KONTAKT

Adres:
Gajrowskie 12a
11-510 Wydminy

Bartosz Płazak tel. 502 351 161

Obserwuj nas

Category: Blog HST

A jednak wolność…

A jednak stres i napięcie są po prostu obecne. Towarzyszą po prostu pracy z ludźmi, z grupą. Trochę nie ma zmiłuj się. Zawsze są. Niezawodni towarzysze. Nawet może … lepiej jak są i może ich obecność oznacza zdrowie psychiczne prowadzącego ;). No bo nie wiesz co będzie, jest zdrowym odruchem choć odrobinę czujności mieć. Zdrowego napięcia. Razem z napięciem pojawiać się może energia, sprawność, uważność.  Jednak więcej niż odrobina tegoż przeszkadzać może. Zabierać możliwości. Przyczynia się do bycia z jakiejś części tylko, niekorzystania z tego co najlepsze, nie sięgania do tego co czeka w kolejce przygotowane, tamto, najlepsze.

Mit przygotowania merytorycznego do pracy z grupą mówi, że jak jesteś przygotowany to stresu nie będzie albo będzie mniej.  Superwizje warsztatów i doświadczenie własne i bliskich trenerów mówią mi raczej, że owszem scenariusz i wiedza w temacie są ważne, ale nie najważniejsze. I nie chronią od nadmiaru napięcia.  Istnieje przestrzeń wewnętrzna i to co w niej, która pozostawiona bez  rozpoznania /świadomości/pracy/integracji sprawić może, że i ze scenariuszem będzie ciężko. Wiele razy, długo, może wciąż być ciężko.  W tej przestrzeni są te części nas, mnie, Ciebie, każdego,  które trudniej przeżywają prowadzenie grupy, a więc wystąpienie przed innymi, sprawdzanie się,  bycie w ogniu pytań, bycie pod obciążeniem oceniającymi oczami innych, czucie potrzebujących serc  tych co przyszli tu po coś.

Praca własna nad uporządkowaniem tych wewnętrznych przestrzeni, osobowości i ich spraw jest od zawsze w centrum mojej uwagi.  Pracuję z moją własnym wnętrzem i zachęcam do tego innych. Kompetencje merutoryczne, proces, narzędzia, wiedza, samoświadomość… każdy z tych kierunków jest ważny i potrzebny dla pracy warsztatowej.  Rozwijanie samoświadomości, sięganie do miejsc wołających o uzdrowienie uznaję jednak za kluczowe dla powodzenia pracy z innymi. Stanowi ono fundament efektywności, wolności, spokoju, czyli nie-napięcia. (Docelowa) cisza w prowadzącym to szansa na ciszę  w grupie. Ciszę rozumianą jako przeciwieństwo napięcia. Bo to napięcie we mnie/tobie przenika też grupę i porusza/zwiększa jej napięcia.  Dopiero na takim fundamencie postawiona kompetencja prowadzenia grupy i  kompetencje  merytoryczne prowadzącego mogą   całościowo i w pełni oddziaływać, zwiększając  szanse na powodzenie w uczeniu się uczestników. Powodzenie czyli co?

Widzę kilka powodzeń, kilka części większego powodzenia, stanowiącego o satysfakcji i poczuciu sensu grupy i prowadzącego.

Dobór najlepszych środków przekazu. Wymaga uwolnienia dążenia do wykazania, że najlepsze środki to te, którymi dysponuje akurat prowadzący, albo je najbardziej lubi. Wymaga uznania potrzeb, możliwości i wydolności grupy, w akurat tym warsztacie.

Podejmowanie decyzji kluczowych dla procesu.  Potrzebuje zaufania do siebie, nazywanego często wiarą w siebie. Potrzebuje integracji krytycznych części nas, często starych, nieświadomych procesów, działających jak program wirusowy. Nie antywirusowy, choć bywa pod niego się podszywa.

Możliwość adekwatnej odpowiedzi na trudności, zaburzenia innych.  Potrzebuje po prostu zadbania o siebie, uleczenia miejsc w sobie, prowadzącym, które dotykane zaburzają prowadzącego. A ten z natury ma przecież za zadanie prowadzić grupę a nie zajmować się samouspokajaniem.

Osiąganie wyników przez osoby i przez grupę. Dobrze jeśli pojawia się nie tylko wtedy kiedy cele są osiągane w całości,  w części, ale też kiedy tylko trochę są osiągane przez osoby, które akurat tyle mogą osiągnąć. Akceptacja tego „trochę” wcale nie jest łatwa. Prowadzący często chcą, żeby uczestnicy osiągnęli więcej niż mogą, albo tyle ile trener widzi, że jest do osiągnięcia. Początek współczucia jest „niestety” w miejscu współczucia dla siebie. Jeśli pozwalam sobie by trochę było sukcesem, innych też zwolnię z obowiązku sięgania po więcej.  Potrzebuje rezygnacji z części dążeń.

Wewnętrzna satysfakcja prowadzącego. Potrzebuje  zgody na to, że to czego dokonuję było wystarczająco dobre, najlepsze na ten moment, potrzebuje umiejętność akceptowania tego co nie poszło i odnajdywania ścieżki korekty/akceptacji/nauki, potrzebuje uznania krytyki i odrzucenia krytykanctwa.

Część osób podejmuje wysiłek własnej, wewnętrznej pracy uzdrawiającej. Ci odważni wojownicy o wolność, od środka,  mierzą się z sobą. Spotykają się z zawiłościami, wyparciami, pominięciami, splątanymi procesami,  trudzą się nad ich rozplątaniem, przecięciem, porzuceniem… Często odkrywają je dzięki pracy w grupie, informacji zwrotnej, konfrontacjom w spotkaniach z lustrem grupy, dzięki interwencji trenerów, współpracy z kotrenerami. Praca w długich procesach rozwojowych, w grupie o dużym zaufaniu i wysokim poziomie znajomości wzajemnej, jest szczególną szansą dowiedzenia się więcej o sobie, może być bodźcem do podjęcia głębszej pracy nad wolnością-efektywnością-radością życia.  Praca indywidualna wspiera ten proces i pozwala sięgać po głębsze pokłady wolności.

Wolność wewnętrzna pozwala uzyskiwać lepsze rezultaty przy zaangażowaniu mniejszej ilości życiowej energii, więcej zadowolenia, satysfakcji, dalszej konstruktywnej korekty. Poprawia jakość życia. Powodzenia różnej treści znakomicie ją wzmacniają. Powodzenia w pracy z ludźmi wzmacniają porządek wewnętrzny, ten sam który pozwala Ci te Powodzenia osiągać. Synergia. Wolność wzmacnia wolność.

Bartosz Płazak

Czy trening interpersonalny to przeżytek?

Czy trening interpersonalny to przeżytek? Czy trening nie jest za mocny na te czasy? Może nie trzeba przeżywać tych wszystkich emocji, żeby się czegoś nauczyć o sobie?  Czy trening naprawdę przydaje się, czy nie można powiedzieć ludziom po prostu tego co jest jego treścią zamiast siedzieć te kilka dni na odludziu? Czy trening nie jest nudny, ileż można?

Fascynują mnie te tezy w tych pytaniach. Słyszę je od osób, które nigdy na nim nie były, również od tych mających za sobą nieudany trening,  i to się zdarza, albo, od osób, które miały do czynienia z quazi treningiem czyli np. trzy dniowymi zajęciami, z powrotem do domu na noc, bez głębszej pracy rozwiązującej napięcia. Słyszę je od osób, które wyraźnie stoją przed progiem używania większej części siebie w pracy i życiu, słyszę je też od utytułowanych coachów, trenerów, terapeutów, słyszałem je na wykładach renomowanych nauczycieli metody. Niezmiennie fascynuje mnie nadzieja na posiadanie czegoś po co się nie sięgnęło i nie przeżyło, zaklęta w strachu przebranym za możliwość.

Uczestniczyłem jako prowadzący lub współprowadzący, dotąd w około 40 treningach. Były intensywne, pełne przeżyć, głębsze i płytsze zależnie od możliwości i gotowości uczestników, były bezpieczne a wspomnienia z ich przebiegu wracają do dziś w spotkaniach z osobami, które w nich uczestniczyły.

Czym dłużej prowadzę treningi, pracę warsztatową, pracę indywidualną, im dłużej spotykam się z ludźmi w biznesie, codziennej pracy tym bardziej widzę jak trudno jest osobom sięgać do swojej całości. Jak bardzo lęk przed okazaniem siebie w stanie innym niż ten najczęściej używany, znany, chciany, akceptowany, blokuje pełnię i kreuje maskę.

System, w którym żyjemy w obecnych czasach skutecznie oducza jego mieszkańców bycia w pełni. Przyspiesza życie, dyktuje akceptowalne zachowania, kreuje krępujące normy pod pozorem ułatwiania życia, wolności i bezpieczeństwa. Nakazuje spolegliwość i dostosowanie. Wynosi na piedestał umysł, logikę, poprawność. Od przedszkola do emerytury. Sprzeciw, zdziwienie, pytanie, złość, inne zdanie, odrębność, kreatywność, są trudne z wyjątkiem tych politycznie wspieranych, czytaj po coś potrzebnych. Ktoś będący bliżej całości z pewnością coś zakwestionuje, zburzy, zmieni, oddali się, a to może utrudnić osiąganie tego co ma być osiągane. Czym więcej tak żyjemy tym więcej tak żyjemy.

Staranie. Uczymy się bycia jakimiś by coś mogło być tak jak ma być. Uczeń po stopnie, student po dyplom, pracownik po premię, kredytobiorca po mieszkanie i spokojną spłatę, małżonek po miłość, pracodawca po wynik, nauczyciel po akceptację uczniów, polityk po pieniądze lobbystów, artysta po publiczność i chwałę. Prawidłowości, algorytmy dla umysłu. Jak to osiągnąć. Staramy się robić to co w tych czasach staje się normą, jest treścią algorytmu, płacąc kontaktem z głębszym sensem roli, czasu, etapu życia, Ja.

Sięganie do siebie, swoich wartości, swojej głębokiej świadomości, swojego wewnętrznego wiedzenia, czucia i emocji staje się passe. Jest mocne i  wymagające, kiedy ktoś już jest z tego miejsca. Trudniej je pominąć, trudniej zamknąć, ma więcej energii niż argumentacja umysłu. Bycie z naturalnej całości, mam wrażenie, dziś staje się coraz większą rzadkością. Naturalna, płynąca z wewnątrz, czująca, żywa obecność wycofuje się wobec narastającej większości poprawności. Koszt? Cierpienie wewnętrzne. Oddalanie się od wewnętrznej istoty siebie daleko aż  do zapomnienia. Społeczności po cichu znoszące udrękę pracy i życia tak jak ma być. Osoby zmęczone i nie umiejące przekroczyć progu powrotu do siebie spod dyktatu przykazań społecznych jak żyć, pracować, po co się jest.

Kiedy siadasz w kręgu na treningu interpersonalnym  w bezpiecznych warunkach, wśród sobie podobnych poszukiwaczy, opierasz się na zasadach i masz przy sobie przewodnika możesz wracać. Czym dalej odszedłeś tym twoje emocje mogą być większe, przeżywanie ich mocniej nacechowane lękiem. Silniejsza ekspresja tego co nagromadzone może chcieć się wydarzyć a to trud do przejścia, przygoda do przyjęcia, surwiwal w wewnętrzną dzikość. Wracanie do domu kiedy się w nim dawno nie było jest wyzwaniem, nagroda jednak za samo dotarcie i zrozumienie oddalenia/oddzielenia jest bezcenna. We wspólnocie kręgu podobnych szczególna.

Trening interpersonalny nie obiecuje oświecenia, lekkości ani łatwego życia zaraz po.  Nie bardzo też uczy konkretnie uchwytnych technik choć trochę tak. Trening na pewno nie jest atrakcyjnym wystąpieniem mówcy, pełnym ciekawych teorii, błyskotliwych naukowych doniesień szkoleniem. To spotkanie ze sobą w dostępnej dla Ciebie pełni i prawdzie, wspierane przez krąg podobnych do Ciebie wędrowców do człowieczej głębi. To krąg pierwotnej prostoty przeżyć, piękny i doniosły bo pełen powrotu do źródła, serca i duszy.

Najbliższy trening tu:

https://hst.edu.pl/warszawa-wiosna-2022/

Po co trenerowi coaching? (warsztat kompetencje coachingowe)

Praca edukacyjna, rozwojowa z grupami może mieć wiele twarzy. Trenerzy bywają nauczycielami, guru, ekspertami, gwiazdami, szkoleniowcami, prezenterami a także facylitatorami, procesowcami, reprezentantami jakieś metody… Bywają trzymającymi kręgi, towarzyszami, coachami. Niekiedy reprezentują jakieś szkoły, podejścia, wyprowadzają indywidualną jakość w pracy z grupą z swojej pracy lidera, terapeuty, wysokich kwalifikacji w swojej dziedzinie. Prowadząc grupę możesz być od ludzi bliżej lub dalej. Możesz bardziej  dzielić się sobą, opowiadać o merytoryce, realizować z grupą zadania i pomagać wyciągać wnioski. Możesz do ludzi mówić albo/i ludzi słuchać… Możesz też uprawiać każdy z tych wariantów zachowań prowadzącego, dobierając je zależnie od potrzeb i możliwości grupy, zwracając uwagę na procesy grupowe, które mogą je utrudniać lub wspierać.

Wariant pracy z grupą bazujący na procesie grupowym, obserwacji potrzeb uczestników i doborze zachowań prowadzącego do tego na co pozwala i potrzebuje grupa wydaje się nam być szczególnie efektywny. Buduje bezpieczeństwo konieczne do uczenia się osób, a także wymianę, synergię w grupie i pomiędzy grupą a prowadzącym. Wydaje się też być bardzo  adekwatny w czasach kiedy ludzie mają znaczną, różnorodną wiedzę i doświadczenie, różnorodne, często świadome potrzeby, byli na wielu szkoleniach, w czasach kiedy tyle zmiennych wywołuje tak różne potrzeby w ludziach. Na warsztatach Holistycznej Szkoły Trenerów właśnie ten sposób pracy uprawiamy i pokazujemy go naszym Uczestnikom.

Dla prowadzącego grupę w kontakcie, bliskości, z uwzględnieniem wielości,   (…) przydatna jest postawa coacha. Spośród wielu prawideł/modeli  coachingu najbliższe nam są ciekawość, obecność, towarzyszenie, praca pytaniami, dorosła relacja , partnerstwo. Te elementy szczególnie podkreślamy jako wartości i kompetencje prowadzących grupy w kierunku rozwoju, holistycznie.

Zaciekawiony prowadzący ma szansę kierować swoją uważność na to co jest i na to co chce się wydarzyć w grupie. Za wewnętrzną ciekawością może pójść zewnętrzne działanie w postaci pytania, ćwiczenia, wzmożonej obserwacji, ujawnienia wyników obserwacji i intuicji prowadzącego. Reakcja grupy będąca odpowiedzią na nie może być wskazówką, przewodnikiem do dalszych decyzji, czy propozycji i prowadzenia grupy. Może być  przedmiotem negocjacji, procesowania trudności, wskazówką do zmiany scenariusza, może być czymś co usłyszysz po prostu i pozostaniesz przy swoim. Istotą jest odebranie wiadomości i nadanie odpowiedzi. Dialog.

Coachingowa, partnerska postawa pomaga uznać  równouprawnienie potrzeb Uczestników, wspiera słyszenie ich. Dorosłe widzenie relacji z grupą, celów, roli i zadań prowadzącego, w świetle umowy którą ma on z grupą, pomaga dobrać wspólnie dalsze kroki.

Obecność, bycie partnerem (obok ról związanych z realizacją pracy z grupą), a chwilami członkiem grupy, czy po prostu osobą, dzieje się przez ujawnianie własnych uczuć, potrzeb, wizji, ograniczeń, dawanie propozycji, działanie z uważnością by nie nadużywać swojej wyższej rangi  prowadzącego, ani nie dać się zdominować jako dostarczający pracę w relacji z klientem. Są one również, w naszym rozumieniu aspektami postawy trenera-coacha.

Łączenie tych działań w uważności  jest łatwiejsze jeśli posiadasz wiedzę, umiejętności i rozumienie  roli coacha i włączasz je do pracy z grupą.  Warsztat coachingu w odniesieniu do pracy z grupami w programie Holistycznej Szkoły Trenerów:

https://hst.edu.pl/warszawa-wiosna-2022/

Po co pracującemu z grupami warsztat pracy z sytuacjami trudnymi?

Trudności, trudni uczestnicy, wymagające sytuacje, zagrożenia, zakłócenia, zaskakujące, nieoczekiwane zdarzenia (…) czyli nie dające się zaplanować okoliczności w pracy grupowej, po prostu zdarzają się. Prędzej czy później, każdemu. Może z czasem i praktyką mniej. Może z przybywaniem umiejętności rzadziej. Z większym doświadczeniem, łatwiej uznać dawniej trudną sytuację za normalną, nie zauważyć jej, nie uznać za znacznie obciążającą.

Tematyka radzenia sobie z trudnościami, jest tą, która szczególnie przyciąga uwagę adeptów sztuki pracy z grupami, pracy trenerskiej, facylitatorów, liderów, trzymających kręgi, liderów. Ciekawość i napięcie związane z potrzebą jej zaspokojenia, a także niepokój związany z tym trudnym tematem, są zwykle duże  i szczególne, kiedy uczymy się dopiero radzić sobie z trudnościami.  No bo każdy się ich spodziewa, słyszał, może  miał już pierwsze za sobą, obawia się ich, brakuje mu pewności siebie kiedy staje w miejscu radzenia sobie z nimi, w miejscu zadbania o grupę i o siebie, o pracę, proces, cele.

Często oczekiwaniem tych, którzy za chwilę mają sobie radzić jest szybkie uzyskanie niezawodnych technik radzenia sobie z… No właśnie.  Z modelowymi trudnościami może i byłoby możliwe napisać jakieś scenariusze radzenia sobie, choć i dla nich miałyby one  ograniczoną skuteczność. Życie w grupie, czytaj prowadzenie warsztatu, ma szereg kontekstów budujących obraz sytuacji i idący za nimi sposób reagowania prowadzącego, radzenia sobie z trudnością. W miejscu połączenia kontekstów sytuacyjnych z zasadami poruszania się w sytuacji trudnej, a także z meta umiejętnościami (postawami i towarzyszącymi im zachowaniami), można mówić o stosowaniu technik czyli o radzeniu sobie z trudnościami. Choć raczej te techniki są prostymi zachowaniami, ujawniającymi coś o sytuacji, emocjach, potrzebach, możliwościach rozwiązań, odwołaniach do jakiegoś zaplecza. W tym sensie, może nawet wcale nie ma technik radzenia sobie z trudnościami.  Dlatego wielu uczących się  pracy z trudnościami jest zdziwionych tym jakie jest to proste.

Sytuacje trudne powstają z kilku przyczyn. Ich poznanie, wcześniejsza świadomość możliwości zaistnienia trudności to pierwszy z kluczy. Chodzi tu o ograniczanie zaskoczenia, umożliwianie spokojnej reakcji, dawanie sobie możliwości przygotowania. O ile spodziewasz się np.  roszczeniowych uczestników, możesz się na to przygotować (merytorycznie lub mieć dobre asertywne odpowiedzi obronne, możesz mieć strukturę pracy ograniczającą wydarzenie się tego trudnego). O ile spodziewasz się małego zaangażowania uczestników, możesz dobrać narzędzia łagodniej aktywizujące uczestników, przygotować się do większego zaangażowania własnego, zaplanować interwencje aktywizujące. I tak dalej. Właściwie na każdą okoliczność jest możliwość choć trochę się przygotować,  mieć strategię, zaplanować jakieś możliwe zachowania, poznać swoje granice oddziaływania, odpuszczania, wpływania. Wzmocnić się wewnętrznie, zbudować sobie zaplecze w własnym przygotowaniu.

Oczywiście Uczestnicy bywają trudni. W tej sprawie warto wiedzieć co jest najważniejsze, jaka jest rola prowadzącego, jakie ma własne słabości i czułe punkty. Dzięki temu łatwiej będzie dobrać interwencję, która będzie najłagodniejsza dla tej osoby dla grupy i dla prowadzącego.

Szczególną przyczyną trudności jest sam prowadzący, który jakoś wpływa na grupę, która w wyniku tego zachowuje się w sposób, który prowadzący przypisuje grupie, co z kolei powoduje nakładanie się i narastanie trudności.  Sposobem redukcji trudności z tego punktu widzenia, nie jest żadna technika (rozumiana domyślnie jako oddziaływanie na grupę) a raczej coś co pomagało by zobaczyć prowadzącemu siebie jako źródło trudności.  I tu raczej liczy się pokora i samoświadomość niż wiedza o sposobach. Jest też sposób w jaki to można zrobić ale co komu po nim kiedy widzimy problem w grupie a nie w sobie.

Radzenie sobie w trudnych sytuacjach ma wiele aspektów, twarzy, kontekstów, całą gamę kierunków i rozwiązań. Kluczowe dla efektywności wydają się być jednak po raz kolejny samoświadomość i zdolność obserwacji tej wielości aspektów, wyłonienia tego co jest kluczowe. Rozwiązania tej samej sytuacji podjęte przez różnych trenerów mogę być zupełnie różne  i każde z nich może być skuteczne.  Jednocześnie będą też takie, których stosowanie z większym prawdopodobieństwem przyniesie więcej złego niż dobrego. Jednym z nich jest stosowanie siły, nadmierne używanie przewagi, innym pomijanie kontekstów, pomijanie grupy i jej potrzeb, nadmierne nastawienie na cel i program, jeszcze innym nadmierne procesowanie trudności.

Tematyka sytuacji trudnych jest wymagająca i mało tu schematów gotowych do zastosowania.  Warsztat pracy z trudnościami umożliwia pojęcie zasad i filozofii, podejścia do grupy w takiej sytuacji, a następnie wybranie i nałożenie na tę warstwę  zachowań (technik/narzędzi). Uczestnictwo w warsztacie pozwala uzyskać informację zwrotną na temat Twoich umiejętności posługiwania się nimi w realnej sytuacji grupowej. I to dopiero można uznać za praktyczne uczenie się radzenia z trudnościami.

Zapraszamy  https://hst.edu.pl/warszawa-wiosna-2022/

 

Po co pracującemu z grupami narzędzia?

Ciekawe pytanie. Dla jednych rażąco nie na miejscu, dziwne, zaskakujące, posiadające oczywiste odpowiedzi. Dla innych podkreślające wolność pracy intuicyjnej, wolnej od sztywności, bycia w grupie. Jeszcze dla kogoś po prostu pytanie reprezentujące ciekawość w temacie.

Praca z grupą jest pełna wyzwań i niespodzianek. Tego rodzaju pogląd można spotkać na każdym forum trenerskim. Czym więcej pracujemy z grupami tym bardziej złożone niespodzianki, wyzwania, trudności, większe też i więcej nagród i satysfakcji, uczenia się, nowości, świeżości, rozwoju. Czym większe doświadczenie tym bardziej dostępne doświadczenie własnych kompetencji i luk, mocnych stron i zasobów, tym większa potrzeba posługiwania się narzędziami by sprawniej prowadzić innych.

Prowadząc grupy trenerskie spotykam się z niechęcią do struktury.  Osoby wcześniej pracujące z grupami w kręgach, warsztatach, nauczające bądź prowadzące grupy w procesach o charakterze ceremonii, robią to często intuicyjnie, wzorując się na tym co sami widzieli na innych warsztatach, swoich nauczycieli. Podążają za tym co przyniosło im rozwój, przyjemność, nowość, wzbogaciło. Włączają w pracę własne wyobrażenia z obszaru roli nauczyciela, lidera, facylitatora, trzymającego krąg. Często robią to nie mając rozeznania w zagadnieniach funkcjonowania grup i sposobów pracy z grupami, nie znając systemów i założeń, znakomicie ułatwiających tę pracę i dających wiele możliwości na jej wzbogacenie a także dających pewność i bezpieczeństwo prowadzącemu i wszystkim. Jednocześnie uznają strukturyzowanie pracy i używanie technik za coś zabierające, spłycające, uziemiające w pejoratywnym tego słowa znaczeniu.

Nie musisz stosować narzędzi. Uwolnijmy się od domniemania, że to konieczne, z drugiej strony jednak z wielu powodów warto je znać.

Znajomość technik pracy z grupą pozwala na bardziej efektywne włączanie energii grupy do pracy. Zaangażowanie Uczestników, przy pomocy technik  w omówienia tego czego się uczą, znakomicie podnosi zrozumienie tematu przez nich, a dodatkowo uruchamia i integruje grupę. Umiejętność posługiwania się narzędziami pozwala szybko modyfikować sposób pracy zależnie od potrzeb i możliwości grupy. Korzystanie z narzędzi pozwala uwalniać napięcie, podnosić energię, otwierać i zamykać to co wrażliwe i ważne dla uczestników.  To techniki pracy pozwalają sprawnie zebrać potrzeby i zabezpieczyć dalszą pracę.  To właśnie sposoby i struktura pracy przywracają bezpieczeństwo kiedy brakuje go w grupie w związku z jakąś sytuacją trudną. Technikami pracy posługujemy się chcąc zrealizować temat, cele, budować atmosferę, włączać Uczestników, dzielić Uczestników, sprawiać by rzeczy się działy. To techniki są bardziej bezpieczne dla prowadzącego niż praca na otwartym procesie.

Kiedy nie robimy tego technikami – czytaj siłami całej grupy musimy to robić przy pomocy siebie, co oznacza niestety znacznie większe obciążenie. Oznacza też, że stajemy raczej w roli nauczyciela a nie towarzyszącego,  opiekuna a nie trenera, moderatora a nie facylitatora, mentora a nie coacha. Pomijając nazewnictwo,opieranie się bardziej na swojej energii, prowadzenie, dawanie,  daje poczucie pozornej bliskości z grupą, jednak raczej  jesteśmy od niej dalej, raczej wyżej, i dźwigamy więcej odpowiedzialności za wyniki pracy. Paradoksalnie to właśnie prowadzi często do sytuacji trudnych. Ludzie bowiem coraz częściej męczą się nadmiarem prowadzenia i opieki, dbałości, za to szukają autonomii.

Wreszcie znajomość technik i zasad posługiwania się nimi pozwala zaprojektować scenariusz zajęć, którego realizacja przynosi konkretne rezultaty Uczestnikom, a to jest podstawowy cel i obowiązek pracy prowadzącego.

Znajomość technik nie zobowiązuje do ich stosowania.  Praca na tym co niesie grupa, na procesie wydaje się być bardziej przyjazna i bliska temu co jest istotą potrzeb uczestników.  Można też, zwłaszcza na początku drogi w pracy z grupami łączyć strukturę/techniki z procesem/intuicyjnym podążaniem. Wtedy omówienia tego co wypracowaliśmy w strukturze są przestrzenią do pracy na procesie. Łatwiej jednak jest kontrolować to co się dzieje na sali, łapać oddech i dawać grupie zadania(techniki) -oddech dla nich.

Narzędzia pracy grupowej wspierają też uzyskanie rytmiki i przewidywalności pracy. Grupy rzadko czują się od razu bezpiecznie. Rytm, przewidywalność, krótkie kawałki wspierają budowanie gruntu do dalszej głębszej pracy.

I wreszcie wielość technik. Wielość, różnorodność, modyfikacje i dodatki mogą uczynić z prostych i może suchych technik pracy barwne, kolorowe, przyciągające albo i surowe i esencjonalne jakości w pracy z grupą. To Ty wybierasz narzędzia. Ty je przetwarzasz, dostosowujesz do siebie, modyfikujesz, dostosowujesz, odrzucasz i przyjmujesz, zmieniasz. Możesz włączyć do swojej praktyki możliwości które narzędzia niosą, uczynić je swoimi przedłużeniami, budować na nich swój styl pracy zamiast zmieniać to co twoje bo gdzieś ktoś napisał, że np. dyskusja to ma tak wyglądać. Przyjmij wartość, zmodyfikuj treść i osiągaj więcej dzięki narzędziom.

Warsztat narzędzi jest piąty w naszym programie. Jednak nauka narzędzi dzieje się przez całą szkołę trenerów, możesz wciąż obserwować jak my to robimy, zapisywać, pytać, porównywać nas jako prowadzących.  Przyjdź i czerp.

https://hst.edu.pl/warszawa-wiosna-2022/

Po co komuś kto pracuje z grupami warsztat komunikacji?

Słowa robią różnicę. Utarte tory komunikacji, słowa i zachowania działające świetnie w jakiejś roli, sytuacji, mogą być mniej użyteczne w innej. Jeżeli masz czas i narzędzia by spróbować jeszcze raz możesz zakomunikować ponownie i osiągnąć cel. W grupie może być za późno na powtórkę, korektę, zmianę tego co już padło. Może też być konieczna dodatkowa praca do wykonania by odwrócić proces wywołany niezamierzoną komunikacją. Warto więc znać siebie, swój styl komunikacji, tendencje do jakiegoś sposobu wyrażania się. Warto dowiedzieć się jakimi słowami, intonacją, narzędziami, zachowaniami operować by coś osiągnąć, jakich unikać. Warto poszerzać swój zasób słów i trenować używanie tych, które są przydatne np. w instruowaniu uczestników szkoleń a których z natury używasz mniej.  Warsztaty komunikacji trenerskiej to sytuacja w której uzyskasz informację zwrotną na temat swojej komunikacji, wskazówki rozwojowe a także wiedzę i narzędzia do ich wprowadzenia w życie.

Nie można się nie komunikować. Nasze ruchy, intonacja, mimika, w znacznej części poza naszą świadomością, pokazują nas innym. Jest to coś na co mamy ograniczony wpływ. Znajomość siebie, zdawanie sobie sprawy, akceptowanie przekazu jaki nadajemy, wspierają swobodę i spójność nadawanego przekazu. Grupa potrzebuje do pracy bezpieczeństwa, które jest między innymi budowane przez spójność twojej komunikacji niewerbalnej. Warsztat komunikacji wspiera twoją samoświadomość w tym obszarze. Uczy znaczenia ekspresji niewerbalnej. Informacja zwrotna jaką na nim uzyskasz pomoże Ci budować spójność przekazu do uczestników twoich kręgów, warsztatów, szkoleń, wspólnoty, grup z którymi pracujesz.

Precyzja. Grupa to żywy organizm reagujący na bodźce, w tym na te,  dostarczane przez prowadzącego. Obok niezwykle ważnej wspierającej intencji u podstawy swojej obecności w grupie, prowadzący musi umieć precyzyjnie dobierać słowa i zachowania by dostarczać grupie wspierające jej pracę bodźce, by kierować nią we właściwym kierunku.

Proporcja. W komunikacji do innych ludzi, dla jej skuteczności, potrzebna jest zależnie od sytuacji różna proporcja jej składników. Komunikacja może zawierać mniej lub więcej wezwania do działania, budowania relacji, pokazywania siebie i swoich doświadczeń, informacji, oddziaływania perswazyjnego, wspierania… Świadomy dobór odpowiedniej proporcji tych komponentów to zadanie prowadzącego pracę grupową. To zadanie, które pozwala osiągać korzyści Uczestnikom a tym co pozwala je realizować jest właśnie precyzyjne komunikowanie się. O tym jest również warsztat komunikacji.

Różne narzędzia. Prowadzący, jako całość wysyłająca pakiety komunikacji, jest narzędziem oddziaływania na innych. W różnych sytuacjach grupowych, na różnych etapach szkolenia, procesu rozwoju grupy, w celu osiągania różnych celów, z różnymi grupami,  potrzebne będą różne ale spójne komunikaty. Nadane świadomie pozwolą osiągać cele grupy, satysfakcję uczestnika, prowadzącego. Do tego potrzebne są narzędzia. Są nimi np. nawiązywanie komunikacji, pytania, instrukcje, parafrazy, odzwierciedlenia, klaryfikacje, metafory, przenośnie, nawiązywanie relacji, stawianie granic, wiązanie, przekazywanie informacji, ujawnianie własnych poglądów, mówienie o emocjach i wiele innych. Warsztat komunikacji w pracy z grupą dostarcza narzędzi, uczy ich zastosowania, pozwala trenować je w praktyce i rozumieć cel ich stosowania i ważność w pracy z grupą.

Samopoznanie. Poprzez znajomość siebie zbliżamy się do miejsca wyboru. Tu akurat do wyboru narzędzi jakie stosujemy. Warto wiedzieć jakie narzędzia stosujemy intuicyjnie, jakie lubimy, jakie powinniśmy ćwiczyć, które służą jakim celom, którymi nie posługiwać się w jakich sytuacjach i swobodnie je wybierać do działania.

I o tym wszystkim ( i dużo więcej) na warsztacie komunikacji w Holistycznej Szkole Trenerów. Najbliższa grupa Warszawa maj 2022. Zapraszamy.

https://hst.edu.pl/warszawa-wiosna-2022/

Po co pracującemu z grupami trening interpersonalny?

Czy można pracować z grupami bez przygotowania obejmującego specyfikę funkcjonowania grup? Oczywiście można. Wiele osób tak czyni, mając wiele przesłanek za takim podejściem, i dowodów na to, że dobrze im idzie, że mają dobre wyniki. Grupy mogą przyjąć wiele różnych jakości o ile mają korzyści.

Można na różne sposoby prowadzić grupy. Niektóre sposoby mogą się nie udawać realizować, jeśli nie masz wiedzy i umiejętności w zakresie zauważania, uwzględniania go i współgrania z procesem grupowym.  W tym zakresie uczy Trening interpersonalny.

Trening interpersonalny ma kilka celów. Są nimi: rozwijanie grupy, samopoznanie, rozwijanie komunikacji, rozwijanie umiejętności budowania relacji, stawiania granic. Inne cele treningu to budowanie grupy do dalszej pracy w projektach, przeżycie procesu grupowego w bezpiecznej przestrzeni prowadzenia i kontraktu grupowego.

Trening interpersonalny stanowi okazję do przeżycia na własnej skórze procesu grupowego, doświadczenia jego zjawisk. Jest czasem doświadczania siebie, osób, relacji, grupy, bycia częścią tego co ma w przyszłości być fundamentem twojej pracy z grupami. Trening daje ci to doświadczenie. Bez tego doświadczenia, bardzo trudno jest posiąść wiedzę o procesach  grupowych, gdyż jest ona bez niego dość abstrakcyjna. Literatura tematu zaś bardzo uboga, ilość prac wydanych w Polsce znikoma.

W oparciu o rozumienie procesu uzyskiwane przez analizę zjawisk procesowych przeżytych na treningu uzyskasz  świadomość prawidłowości rozwoju grup. Świadomość ta stanowi fundament pracy z grupami. W oparciu o nią dobierasz narzędzia w projekcie pracy,  komunikację w prowadzeniu grupy, interwencje w trudnościach grupą czy jednostką, treści merytoryczne. W oparciu o świadomość procesu i świadomość siebie podejmujesz decyzje o własnych zachowaniach mających przynieść korzyści uczestnikom, powodzenie warsztatowi, Tobie satysfakcję.

Trening interpersonalny żeby przynieść maksymalne korzyści powinien trwać raczej dłużej niż 3 dni, odbywać się w odosobnieniu, opierać się na kontrakcie grupowym dającym mocne oparcie Uczestnikowi i Prowadzącemu, opierać się na standardach bezpieczeństwa pracy rozwojowej np. Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, być prowadzony przez trenera posiadającego rekomendację do prowadzenia treningu i odpowiednio dużą praktykę w tym zakresie.

Do uzyskania pełnych korzyści z treningu konieczne jest jego omówienie zawierające analizę zjawisk procesowych oraz dopełnienie wiedzą/wykładami w temacie.

Dla każdego kto prowadzi lub chce prowadzić prace z grupami (warsztaty, kręgi, szkolenia, wspólnoty, action learning, coaching grupowy, coaching zespołów, facylitację, treningi twórczości, improwizacji, spotkania zespołowe, pracę w trybie scrum, przywództwo zespołowe, terapię grupową… ) trening jest wielkim źródłem pomocnej wiedzy.

Dla każdego kto chce lepiej porozumiewać się na co dzień z innymi, lepiej budować relacje, być bardziej spójnym trening to skarbnica takiej wiedzy.

Zapraszamy na trening interpersonalny otwierający Holistyczną Szkołę Trenerów w Warszawie w maju 2022r.  https://hst.edu.pl/warszawa-wiosna-2022/

7 marca, 2022 by DW 0 Comments

Konflikt jako źródło mocy i wspólnoty.

Konflikt jako źródło mocy i wspólnoty.

Sytuacje trudne są źródłem szans. Jakkolwiek to brzmi, jak bardzo wolelibyśmy uniknąć tego co niespodziewanie napełnia nas złością, strachem, unieruchamia czy wpędza w obronę, sprawia, że wewnątrz znajdujemy się w stanie którego nie chcielibyśmy doświadczać, w stanie, który daleki jest temu, w którym mamy dostęp do zasobów, do siebie w najlepszej wersji…

Kłótnie, kryzysy, napięcia, konflikty czy wojny nawet, mogą prowadzić ludzi do odnalezienia w sobie jakości, które czekały na inny czas, pączkowały, rosły jako potencjalne możliwości, świadomość powoli dobijająca się do rzeczywistości. Sytuacja, w której nie ma już czasu na czekanie mówi:teraz, nie wiadomo co będzie za chwilę, teraz: może kiedy użyjemy tego co w nas się tli od dawna dokona się zmiana która też czeka i chce się wydarzyć od dawna, teraz: nie ma na co czekać wejdź, sięgaj, dawaj, rób, bądź bardziej tym kim jesteś. Dostrzeżenie wyższej konieczności bywa energią do przekraczania progów wcześniejszej tożsamości. I obyśmy dostrzegli tę możliwość w czasach kryzysu.

Arnold Mindell w swojej psychologii opartej o proces, u podstaw sensu pracy z kanałem świata widzi właśnie pracę z konfliktem. Uznaje konflikt jako źródło pojawiania się nowej jakości społeczności/grupy. W fundamencie pracy ze światem/grupą/zbiorem figur wewnątrz osobowości umieszcza koncepcje głębokiej demokracji. Koncepcja ta uznaje za konieczne zrobienie miejsca i wysłuchanie każdej ze stron, każdej części, wszystkich, większych, silniejszych i mniejszych słabszych. Uznaje też, że zaniechanie tego może doprowadzić większość dysponującą przewagą do zniszczenia.

Głęboka demokracja w rzeczywistości uznawanej najczęściej za realną a więc w grupach, zespołach, organizacjach, społecznościach, oznacza stworzenie warunków dla bezpiecznego ujawnienia stanowisk mniejszości. Niezadowoleni, widzący inne rozwiązania, ci w lęku, złości, bezsilności, niewiedzy, pogubieni i mający swoje wizje sprzeczne z wizją dowodzących, czy bardziej głośnych którzy rządzą mają w myśl tej idei być wysłuchani, zrozumieni, a ich rzeczywistość ma być uznana i współtworzyć całościowe rozwiązanie. Inaczej w ten czy inny sposób będą oni stanowić stronę konfliktu.

W rzeczywistości często niezauważanej, nieznanej przez ludzi, rzeczywistości wewnętrznej głęboka demokracja oznacza dopuszczenie do głosu zepchniętych na margines części osobowości, zapomnianych, pominiętych, tych które musiały zrezygnować z przestrzeni dla siebie wobec siły silniejszych, głośniejszych, wspieranych przez system rodzinny i społeczny a także przekonania osoby. Oznacza słuchanie dzieci, marzycieli, niesfornych, niegrzecznych, zmieniających zdanie, widzących inaczej, niechcących się podporządkować artystów i buntowników, mających plany nie akceptowane przez ja będące u steru. Tych, którzy rosną w siłę, kiedy rozwija się osoba, a którzy jeszcze głosu nie dostali. Próba ich pominięcia jest o tyle bezcelowa, że pozostaną i tak na swoich miejscach pobierając część życiowej energii jednostki na swój opór, w ekstremalnych przypadkach niszcząc życie tej osoby.

Ktoś prowadzący pracę z konfliktem w oparciu o idę głębokiej demokracji musi dysponować wieloma jakościami, które nazywane są przez Arnolda Mindella metaumiejętnościami. To postawy, umiejętności świadomego wybierania potrzebnych aspektów siebie, korzystania z różnych własnych części by facylitować proces, dopełniać role, dbać o siebie i innych, wydobywać na światło dzienne to co w konflikcie konieczne by wznieść się ponad stanowiska stron i znaleźć rozwiązanie pozwalające współistnieć a może współpracować. Taka praca wymaga wiele samozaparcia by znieść napór emocji, słów, potrzeb, sprzeczności z grupy/społeczności/świata, a także podobnych procesów wewnętrznych. To jak siedzenie w ogniu. Praca i trwanie. Działanie i niedziałanie. Pozwalanie by się działo i wspieranie. Kontrolowane pozwalanie by ogień spalił coś by zrobić miejsce.

Ogień ma właściwości spalania/niszczenia i tworzenia miejsca na nowe. Wygaszanie go może uniemożliwiać powstanie nowego i wypalenie starego. Wytrzymanie temperatury wymaga wiedzy, umiejętności, cierpliwości i wiary, działania na pograniczu kilku rzeczywistości, łączenia ich i pomagania budować się na nowo. Taki prowadzący jest więc zarazem facylitatorem, twórcą, szamanem, naukowcem, liderem, terapeutą… Żadna z tych umiejętności z osobna może nie być wystarczająca, może nie dźwignąć wieloaspektowego konfliktu i nie umieć podążać w kierunku z którego nadchodzą. Złożoność ludzi, grup, świata i pola które stoi za konfliktami wymaga po prostu czegoś więcej niż wycinkowa wiedza.

Wydaje się więc, że wielokierunkowe facylitowanie/działanie/uczenie się jest dziś kluczowe dla życia. Dla życia jako całości wszystkiego. Życia jako czegoś co potrzebuje być zasilane nowymi jakościami by wzrastać. Życia jako życie nas ludzi, zwierząt i roślin na tym świecie. Życia rozumianego jako stanie za sobą w ugruntowaniu, bez utraty kontaktu z potrzebami innych części świata/siebie/kogoś.

Nierozwiązane konflikty, niewysłuchane mniejszości mogą je/życie niestety unicestwić. Umiejętność włączania informacji płynących z konfliktów do tworzenia rozwiązań czyni życie bogatszym i może zakończyć konflikt i budować nowe.

7 marca, 2022 by DW 0 Comments

Ranga

Kim jesteś kiedy pracujesz z grupą?

Sobą, przyjacielem, kolegą, nauczycielem, guru, rozwiązywaczem problemów, dostarczycielem miłych wrażeń, sprawcą rozwoju, siewcą idei, nauczycielem, facylitatorem, pełnym pasji mówcą, uczestnikiem na równi, kimś za kim oni mają pójść, wynajętym do…, ojcem dyrektorem, przewodnikiem duchowym, kimś kto ma się wykazać, że wie, że wie więcej, kimś kto ma przeprowadzić sprawną demonstrację, kimś kto ma dać z siebie wszystko, być duchem zmiany, być sprawcą inspiracji, kimś kto oceni jakość czegoś, kimś kto zrealizuje jakiś cel, kimś kto pomoże zrealizować cele…

To niewielka część z listy wyobrażeń i przekonań towarzyszących osobom uczestniczącym, zlecającym, a także samym prowadzącym warsztaty i szkolenia na temat prowadzących i tego co powinni ze sobą (przy)nieść. Czy je w ogóle, może część, zaakceptuję(sz) to kwestia wielu czynników. Sposób twojej pracy, jej efektywność, jej odbiór przez Uczestników, w związku z tym wyborem, po prostu będzie różna.

Jest jednak coś co po prostu jest.
Jest z Tobą kiedy tam, na warsztat wchodzisz. Czy chcesz czy nie chcesz. Czy się zgadzasz czy nie. Czy przyjmujesz to czy nie. Od tych (wyborów) tak czy nie zależy całkiem sporo dla Ciebie i Twoich Odbiorców.
Ranga. Jest ona zestawem przywilejów, możliwości, które płyną z wielu aspektów Ciebie. W tym tekście chcę szczególnie zaznaczyć ten aspekt, że Ty prowadzisz tę grupę.

Ranga w ogóle, bierze się z takich aspektów jak wiek, płeć, doświadczenie, rasa, majętność, status społeczny, elokwencja, wiedza merytoryczna, umiejętności interpersonalne… To ranga społeczna. Ranga psychologiczna pochodzi z doświadczenia i samoświadomości, przeżytych kryzysów, głębokiego rozumienia siebie, innych, procesów psychicznych, realcyjnych i społecznych, samorozwoju, obserwacji, uczenia się. Ranga duchowa zaś pochodzi z poczucia kontaktu z czymś wyższym, kroczenia za ponadczasowymi wartościami itd. Takie przynajmniej rozróżnienie można znaleźć w książkach Arnolda Mindella.

Niestety jako ludzie mamy raczej tendencje do niedoceniania swojej rangi. Widzimy w wyższej randze innych. Bo on/ona wie lepiej, dłużej to robi, ma więcej, jest lepsza … Pomijamy własne dokonania i kompetencje łatwiej niż analogiczne innych. I tu jest szkopuł.

O ile będąc na miejscu prowadzącego grupę nie bierzesz swojej rangi, upraszczając*, bo nie chcesz za bardzo się rządzić, bo chcesz dobrej atmosfery itp. ludzie uczestniczący w Twojej pracy mogą mieć sporo kłopotów. Kłopot z tym kto rządzi, kto bierze odpowiedzialność, kto odpowiada na pytania, kto pomaga komu, kto nadaje kierunek, kto może zacząć i kto pokazuje kiedy skończyć, kto podejmuje interwencje i zamyka fragmenty procesów bo wie, że tak będzie lepiej…

Bezpieczeństwo i zaufanie, przestrzeń pracy i relacji. Nie bierzesz rangi, nie budujesz ich.

Jednak ranga to nie władza, to nie uprzejmość, to nie uległość w stylu „klient nasz Pan”, to nie rządzenie w stylu jestem tu szefem i nie omieszkam z tego korzystać. To coś o osadzeniu w roli, dawaniu sobie prawa do niej, korzystaniu z niej, nie nadużywaniu jej dzięki samoświadomości, rozumieniu celów, objęciu roli, zauważaniu procesu.
Na drugim końcu kija jest nie zdawanie sobie sprawy z rangi. Sprawia ono, że zachowania osoby, której rangę inni uznają, mogą bez świadomości działającego kreować dystans, ranić innych, wprowadzać chaos, mieszać w relacjach, dzielić zamiast łączyć, pozostawiać niedomknięte zablokowane procesy. Kierując pracą grupy, masz rangę nauczyciela, lidera, kogoś kto pokazuje ścieżkę. Kiedy ją przyjmiesz, łatwiej jest realizować wynikające z niej role takie jak ekspert, facylitator, projektant, prowadzący, podejmujący interwencje. Łatwiej jest też stać w swojej ugruntowanej pozycji, obserwować proces i dopełniać go swoimi interwencjami. Łatwiej jest też współczuć i obejmować innych swoją świadomością, dobierać i zmieniać zadania w toku pracy, łatwiej jest słuchać i słyszeć, łatwiej odmawiać i decydować.

*Przyczyn nie przyjmowania rangi może być bardzo wiele, mogą pochodzić z wielu źródeł, generalnie jednak zachęcam do przyglądania się tym wewnętrznym źródłom.

7 marca, 2022 by DW 0 Comments

Wiedza czy niewiedza

Z wielkim zainteresowaniem obserwuję rosnącą wszędzie dostępność warsztatów, kręgów, grup wymiany, wielość ciekawych podejść i metod w nich zawartych…

Angażuję się na co dzień w pracę z grupami trenerskimi rozwijającymi umiejętności pracy warsztatowej. W mojej pracy również obserwuję jak wciąż rośnie spójność, determinacja, moc zamiaru robienia czegoś sensownego w ludziach chcących zmieniać świat przez pracę z innymi. Przez pracę grupową, która z założenia ma pomagać. Zjawiska te są dla mnie niezwykle ważne. To również moja ścieżka pracy z sensem, ścieżka serca.

Wśród propozycji/pomysłów, z którymi się stykam jest wiele, coraz więcej, pracy z ciałem, ruchem, dotykiem, sztuką, przyrodą, człowiekiem, grupą. Jest też coraz mniej propozycji nakierowanych na kontakt z wiedzą rozumianą jako teoria, model, wzór zachowań, skierowanych do umysłu, a może nawet „lewej półkuli”, jak się niekiedy nazywa koncentrację na wiedzy. Mam więc wielką przyjemność obcować z narastającą ilością uczenia się przez doświadczenie. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że większość edukacji a i terapii niestety nadal kieruje się na pracę z umysłem i gadanie… Cieszę się. I niepokoję się zarazem. Tam gdzie światło tam i cień. Doświadczenia bywają piękne, uwznioślające, budujące, otwierające, inspirujące, poruszające itp… Jednak jest jeszcze coś.

To coś na co tu chcę zwrócić uwagę to operacyjność. To możliwość wniesienia tego co Uczestnik przyjmuje (na warsztacie) do jego życia codziennego. To możliwość świadomego przywołania nabytej kompetencji jakiś czas później, stosowania ze zrozumieniem, wiedzenia co się nabyło/odkryło/przywróciło po to by móc oprzeć się codzienności mającej ochotę zawrócić nas z obranej drogi rozwoju (tu zawrócić z drogi stosowania tej nabytej umiejętności). Jako utrwalacz i antidotum na wdzieranie się systemu widzę wiedzę, rozumienie, lewą półkulę i pamięć. Okropne? Dla niektórych na pewno. Te straszne słowa, precyzyjne nazywające, zmieniające przyjemność doświadczania w naukę…

Chcę powiedzieć, że minimum systematyzacji, klarowania, nazywania, korekty, oraz objaśnienia wydaje mi się nadal konieczne. Odrobina sarkazmu w słowie nadal ( i wcześniej) ma swoje źródło w obserwacji, że adepci sztuki pracy z doświadczeniem zdają się żyć w swoim czasie, w swojej świadomości, i przekonaniu że doświadczenie wystarczy. Tymczasem na sali są również osoby w innym czasie i swojej świadomości. Adepci ci mogą potrzebować objaśnienia, teorii, a nawet powołania się na jakiś model wiedzy i autorytet by uwierzyć a następnie przyjąć a następnie używać śmiało przekazu swoich nauczycieli. Doświadczenie, zwłaszcza w kanale czucia czy ruchu a więc będące centralnymi składnikami pracy doświadczeniowej lewopółkulowych, „normalnych” uczestników mogą wręcz wystraszać wprowadzając ich w niecodzienny stan ciała i umysłu …

Kiedy zauważam tę niechęć do tej paskudnej nazywającej twardej wiedzy, która tak odziera doświadczenie z mistycyzmu a chwilę z świętości mam sporo obaw. Boję się o cele prowadzącego. Czy one są na pewno celami uczestników, a także boję się o motywację do omijania wiedzy twardej-czy nie jest nią jakaś osobista trudność prowadzącego w jej przekazywaniu. Obawiam się też zwłaszcza kiedy myślę o warsztatach uczących umiejętności pracy z innymi ludźmi, że zbyt mała porcja tej warstwy przekazu na warsztacie uczącym np. tańca, dotyku, masażu, może skutkować trudnościami z odpowiedzią ciekawym jej klientom absolwentów warsztatu. Wreszcie na koniec uznaję za wartość by nie tworzyć wokół rozwoju nadmiernej aury mistycyzmu, zbyt daleko idącej wiary w intuicję, gdyż może to stanowić trudność dla szerszej grupy odbiorców, którzy jednak idą tu prosto z mainstreamu opartego na autorytetach, algorytmach, paradygmatach, modelach, definicjach i wszystkim co twarde. Chodzi mi o to, że osoba/uczestnik/adept wchodzący w świat tego co miękkie potrzebuje swego rodzaju śluzy, osłony, swojego języka by przyjąć impuls zmiany, który sam/a zaprasza. Nie każdy adept. Dla części doświadczenie jest wspaniale wystarczające. Są jednak i ci dla których wiedza jest już wystarczająca. Część po prostu musi mieć tę osłonę by wejść. A i dla tych co już są głębiej może wiedza twardsza, z głowy do głowy być silnym doświadczeniem własnej niekompetencji, która stanowi świetną motywację do dalszego uczenia się w tym na doświadczeniu. O budowaniu autorytetu prowadzącego na przekazie werbalnym, merytorycznym nie wspominam celowo ;).