestnikami. No, najlepiej żeby trener/ka nie miała żadnych trudności z żadnym z uczestników. Innymi słowy, ma być omnipotentna w kontenerowaniu palety zjawisk grupowych i z radością na ustach prowadzić wspaniały warsztat. Na pewno? Koszty tej pozycji wydają się być szczególnie duże. Uczestnicy wnoszą na warsztat całe swoje życie. Ich w różnym stopniu świadome zachowania oddziałują na prowadzących. Po prostu. Tym samym zachowania współpracujące, poszukujące, przekraczające, rywalizujące, testujące, uwodzące i wiele innych jakie mają w repertuarze uczestnicy warsztatów to bodźce stanowiące często wyzwanie dla prowadzących. Dobrze by prowadzący dawali sobie prawo do zauważania swoich procesów, w tym również trudności. Uciszanie ich, pomijanie, nie dopuszczanie do świadomości oznacza stratę bardzo ważnych informacji (trudności w grupie mogą się rozrastać, trudności w prowadzącym mogą mu przeszkadzać) Pomijanie, wypieranie tych zjawisk może oznaczać też redukcję ważnej umiejętności jaką jest zauważanie trudności w ogóle. Idąc w kierunku operacyjnym, zauważanie trudności jest pierwszym podstawowym krokiem do pracy z trudnościami. Kiedy widzisz co Ci sprawia trudność, możesz przejść do wybierania sposobu reakcji. I ta reakcja może być różna, od dystansu, obserwacji, przez ujawnianie, aż do podejmowania interwencji na forum grupy. Kiedy jej nie widzisz, wybieranie reakcji nie jest dostępne.

Warsztaty to przestrzeń rozwoju. Ludzie, którzy na nie przychodzą poszukują bodźców rozwojowych. Niekiedy zakładamy, że warsztat to szkolenie i koncentruje się na temacie i powinien być pozbawiony jakości trenera zwyczajowo postrzeganych jako nieadekwatne. Warsztat aktywizujący grupę to jednak przestrzeń uczenia się też poza nominalnym tematem. Obserwacja zachowania innych w tym prowadzącego jest istotną częścią uczenia się w tej formie. Żywy prawdziwy, zintegrowany prowadzący jest obok tematu i sposobu podania zawsze tym co przyciąga uczestników.

Zauważanie i integrowanie z pozoru nieadekwatnych w pracy z grupą jakości może przynieść korzyści dla jakości warsztatów. Włączenie jakości cienia do strumienia życia trenera jako osoby przełoży się nie tylko na pracę z grupami ale na resztę jego życia. W tym sensie praca ta ma swoją wielką wartość.

Z takiej perspektywy to co nie chciane, spychane, nieobecne stać się może odcieniem i być włączone ku ogólnej korzyści pracy z grupą. Cień zaś może oddać swą jakże często wartościową, przydatną energię światłu i ożywiać krąg.

Łatwiejszą niż samodzielna praca opcją samopoznania, uwalniania wartościowych jakości z cienia do codzienności jest praca superwizyjna, coaching i terapia, z której jako prowadzący grupy powinniśmy na bieżąco korzystać i jest to zalecenie organizacji zrzeszających trenerów.

Tekst powstał bez użycia AI i stanowi wyraz doświadczenia autora.

21 czerwca, 2025 by Bartosz Płazak 0 Comments

Koregulacja.

Prawdopodobnie uczestnicy Twoich warsztatów przychodzą do Ciebie po dobrostan. Różne są tematy warsztatów, treningów, wydarzeń, ale gdzieś głębiej chodzi ludziom o to by polepszyć sobie byt. Chodzi o dobry stan, dobry byt, czyli dobrobyt J.  W tej sprawie, uważam, warto się rozejrzeć. Otóż tenże dobry byt, może się zacząć już w trakcie zajęć, a nawet wydarzyć stosunkowo szybko, na początku. Wyłączam tu pomysł,  że dla każdego uczestnika jest to możliwe, a słowo „może” jest kluczowe. Dla tych, uczestników, którzy akurat z Tobą prowadzący/a nie mają jakiegoś istotnego kłopotu, to „może” jest możliwe. I dla Ciebie prowadząca/y. Jeśli zechcesz też możliwe jest.

Teraz  parę słów więcej o nerwie będzie. Nerwy tu wydają się kluczowe. A właściwie ich brak jest kluczowy. Brak nerwowości, zdenerwowania, napięcia. Spokój. Dobrobyt. Albo możliwie mało nerwów, bo przecież zawsze są i to jest zdrowe i normalne.  Mam na myśli zdolność prowadzącego/ej do zapewnienia sobie dobrostanu. Sobie najpierw. Tak jak matka maskę tlenową w samolocie, po pierwsze sobie, później potrzebującym. Inaczej może być trudniej, bo właśnie sobą trzeba się będzie zajmować wtedy, kiedy trzeba innymi. Stoi tu ukradkiem teza, że zapewnienie uczestnikom bezpieczeństwa (dobrych warunków, adaptacji, orientacji) zależy od tego czy prowadzący sam to ma pierwszy.  Emanuje on tym co w nim. Jeśli wygoda i bezpieczeństwo w nim, tym emanuje i to modeluje.

O nerwie. W teorii poliwagalnej  mówi się o zangażowaniu brzusznej części nerwu błędnego, mającej związek z relacjami społecznymi, a szczególnie poczuciem bezpieczeństwa w relacjach.  Kiedy twoje ciało może się rozluźnić, kiedy ocena sytuacji w relacjach pozwala się poczuć bezpiecznie, łatwiej jest uważnie otworzyć się na innych. Twoje poczucie bezpieczeństwa, otwartość, akceptacja przejawią się w polu twojej obecności, które może być odczuwane/odbierane przez innych. Ich wewnętrzna odpowiedź, podążająca za Twoją emanacją,  podniesie ogólne poczucie bezpieczeństwa w grupie.

Aktywacja nerwu błędnego brzusznego, w obecności innej osoby, czyli koregulacja, czyli poczucie bezpieczeństwa, zachodzi w obecności innych osób obdarzających nas życzliwością. Miewa to miejsce w bliskich relacjach, przyjaźni, rodzinie, w gabinetach terapeutycznych. Kiedy czujemy się z ludźmi bezpiecznie, prawdopodobnie otrzymamy to samo w odpowiedzi. To jak ustawienie luster naprzeciw siebie efekt odbicia zwielokrotnia się.  Sygnały bezpieczeństwa, akceptacji, zadowolenia, porozumiewawcze spojrzenia, uśmiechy,  są tym co buduje koregulację i sygnałem jej następowania zarazem. Inne sygnały to słuchanie, ciekawienie się, przyjęcie takimi jakimi jesteśmy, bez oceny, prób korekty. Prowadząc grupę, już na otwarciu, Twoje sygnały mogą aktywować ich nerw błędny brzuszny.

Sposób w jaki łączysz się ze swoim ciałem odzwierciedla to jak łączysz się ze światem z innymi. O ile masz trudności z odnalezieniem odczuć w ciele, ich nazwaniem, być może uciekasz od siebie w tym sensie, że nie zauważasz swoich wewnętrznych reakcji, o tyle może być Ci trudniej zauważać zmiany emocjonalne osób w grupie. Warunkiem koregulacji jest uświadomienie sobie tego, co pozwala Ci poczuć się bezpiecznie ze sobą w grupie, obserwowanie zmian poczucia bezpieczeństwa w toku pracy i  zapewnianie sobie go we własnym zakresie. W życiu codziennym to czy się czujesz bezpiecznie, wygodnie, samo akceptujesz się itp. kreuje twój dobrostan (bądź nie, jeśli go nie ma). Jednak kiedy obejmujesz rolę prowadzącej/go grupę,  w znacznym stopniu od twojego poczucia bezpieczeństwa zależy poczucie bezpieczeństwa uczestników. A, powtórzę, poczucie bezpieczeństwa jest warunkiem uczenia się. Nie to deklarowane z uśmiechem. To wyczuwalne. I ukazujące się jako rosnąca gotowość do podejmowania ryzyka interpersonalnego w ćwiczeniach/pracach grupy, kontakcie, pytaniach a także zgłaszaniu zastrzeżeń i sprzeciwów.

Idąc krok dalej, łatwiej będzie też i Tobie, prowadzący/a pójść dalej w swojej roli i proponować coraz to bardziej zaawansowane zadania, delegować w większym stopniu odpowiedzialność za uczenie się uczestnikom, wnosić złożone treści, kiedy się czujesz bezpiecznie Ty sam/a ze sobą, przyjmujesz swoją rolę i to co z nią w pakiecie.  Działając wtedy na rzecz ludzi i z nimi, wspierając, prowadząc, stawiając granice, oddając przestrzeń wspierasz ich bezpieczeństwo. Koregulacja ma szansę postępować, co przynosi szansę na lepsze wyniki warsztatu i uczestniczenie uczestników budowaniu tej bezpiecznej przestrzeni.

Tekst bez pomocy AI. Oparty o wiedzę i doświadczenie autora.

Bartosz Płazak

 

 

 

21 czerwca, 2025 by Bartosz Płazak 0 Comments

Granice grupy.

Coraz to dziwniej zmieniająca się rzeczywistość zewnętrzna zdaje się chcieć nas chronić. Przynajmniej tak mówi.  Mnożą się zakazy i nakazy, ograniczenia, które deklarują ochronę bezpieczeństwa. Dla bezpieczeństwa kamery, dla bezpieczeństwa podgląd kont, dla bezpieczeństwa zakaz mówienia tego czy tamtego w sieci czy w parku. Wydaje się, że to co było wolnością różnic ma zaniknąć dla bezpieczeństwa. Pytanie czyjego. Pytanie w czyim imieniu występuje system mówiąc nam czego nie robić, jak się zachowywać,  jak się ograniczać dla własnego (naszego) bezpieczeństwa. Pomijam tu aspekty polityczne bo to blog o pracy z grupą. Zauważam jednak narastającą presję na ujednolicenie, upoprawnienie, zrównanie. Zauważam z wielkim niepokojem jak ekspresja różnic, czy emocji bywa coraz to częściej uznawana za wykroczenie, mylona z agresją, piętnowana pod pręgierzem poprawności. Paradoksalnie ta siła, chcąca tej poprawności, ujednolicenia i własnego bezpieczeństwa wydaje mi się właśnie agresywna. Kłopot w tym, że ma ona zdolność propagacji swojej racji. Ma argumenty, zręcznie podane, które wyglądają jak troska lub wartość dodana. Zwłaszcza dla osób chętnych oddać odpowiedzialność za siebie innym.  Ma wreszcie zasoby, z których korzysta by instalować się w  pamięci odbiorców. Mam tu na myśli media…

I tu do rzeczy.

O ile przyjmiemy, że praca grupowa z dorosłymi, w trybie warsztatowym to dynamiczna wymiana między ludźmi i poszerzanie się to skąd mamy się uczyć jeśli mamy unikać różnic, być poprawni, a może najlepiej tacy sami? (uproszczenie na potrzeby tego tekstu)

Kiedy obserwuję, jak poglądy różniące się od tych poprawnych mają utknąć czy milczeć obawiam się o uczenie się. Bo z czego mamy się uczyć, kiedy głosy odmienne od tych uprawnionych jedynie,  mają siedzieć cicho.  O ile nie miały by się wyrazić, muszą się zredukować. A to oznacza w gruncie rzeczy przekroczenie siebie samych przez właścicieli głosów odmiennych. Odrzucenie, oddzielenie jakiejś części. Przekroczenie granic takości samych siebie. Na wniosek tych co chcą być bezpieczni albo dawać bezpieczeństwo, czytaj poprawność.

Granice, w tym wypadku gwarantujące prawo do wyrażania się w różnicach zdań są gwarantem uczenia się i bezpieczeństwa. Granice wyznaczane przez każdego, pozostając w wyższych normach jednocześnie, tam gdzie sam/a chce je postawić w zgodzie ze sobą, są tym właśnie. Możliwość stawiania granic, wyrażania się, sprzeciwiania, odrzucania niezgodnych z nami tez, jako narzędzie w naszych własnych rękach jest tym co może dać nam przestrzeń i bezpieczeństwo.

W pracy z grupami wyrażanie się osób różnie, niekiedy nawet w sposób trudny dla innych i nawet prowadzącego, jest również źródłem uczących bodźców. Może ono być okazją do uczenia się stawiania granic innej osobie, może też być sposobnością do zauważenia własnych granic i poddania weryfikacji ich a następnie wzmocnieniu lub przesunięciu tychże granic. Wreszcie poglądy i zachowania nielubiane są często źródłem inspiracji. Ktoś stanowczy pokazuje innym  stanowczość, lub ich np. lęk przed stanowczością i pogląd na temat stanowczości. Ktoś dający sobie prawo do bezsilności, proszący o pomoc jest nauczycielem samoakceptacji i budowania relacji w oparciu o przyjmowanie wsparcia. Każdorazowo każdy uczestniczący w pracy grupowej może według własnego uznania przyjąć tę czy inną porcję inspiracji, jak również odrzucić całość w zgodzie ze swoimi poglądami, potrzebami i granicami.  Nie potrzeba systemu, który dopuszcza jedynie jedną stronę do głosu. Istnienie takiego systemu wręcz upośledza naturalne grupowe uczenie się poprzez przepływ inspiracji w samoregulującym się systemie grupy.

I w zakresie tematu granic istnieją też granice. Granic nie przekracza się. Jeśli ktoś to robi to jest to wtedy właśnie agresywne zachowanie. Podobnie , gdyby spróbować zabronić je stawiać… Niedopuszczalne jest przekraczanie granic fizycznych i jest to łatwiej uchwytna granica. Po prostu widać i czuć kiedy to się dzieje. Z granicami psychicznymi jest już bardziej złożona sprawa. Różnice w komunikacji, różne wartości, różne potrzeby, różne doświadczenia i związane z nimi przeniesienia, gra cieni w grupie i związane z nią projekcje to zawiła i wymagająca przestrzeń, w której mają być szanowane granice.  Często uczestnicy odnoszą wrażenie, że gdy jednych granice są szanowane to innych przekraczane.

Ciało przechowuje doświadczenia z wcześniejszego życia, reaguje z szybkością większą niż umysł, który jak się wydaje jest głównym zawiadowcą w naszym życiu. Ciało może przekazywać Ci z sobie właściwą szybkością i siłą informacje nie pochodzące z tej sytuacji. Podążanie za tymi impulsami może podpowiadać reakcje nieadekwatne w bieżącym położeniu i roli.  Umiejętności pozwalające właściwie je rozumieć to interocepcja i neurocepcja, są omówione w innych tekstach na tym blogu. Pozwalają one słyszeć impulsy ciała i interpretować je w sytuacjach grupowych np. do stawiania granic. Przydatną umiejętnością będzie również zdolność odczytywania własnych sygnałów z ciała oraz zdolność do przekroczenia wzorców z przeszłości – np. takich jak: bądź miły, nie wtrącaj się, pomagaj słabszym, podejmij wyzwanie, chroń cele itp. Moment przekraczania granic przez uczestników względem siebie jest sytuacją wymagającą odłożenia na bok pracy na cel, a także stania w możliwie obiektywnej postawie obserwatora, nie stawania za którąś ze stron.

Potrzeby fizjologiczne, bezpieczeństwa, miłości i przynależności to podstawowe, które dopiero spełnione pozwalają naturalnie piąć się wzwyż w rozwoju. To po ich osiągnięciu w życiu i świecie zewnętrznym otwiera się możliwość twórczej samorealizacji, pójścia dalej, zajęcia się tym co na wyższym poziomie abstrakcji czyli intuicją, samo wyrażaniem się, wizją dalszego lepszego życia. Na warsztacie w skali mikro cały ten proces zachodzi tak samo. Żeby pójść w abstrakcję, najpierw zapuśćmy korzenie w bezpiecznym środowisku grupy. Zadbajmy o różne poglądy i różne potrzeby, znajdźmy przestrzeń na ich współistnienie, integrację. Postawmy granice siłom, które chcą zyskać dominację w własnym interesie, zwłaszcza kiedy zasłaniają się interesem innych.  I to w znacznym stopniu Twoje przewodniku zadanie budować takowe środowisko z uczestnikami już od startu pracy z grupy. Trzymając granice warsztatu, swoje i pomagając uczestnikom dbać o ich granice.

Akceptacja tego kim jesteś i gdzie są twoje granice w związku z tym co dzieje się w grupie, która wspiera własne wewnętrzne bezpieczeństwo a to w roli trenera jest kluczowe. Stanowi ono o tym jak potoczy się dalej warsztat, jakie wartości wyniosą uczestnicy i jak Ty będziesz postrzegany/a.  Świadomie wybieranie i rozwijanie budowania swojego  bezpieczeństwa od wewnątrz siebie poprzez np. oddech, wizualizację, ruch, dawanie głosu swoim przeżyciom,  kształtuje umiejętność  osiągania tzw. bezpieczeństwa brzusznego, stanu związanego z działaniem nerwu błędnego brzusznego. Stan ten jest przeciwieństwem walki, ucieczki, znieruchomienia. Jest też stanem wspierającym dostęp do zasobów-wiedzy, umiejętności i doświadczenia.  Przygotowanie psychiczne i reorganizacja wzorca reakcji systemu nerwowego na brzuszny bezpieczny, pomoże ci zapewnić sobie konieczne w sytuacjach grupowcyh poczucie bezpieczeństwa mimo zjawisk procesowych niosących potencjał trudności. Kiedy wiesz co czujesz, jakie wartości za tym stoją i że to Ty stawiasz granice wychodzisz z trybu walki i ucieczki wywoływanego przez układ współczulny w sytuacjach napięcia, konfliktu, zagrożenia. Im trudniej przeniknąć do twojego wewnętrznego systemu obcym, zakłócającym poglądom i zachowaniom nazwę je energiami, tym łatwiej i trwalej możesz zapewniać ochronę sobie i innym. Stąd blisko już do spełnienia podstawowego warunku uczenia się przez Ciebie i innych. Stworzenia otwartej i bezpiecznej przestrzeni na różnorodność poglądów, różnice zdań, na wymianę pomiędzy nimi.

Zrozumienie swoich wartości oraz konieczności ich obrony przez stawianie granic,  jest fundamentem Twojego trwałego bezpieczeństwa. Rola prowadzącego/ej grupę staje się częścią Ciebie, kiedy ją wybierasz i warto rozważać też jej(roli) wartości jako godne ochrony. W roli prowadzącego przykładowymi wartościami (zawodu) jest właśnie bezpieczeństwo psychologiczne uczestników jako warunek uczenia się, ale też nastawienie na osiąganie celów warsztatu, czy szacunek dla różnorodności. Warto rozważyć jakie miejsce  te wartości mają w Twojej świadomości. W jakim stopniu się z nimi integrujesz. Na ile jesteś gotów/gotowa ich bronić przez stawianie granic tym zjawiskom w grupie, które im zagrażają.  Integracja wartości roli w wewnętrznym systemie prowadzącego prowadzi do spójnych, lekkich reakcji regulujących procesy grupowe. Uczenie się technik, w oderwaniu od włączenia wartości roli do własnego systemu, może przynieść oczekiwane rezultaty, wymaga jednak wysiłku umysłowego, większej analitycznej uważności w toku pracy bywa nie spójne, jest energochłonne i jest czytane przez uczestników jako mniej naturalne.

Na warsztacie tworzony jest swoisty podsystem większych systemów. Grupa jest inną całością, tworzy swoje wewnętrzne zasady. Warto podjąć staranie o ustanowienie zasad pracy grupy uwzględniających jej cele, wartości, sens. Przez grupę rozumiem tu wszystkich uczestników i prowadzących jako osoby mogące kreować takie zasady.

Tekst bez pomocy AI. Oparty o wiedzę i doświadczenie autora.

Bartosz Płazak

 

21 czerwca, 2025 by Bartosz Płazak 0 Comments

Interocepcja.

Dzień drugi. Prawdopodobnie nic już nie powinno zaskoczyć. Złapaliśmy flow, trzymamy się zasad, rośnie zaangażowanie a jakość współpracy jest co najmniej zadowalająca. Co prawda na zamknięciu pojawiły się głosy o trudnościach ze zrozumieniem sensu kilku zagadnień, przeciążeniu itp. ale jak to na dwudniowych warsztatach z reguły drugiego dnia to co zatrzymuje pierwszego już nie powraca. Okazuje się jednak, że dwu osób nie ma, i to tych, które akurat wczoraj były bardzo zainteresowane. Dwie kolejne się spóźniają. Ktoś wszedł na salę z telefonem i miną, która przyciąga uwagę pozostałych, jakoś niepokojąco. Dwie osoby ociągają się z wejściem na salę i ciągle są w kuchni. Cóż, coś nie gra.

Twoje ciało reaguje.* Nie masz wprawy w rozpoznawaniu takich zjawisk więc odpychasz wrażenia cielesne. Zajmujesz umysł liczeniem osób i przypominaniem sobie scenariusza zajęć. By zebrać siły do prowadzenia zajęć.

*Gdyby jednak zauważyć reakcje Twojego ciała to było tam ciężko w okolicy brzucha, zacisnęło się coś w środku. Później całe ciało było jakoś dziwnie znieruchomiałe. Twoje szczęki zacisnęły się, a ramiona założyły się na siebie, same, poniżej klatki piersiowej. Oddech stał się płytszy i bardziej czułeś/aś serce w klatce piersiowej. Te sygnały oznaczają u Ciebie niepewność/lęk, zagrożenie, które z reguły pokrywasz działaniem, w ten sposób się od nich odcinając. Pominąłeś/aś dokonanie wglądu w swoje reakcje. Ten wgląd mógłby zaowocować chociażby sformułowaniem interwencji na temat tego co widzisz i co czujesz w tamtej chwili. Zamiast tego tłumisz te energię informacji od Ciebie dla Ciebie co pochłania Twoją energię. Następnie angażujesz kolejną porcję energii by prowadzić zajęcia mimo zjawisk zachodzących na sali warsztatowej. Pomijasz aspekt bezpieczeństwa swojego. Pomijasz aspekt bezpieczeństwa Uczestników, którzy również widzą te zjawiska, i może ich to niepokoić, ale to nie ich rola te zjawiska nazywać i na nie reagować, a reakcja przydałaby się   przed dalszą pracą.

Interocepcja to zdolność do zauważania i opisu doznań w ciele a także zauważania  znaczenia jakie im przypisujesz w oparciu o doświadczenia, które dzieją się poza tobą. Są to wskazania mówiące o twoich potrzebach związanych z twoim bieżącym położeniem. To proces wewnętrzny wymagający dania mu przestrzeni umysłu i czasu, niosący jednak bardzo wartościowe informacje czującemu, przydatne w pracy i życiu. Umiejętność zadbania o potrzeby przekazywane sygnałami z ciała jest kluczowa dla efektywnego zarządzania energią życiową, tłumienie tych sygnałów pochłania jej znaczne zasoby.

Idąc dalej, jeśli wiesz co się dzieje w twoim ciele (do)wiesz co się dzieje w twoim umyśle i duszy. Ciało jest również zbiorem zapisów, które możesz zauważać, odczytywać i zmieniać dla zwiększenia wewnętrznego pokoju i bezpieczeństwa a co za tym idzie dla podniesienia jakości relacji a co z tym związane zwiększenia efektywności w prowadzeniu grup.

Zbudowanie bezpieczeństwa wewnętrznego przejawiającego się poczuciem bezpieczeństwa w ciele jest kluczem do Autentycznego ja, a co dalej do kontaktu z Duchowym Ja.  (w ten sposób nazywam pewne jakości odczuwalne w wewnętrznym świecie, nie mają one związku z religiami ani ezoterycznymi teoriami, na Twoje potrzeby zdefiniuj je po swojemu). Kontakt z ja Autentycznym i Duchowym przynieść może… dużo dobrego w codzienności i pracy z ludźmi.

Tekst bez pomocy AI. Oparty o wiedzę i doświadczenie autora.

Bartosz Płazak

21 czerwca, 2025 by Bartosz Płazak 0 Comments

Umysł początkującego.

Prowadzenie zajęć warsztatowych przynosi  wiele okazji do zauważania zjawisk w nowy sposób. Może jednak łatwiej jest postępować nawykowo, zauważać to co znane, szybko interpretować zdarzenia znanymi ścieżkami?  W miejsce ciekawości chętnie, automatycznie podstawia się przewidujący głos, który wie. Zamiast badać przewiduje. Zamiast pytać stwierdza. Jak najszybciej szufladkuje pojawiający się proces, gubiąc okazję do uczenia się i udzielenia rodzącemu się nieznanemu zjawisku wsparcia w rozwoju. Uczestnicy wobec braku ciekawości i otwartości gubią się, nie rozumieją, stawiają opór, unikają ryzyka, zachowują się nieprzewidywalnie, zaskakująco. To miejsce wyboru pomiędzy wiem a ciekawię się, miejsce zauważania potencjału nowej możliwości.

Zdolność postrzegania zjawisk bez oceny, z zaciekawioną otwartością, badającą jej istotę, tak jakbyśmy nigdy wcześniej nie spotkali jej nazywana jest umysłem początkującego. Jest ona raczej postawą, filozofią towarzyszenia innym niż algorytmem zachowań. Choć można ją opisać jako pytanie zamiast stwierdzania, badanie zamiast kierowania, zapominanie posiadanej wiedzy i zastępowanie jej świeżą ciekawością,  jest czymś więcej, czymś co można wyczuć w postawie przewodnika. Początkujący zachęca swojego rozmówce do wprowadzenia go w świat wewnętrzny rozmówcy. Postawa ta przynosi  w odpowiedzi rozmówcy otwartość, podjęcie ryzyka ujawniania więcej informacji o procesie strony ujawniającej. To z kolei daje większą szansę na podjęcie właściwego działania wspierającego  przez przewodnika. Działania, które nie będzie automatyczne, poprawne,  nieadekwatne,  czy nie skontaktowane. Postawa początkującego pomaga nauczyć się jak postąpić najlepiej dla osoby  w tu i teraz.

Szczególnym wariantem umysłu początkującego wydaje się być spojrzenie na siebie, w tym, na swoje ciało. Kiedy przynosi ono bodźce w postaci emocji, uczuć, zaskakuje, obezwładnia czy unosi, daje moc w chwilach, w których się tego nie spodziewamy, zawodzi kiedy liczymy na nie. Umiejętność spojrzenia na swoje uczucia z pełnym akceptacji znakiem zapytania to wysoko postawiona poprzeczka. Zamieniony w słuchacza, obserwator,  nie zaangażowany emocjonalnie wydaje się do tego najlepiej pasować. To jego wykształcenie jest szczególnie potrzebne by ciekawić się, w postawie początkującego sobą.

Kiedy dzieje się coś ważnego i poszukujesz wskazówek jak postąpić, sprawdź ciało, emocje i otoczenie.  Przyjmując postawę początkującego, zainteresuj się sygnałami. Zbadaj oddech, napięcie w mięśniach. Jak się ma szyja, szczęka, ramiona, kręgosłup, biodra, ramiona, nogi, palce, dłonie, czy coś się trzęsie, coś jest sztywne? Jak siedzisz, stoisz, co czujesz w plecach? Co czujesz, jakie emocje, jakie uczucia w ciele. Jakie zdarzenia dzieją się wokół, jak na ciebie oddziałują, w jakim towarzystwie jesteś, czy środowisko jest bezpieczne, cicho, głośno, dużo dźwięku, mało dźwięku, jakie są zapachy, jak się czuje twoje ciało w takim środowisku, czy czujesz się bezpiecznie, czy masz prawo odejść, jaki to ma wpływ  na twój system nerwowy?  Na początek obserwuj. Słuchaj odpowiedzi. Nic nie rób.

Docenianie i akceptowanie i włączenie informacji z ciała w decyzję co dalej to reakcja, na sygnały z ciała, których znaczenie jest dla Ciebie czytelne, a siła adekwatna.  Włączając ich przekaz do dalszego działania, wzmacniasz sojusz z ciałem. Uczysz się korzystać z jego przekazu. Wzmacniasz też początkującego, dzięki którego ciekawości informacje zostały przyjęte.

Równoważenie reakcji ciała na sygnały  to działanie, które będzie potrzebne w wypadku kiedy reakcje wydadzą się nadmiarowe, nieadekwatne, trudne do przyjęcia w danej chwili. Możesz wysłać swoją uwagę w kierunku przeciwnym. Np. zauważać swoje mocne strony kiedy boisz się, że nie dasz rady przyjąć informacji.

Przeprogramować, możesz te reakcje, które uznasz za pochodzące z innej części życia, wcześniejszej lub mającej związek z innymi osobami. To praca, która może potrzebować wsparcia. Jednocześnie to szczególna przestrzeń do poznawania i stawania w początkującym.

W trakcie warsztatów możesz na bieżąco przyglądać się swoim doznaniom z ciała. O czym mówi ciężkość, o czym chęć działania, o czym złość, o czym smutek, a co podpowiada ściśnięte gardło? Na co wskazuje nagła potrzeba snu, a na co energetyzujące uczucie w klatce piersiowej? Jakie informacje o tu i teraz z niej możesz odczytać?

Z umiejętności odnajdywania przekazów od własnego ciała łatwo będzie przejść do wspierania w tym dialogu innych osób. Przydatne jest to zwłaszcza w bardziej złożonych sytuacjach grupowych i głębszej pracy z ludźmi.

 

 

 

21 czerwca, 2025 by Bartosz Płazak 0 Comments

Adaptacja.

Adaptacja

Warsztat czy trening grupowy to sytuacja (jakkolwiek piękna, obiecująca, wartościowa, potencjalna itd.)mało bezpieczna. Nie wiesz kiedy, kto, dlaczego, po co zrobi coś co Cię zaskoczy, wystraszy, zezłości a więc zaburzy Twoje bezpieczeństwo. Tak, po paru(nastu) latach pracy z grupami  jest łatwiej utrzymać spokój. Niemniej tyle nowych (stresów, braku kontroli) sytuacji, co kolejnych grup. I nie ma mocnych na nowe. Ekscytacja jak marchewka przyciąga do tej pracy, jakże wiele wnoszącej do życia uczestników, prowadzącego i świata. Spójrzmy jednak na to też, że praca z grupami wymaga od nas pewnej szczególnej zdolności. Można ją na wiele sposobów nazwać. Odpornością, kompetencją, osobistym zasobem, cóż w praktyce wygląda to na umiejętność, przyjmowania zaskoczenia jak kaczka deszczu.

Szczególne miejsce w tej, pewnie u każdego układającej się w innej proporcji składników kompetencji znajduje zawiadywanie systemem nerwowym. Niezależnie od tego czy wiesz, że zawiadujesz czy nie. Obojętnie od tego czy nazywasz poszczególne części układu nerwowego, błędny grzbietowy, brzuszny, współczulny itp. Jedni to umieją inni, jeśli nie ważne by się uczyli.

Zdolność adaptacji wewnętrznej i używania swojego systemu nerwowego jako narzędzia komunikacji wewnętrznej i ze światem to sposób na odnajdowanie się w nowości, nieprzewidywalności sytuacji grupowych. A więc narzędzie codziennej użyteczności w pracy z ludźmi.

Mamy kilka reakcji dających się zauważyć w ciele i będących odpowiedzią na proces wewnętrzny i otoczenie. Nie wszystkie reakcje są adekwatne do bieżącej sytuacji. Część z nich pochodzi z traumatycznych zdarzeń z twojego życia a tylko wiąże się z tym co tu i teraz w jakiś sposób. Ciało i zamieszkujące je cielesne ja alarmuje wobec niektórych zdarzeń i o ile sygnał alarmowy po drodze napotyka zgromadzone stare napięcia i towarzyszące im reakcje obronne, stara się co sił zrobić co tylko się da dla zapewnienia bezpieczeństwa. Lepiej, szybciej, dokładniej, niż kiedyś. To sprawa najwyższej wagi. Intensywność reakcji wzrasta niezależnie od potrzeb (instynktownej oceny sytuacji), a to po to by zmniejszyć szansę na powtórkę tamtego zdarzenia, które jest źródłem tej nadmiarowej reakcji. Walczy, ucieka, zastyga, w coraz to nowy lepszy sposób. Zaskakuje myślący umysł  zachowaniem, które już się wydarza, zanim ten zdążył pomyśleć i podjąć swoje decyzje.

Walka lub ucieczka – za nią odpowiedzialny jest układ współczulny. Utrzymuje nas ona w czujności i sygnalizuje gdy pojawia się niebezpieczeńśtwo. Aktywuje wydzielanie kortyzolu co pociąga wzrost tętna, napięcie mięśniowe, gotowość na zagrożenie, jesteś wyczulony na niebezpieczeństwo co we współczesnym życiu jest raczej normą i codziennością. Przeciążenie systemu przez ciągłe pozostawanie w czujności jest szkodliwe dla całego organizmu i na dłuższą metę może powodować przewlekłe zmęczenie. Zauważanie takich zjawisk i wykonywanie ćwiczeń mających za zadanie uspokojenie układu nerwowego przyniesie poprawę jakości życia. Poznanie czy też przypomnienie sobie stanu bezpieczeństwa może pomóc odnaleźć ścieżkę jego osiągania szybciej. Znając ten stan można nauczyć się go przywoływać w sytuacjach stresujących zamiast ulegać starym automatycznym reakcjom.

Grzbietowa gałąź nerwu błędnego jest najstarsza i odpowiada za podstawowe funkcje organizmu. Wyłącza nas on w momentach przytłaczającego stresu. Zaburza sen, zaprasza dysocjacje, utratę przytomności zakłóca reakcje jelitowe i dróg moczowych oplata bowiem te wszystkie narządy. Ma to miejsce gdy nie mamy możliwości reakcji na bodźce w zgodzie ze swoją prawdą. Wyłącza nas, oszczędzamy energię.  Po reakcji tego typu powrót do normalnego działania może potrzebować odbyć się powoli. Powrót jest też możliwy z udziałem układu współczulnego.

Nerw błędny brzuszny łączy się z sercem, wpływa na jego rytm, jest połączony z układem oddechowym i kontroluje wzorce oddychania. Ma on znaczny udział w regulacji wewnętrznej podczas interakcji z innymi ludźmi. Bicie serca i oddech są składnikami przejawianych przez nas reakcji nerwu błędnego na zjawiska relacyjne, które to reakcje sygnalizują spokój, niepokój, ekscytację, radość, smutek i inne.

Jego działanie dostarcza nam informacje, jednocześnie otwiera możliwość aktywnego budowania poczucia bezpieczeństwa brzusznego. Nazwa ta pochodzi od odczuwalnego w bezpiecznych momentach ukojenia przyjemnego uczucia w brzuchu.  Możemy więc dokonywać zmiany naszego stanu uspokajając nerw brzuszny np. poprzez wizualizację, oddech, przenoszenie uwagi do bezpiecznego miejsca, ruch, ćwiczenia fizyczne. Zależnie od okoliczności poświęcając temu działaniu więcej bądź mniej czasu i wysiłku. Jest to umiejętność dostępna dla każdego.  Korzystanie z tej synergii działania nerwu błędnego jest szczególnie korzystne w sytuacjach w których potrzebujemy stanu pozwalającego na dostęp do zasobów, kiedy konieczna jest szybka adaptacja  a więc w pracy grupami.

21 czerwca, 2025 by Bartosz Płazak 0 Comments

Autentyczne ja.

Autentyczne ja

W pracy z grupami autentyczność prowadzącego jest często wymienianym czynnikiem ogólnego powodzenia warsztatów, dobrego odbioru prowadzącego, skuteczności przekazu, wiarygodności, bezpieczeństwa, zaufania  itp. Jest też pewnymi mitem, świętym gralem, czymś chcianym i do czego posiadania powinniśmy dążyć,  mamy umieć ją  budować, rozwijać itp. ( co już samo w sobie trąci fałszem, ale słyszałem wiele razy, że ważne).

Wydaje mi się nie bardzo możliwe by ukazywać się z całą autentycznością w grupie. Wydaje się, że rola prowadzącej/go, jest jednak wycinkiem, a tym samym nie za bardzo jest autentycznym ja tej osoby. Ot, gwóźdź. Jak tu być autentycznym i nie móc być jednocześnie?

Co to jest więc, ta autentyczność? Skoro jest taka ważna… Czy jeśli wybieram być w otwartych emocjonalnych reakcjach to jestem autentyczny? Czy kiedy wybieram być w chłodnej profesjonalnej pozie to już nie jestem?  Czy kiedy kieruję grupą dyrektywnie i w najlepszej intencji pomimo głosów, które chciałyby inaczej z własnych powodów, to jestem autentyczny, a może nie, bo ktoś widzi inne moje jakości, których jednak nie wybieram tu eksponować? Czy może, kiedy jestem łagodnie, przyjaźnie, uprzejmie nastawiony i staram się pomijać nawet trudne zachowania uczestników to jestem autentyczny bo to akurat z jakichś powodów wybieram? Czy jeśli je stosuję wszystkie te warianty, po sobie, bo umiem, dostosowuję do potrzeb procesu, ale jestem zmienny w związku z tym, to jestem autentycznym sobą? Bo przecież jestem zmienny. Choć powtarzalny w dużym przekroju, z lotu ptaka… Po czym poznajesz, że ktoś jest autentyczny, po czym, że Ty jesteś autentyczny?

Praca z grupami nieuchronnie prowadzi prowadzącego do jego rdzenia. Czy zwerbalizujesz swoją odpowiedź czy nie, kiedy pada trudne pytanie, pojawia się zaskakujące zachowanie grupy, możesz zaobserwować swoją naturalną  reakcję rodzącą się wewnątrz. I inni też ją widzą, nawet jeśli sobie nie pozwalasz na jej pełniejszą ekspresję. A na pewno ją przeczuwają i… pewnie też nie pokazują tego.

Relacje  między prowadzącym i uczestnikami, choć na krótko, na czas warsztatu, ale pojawiają się w pracy grupowej i są katalizatorem rozwoju twojego autentycznego Ja. Konieczność odwołania się do siebie samego wywołuje konieczność eksploracji jakie to Ja jest. Rola prowadzącego jest czymś większym niż Ty a więc można czerpać z jej wzorców i naśladować je. Jednocześnie Ty jesteś większy/a niż rola. Większy o siebie, tego który jest na sali w tej chwili. Kontakt ze sobą, gotowość na ryzyko interpersonalne, ujawniania swojego Ja w jego autentycznej teraźniejszej wersji umacnia Cię i uziemia o ile sobie pozwalasz na takie ujawnianie choćby wobec siebie. Pozwala oddalić poszukiwania oparcia w akceptacji innych, zluzować napięcie związane z kierowaniem się po akceptację do innych i kreowaniem się pod nią.  Twój nerw błędny jest mniej aktywny, kiedy koncentrujesz się na sobie, dajesz sobie przestrzeń na własne reakcje i poczucie bezpieczeństwa od wewnątrz wzrasta. Maleje za to skłonność do reakcji automatycznej, typu walcz czy uciekaj, lub znieruchomiej. Jednocześnie właśnie dzięki, umiejętności utrzymywania stanu wewnętrznego bezpieczeństwa, może robić się więcej miejsca na uzewnętrznioną autentyczność.

Kiedy więc znasz (uświadamiasz sobie) swoje wartości (można ich nie znać w sensie ich uświadomienia sobie, pomimo, że w głębi przecież są J) łatwiej jest stanąć za nimi, do nich się odwołać, oprzeć się o nie. Kiedy spotykasz podobne do twojego zdanie w kimś możesz zarezonować pozwalając tej reakcji się ujawnić. Kiedy czymś się emocjonujesz możesz dopuścić te emocje do głosu i ukazać je w adekwatnym stopniu. Wreszcie w razie potrzeby możesz stawiać granice w oparciu o to co dla Ciebie ważne. Obecność, nawiązanie przyjacielskiej relacji ze samym sobą współczującej obecności wobec siebie z zachowaniem prawa do błędu, odroczeniu osądu, ciekawości i jednocześnie należytej staranności w relacjach ( tu zawodowych)wzmacniają ten kontakt ze sobą wspierają przejawianie autentyczności.

Kiedy walczysz lub starasz się o to żeby było tak jak ma być (przesłanki, wytyczne, przekonania świadome i mniej) ciało spina się i uwrażliwia na sygnały z współczulnego układu nerwowego. Reakcja walki czy ucieczki sprzyja oddzieleniu się od siebie, porzuceniu poszukiwania aspektów wewnętrznych budujących bezpieczeństwo. Łatwo wtedy uciec w poszukiwania algorytmu działania w pamięci, w głowie. A te jak na złość bywają w takich okolicznościach trudniej dostępne. Trudniej też sięgnąć do autentycznych przeżyć wewnętrznych, będąc w reakcji tego typu. Warto więc znać i pielęgnować swoje bezpieczne, świadome miejsce dostępności do zasobów.

Ciało jest przejawem ducha w meterii. Cielesne reakcje są  przejawem dialogu twojej istoty ze światem przez interfejs ciała. Autentyczne Ja jest więc być może takim, które jest połączone z ciałem a przez to ze światem, i reaguje na otoczenie w zgodzie ze sobą uwzględniając wskazówki swojego duchowego kompasu-ciała. Kiedy więc staramy się być autentyczni według jakichś zewnętrznych recept, może to się okazać trudne, niemożliwe, bezsensownym wysiłkiem tworzenia czegoś czego nie ma. Bo czy można powiedzieć, że ktoś jest nieautentyczny? W lęku będzie inny niż w satysfakcji, w złości czy w spokoju… Ale za każdym razem autentyczny w sobie. Być może te próby bycia jakimś, spełniania jakichś kryteriów, są próbami nie bycia autentycznym…

Fizyczność, energia, jest związana z obecnością skumulowanych w organizmie przeżytych doświadczeń. Na ile jesteś w stanie wyrazić się w tym świecie przez ciało, taka jaka jest Twoja energia,  zależy od tego w jakim stopniu Twoje mechanizmy obronne się na to zgodzą.  Im mniej Twojej świadomości i integracji wokół obron tym trudniej Twoje autentyczne ja nazwijmy je tu duszą będzie mogło przeniknąć do rzeczywistości w twoich zachowaniach. Podjęcie więc pracy nad sobą, udrażnianie przepływu energii autentyczności jest istotne dla Twojego przewodnictwa innym. Bo daje im oparcie, i inspiracje. Kiedy jesteś jaki/a jesteś, oni też mogą bardziej. Bo w Tobie upatrują wzoru… (na warsztacie).

 

12 czerwca, 2025 by Bartosz Płazak 0 Comments

Półprzepuszczalne ja.

Półprzepuszczalne ja

Praca z grupą to oscylujący naprzemiennie kontakt ze sobą i z innymi. Zauważanie tego co wewnątrz i tego co na zewnątrz. Zderzanie sygnału nadawanego przez grupę z sygnałem odbieranym od siebie samego z ciało-czucia, ruchu, umysłu rozumienia i wiedzenia. To sprawdzanie stopnia w jakim ze sobą współgrają dążenia prowadzącego związane z tym co jest jego rolą i potrzeby i możliwości uczestników. To ciągła walidacja  relacji ja z grupą. Relacji złożonej z ról, interakcji, zachowań, i podążającego głębiej nurtu emocji i przeżyć, a także wydarzeń w warstwie merytorycznej warsztatu.

Prowadzenie grup jest jak taniec, a ten jako całość wydarza się w ruchu tancerzy. Poruszają się oni na przemian oddalając się od siebie i zbliżając. Dotykają się, są na odległość, zbliżają się, oddziaływają silniej i słabiej, delikatnie i subtelnie na przemian z zdecydowanym i silnym. Poddają się sobie nawzajem, ulegają i naciskają, na przemian z przyjmowaniem dotykowych propozycji tego co razem dalej. Wpuszczają się nawzajem w swoją przestrzeń i wchodzą w przestrzeń innych. Otwierają się i zamykają na przyjęcie kogoś. Bywają osobno by za chwilę stać się jednością. Zgadzają się na to wszystko by tańczyć. Uważnie słuchają tych głosów wewnątrz i zewnątrz by tworzyć harmonię integracji i polaryzacji. Dbają by być w tu i teraz, dbają by stare nieuświadomione odruchy nie wdzierały się do tej świętej przestrzeni sztuki. Oddechy, ruchy, ciała półprzepuszczalne na siebie nawzajem tworzą całość pulsując w jednym tańcu,z zewnątrz widzianym jako sztuka ruchu, tworzącego piękno jedności różnych jakości, różnych osób. Energia jednych staje się napędem dla innych. Za chwilę zmiana ról. Wzajemne słuchanie się, reagowanie na niuanse i subtelności ruchu, buduje zaufanie, tańczący akceptują swoje wzajemne propozycje i włączają nowe ruchy eksperymentują, taniec jako jedność wielości staje się nowym bytem, który podąża w nowym kierunku zabierając ze sobą tancerzy. Współistnienie, współzależność, współdziałanie, uznanie dla tańca jako przewodnika, łączenie się w jedno. Nadal pozwalając sobie pół wpuszczać i pół wypuszczać, pół przyjmować, pół nadawać sygnały. To zwielokrotnione pół zdaje się tworzyć współbrzmienie tańca, napełniając każde z uczestników czymś nowym pochodzącym z półprzepuszczalnego ja innych, tym czymś, które ten uczestnik sobie wybierze wziąć.

O ile nie każdy warsztat, trening grupowy musi zawierać elementy tańca czy ruchu dosłownie, to opis przenikania się uczestników tańca jest dla mnie bardzo bliski opisowi przenikania się prowadzącego i grupy, a także po prostu wszystkich w grupie. O ile mówimy o warsztacie bazującym na interakcjach i kontakcie pomiędzy ludźmi w tym kontakcie z tym kto prowadzi.

Półprzepuszczalne ja zaś jest opisem procesu otwierania się w wybranych momentach na oddziaływanie grupy i zamykania się na nią czy też nadawania sygnału do niej.  O ile w ogóle decydujemy się prowadząc warsztat być blisko z ludźmi, co rozumiem jako decyzję na ujawnianie siebie, wchodzenie w interakcje, dzielenie się swoim doświadczaniem tu i teraz i doświadczeniem w ogóle, półprzepuszczalność wydaje się być przyjaznym ujęciem takiej jakości prowadzenia.  W zależności od gotowości tancerza jakim jest grupa, możemy zapraszać do różnych tańców. Proponować łatwiejsze i trudniejsze zadania,  pomagać, kierować, zapraszać do odkrywania, pozostawiać otwarte, dawać się przekonać, odpowiadać na pytania… tworzyć to co jest rezultatem warsztatu z uczestnikami. Przy okazji ucząc ich tej półprzepuszczalności, która jest źródłem elastyczności, jednocześnie pozostawia nienaruszone granice i sięga po nowe inspiracje. I w zależności od swojej czy grupy gotowości zamykać, nie dzielić się tym co wydarza się wewnątrz nas. Regulując siebie, regulując też drugiego tancerza – czyli grupę.

Tekst napisany bez udziału AI. W całości pochodzi z doświadczenia i wiedzy autora. Niedoskonałości mogą być zamierzone i nieść znaczenie, bądź po prostu być aspektem

11 czerwca, 2025 by Bartosz Płazak 0 Comments

Zauważaj sobą.

Obrazek. Prowadzący grupę ma w niej kilku antagonistów. Są urażeni na tle osobistym przez tezy które trener wcześniej wygłosił w dobrej wierze choć z niewystarczającą uważnością. Słowa, ton i treść, władczość w postawie prowadzącego/ej dotknęły te osoby. Nie ukazały one tego wprost, nie mając w swoim poczuciu prawa/możliwości/nie wybrały tego/nie umiały i pozostały w swojej urazie poruszone. Niedługo później prowadzący/a w temacie zaprosiła do analizy problematycznego aspektu jednocześnie sama go przejawiając. Dała tym samym okazję do wzięcia odwetu tym osobom. Historia się powtórzyła w drugą stronę. Prowadząca/y nie dawał sobie wystarczającego prawa/nie wyczuł/nie analizował na bieżąco zjawisk i nie zauważył, że pozornie merytoryczne i sensowne odpowiedzi są wycelowane w niego, są ukrytym w merytoryce atakiem na niego. Atak ten dzieje się z uśmiechem, w atmosferze pozornej współpracy, na oczach reszty grupy.

Zaglądając głębiej mamy do czynienia z dość wyjątkową trudnością. Grupa pracuje, jesteśmy w temacie a jednak jednocześnie grupa stoi w oporze i dalsza praca prowadzącego pogłębia tylko  irracjonalny koloryt tej sytuacji. Można widzieć w tej sytuacji prowokację do reakcji, można widzieć współpracę, można w ogóle nie widzieć sprzeczności subtelnych zjawisk. Na dłuższą metę brak reakcji może wygaszać to trudne zachowanie uczestników i być może ów brak jest jednym z lepszych wariantów rozwiązania. Są jednak różne strony braku reakcji. O ile prowadzący nie zauważa tego zjawiska wcale, atak trafia w próżnię, jednak grupa dostrzega, iż nie jest on w stanie się bronić, stawiać granic. Jeśli przyjmuje on od nich te pozorną współpracę, pełną osobistych szpilek do niego za dobrą monetę, atakujący mogą wycofać swój pomysł odegrania się widząc jego bezskuteczność. Pozostaje jednak coś jeszcze. Odbieramy swoją obecność intuicyjnie, nawet nie do końca wiedząc co się dzieje wiemy, kiedy jest coś nie tak. Brak reakcji na takie zachowania tworzy obraz prowadzącego jako osoby, której można… wejść na głowę. Brak postawienia granicy takiemu zachowaniu pokazuje bezradność prowadzącego, a to wpływa negatywnie na poczucie bezpieczeństwa pośród  uczestników grupy. Poczucie bezpieczeństwa jest warunkiem uczenia się. Jednym z zadań prowadzącego jest wspieranie budowania tego bezpieczeństwa w grupie.

Uważność na swój wewnętrzny proces czyli na to wszystko co przepływa przez świadomość prowadzącego to jego bardzo ważne zadanie. Koncentracja na zadaniu jakim jest realizowanie programu, czy nawet podążanie za procesem grupy to nie wszystko. W wewnętrznym procesie prowadzącego odbijają się zjawiska grupowe, w świadomości prowadzącego dzieje się walidacja wyników itp. Ciało daje znaki. Nieciągłości, niespójności, zaburzenia, które czujemy prowadząc grupę to sygnały, które należy brać pod uwagę. Są one zalążkiem zachowań, interwencji, które mogą być bardzo skuteczne. Nie ma ich w książkach. Są wewnątrz nas. Zadanie to czytanie ich na bieżąco.

Kiedy z sali padają merytoryczne i atakujące jednocześnie wypowiedzi, da się poczuć napięcie. Ukryta pod merytoryką złość, słowa dostarczane w odpowiedzi na pytanie prowadzącego zahaczają delikatnie o coś co tą merytoryką nie jest. Nikt nie ma pewności, że to atak na początku ale on narasta i przejawia się w napięciu. I nadal nie można wprost tego zauważyć ponieważ jest ukryty pod pozorami współpracy. Jednak coraz bardziej wyczuwalny. Zmienia się atmosfera w grupie. I to i twój sygnał i treść interwencji zarazem.

Trzecim wyjściem wychodzącym poza pracę nad celem i podążanie za grupą jest tu ukazanie tego zjawiska wszystkim poprzez jego nazwanie. Trudność sytuacji polega na tym, że atak jest kryty. Więc i interwencja nie może być precyzyjna. Jednak może ona odsłaniać atak. Może się do niego zbliżać. Niejako ostrzegając atak i atakujących, że jest widziany. Może brzmieć np. „mam wrażenie, że mówicie o czymś jeszcze”, „przeczuwam jakiś inny przekaz w waszych wypowiedziach”, ”coś jeszcze tu się chyba dzieje” itp. Interwencja mająca cachy tzw. pustego dojścia, nie nazywa zjawiska dosłownie, bo nie ma go dosłownie. Ale jest w poczuciu, atmosferze, niespójnościach zachowań uczestników, poczuciu zagrożenia prowadzącego. ( o ile widzi on/a to).

Podejmując interwencję sprawiamy, że uczestnicy wiedzą, że prowadzący/a zdaje sobie sprawę z tego co się dzieje. Wtedy dla nich to też sygnał, że to co widzą/przeczuwają ma miejsce a oni sami nie mylą się. Sprawcy zamieszania są zatem obnażeni co sprawiać im może więcej trudności w kontynuacji swojego dzieła. Z reguły wtedy w tym samym cichym stylu rezygnują z niego.

Oddalanie się od pracy na cel w sytuacjach zawirowań jest konieczne. Pomijanie zawirowań może przynieść ich nasilanie się. Dla prowadzącego grupę sygnały z ciała mogą być wartościową informacją i przesłanką do działania zarazem. Pozostaje trenować uważność na siebie samego jako ekran wyświetlania się zjawisk otoczenia, w tym wypadku grupy. Umiejętność ta wymaga treningu jak każda inna. W zestawie wymaga treningu zaufania do siebie i treningu pracy z grupami w ogóle J. Do pełnego zestawu brakuje jeszcze pracy z własnymi przekonaniami, czy inaczej ujmując progiem na przyjmowanie takich informacji. To zaś już praca indywidualna, poza sytuacjami grupowymi.