KONTAKT

Adres:
Gajrowskie 12a
11-510 Wydminy

Bartosz Płazak tel. 502 351 161

Obserwuj nas

Category: Blog HST

10 stycznia, 2018 by DW 0 Comments

Po co Holistyczna Szkoła Trenerów ?

Przyjaciel zapytał parę dni temu, co skłoniło mnie do zainicjowania Holistycznej Szkoły Trenerów. Chwilę mi zajęło zrobienie porządku w odpowiedziach, które zaczęły się pojawiać w mojej głowie. Sporo tych „dlatego”, „żeby”, „bo” i „po to by”… Projekt HST dojrzewał we mnie kilka ładnych lat, a elementy układanki zbierałem wraz z kolejnymi życiowymi i zawodowymi doświadczeniami i spotkaniami z ludźmi.

HST powstała w związku z moimi obserwacjami zawodu trenera w Polsce. Mam piękną możliwość mu się przyglądać. Prowadzę projekty trenerskie, bywam w gronie trenerów, uczestniczę w warsztatach, konferencjach, klubach, obserwuję internetowe dyskusje trenerów. Od zawsze sam ze sobą prowadzę dyskusję, którą nazywam „proces czy biznes”. Czyli czym ma się kierować trener w swoich wyborach? Czy może pomijać aspekty procesowe na rzecz biznesowych i odwrotnie czy nie?

Proces. Chodzi mi o proces grupowy, proces uczenia się, proces rozwoju, proces zmiany, proces jako coś co nie da się uchwycić, zmierzyć ani zatrzymać. Coś, co jest w ruchu. Coś, co zachodzi w ludziach. Coś, co jest nośnikiem relacji, klimatu i wyników pracy grupowej i wyników jednostki. Coś, co potrzebuje przestrzeni dla zaistnienia. Coś, co ma wiele warstw jawnych, i drugie tyle ukrytych. Jak go wycenić, wypunktować, wcisnąć w tabelkę? Bo biznes tego potrzebuje do biznesu…

Biznes. Pod słowem biznes rozumiem to, co w warsztacie/szkoleniu poza samym jego przebiegiem: projektowanie, dobór treści, badanie potrzeb, rama czasowa, koszty, organizacja grupy, miejsca pracy, nabywca, cena, wynagrodzenie trenera. Przesłanki z tych obszarów wpływają na realizację pracy grupowej. Wpływają na proces.

Więc sceptyk powie bzdura, da się wycenić proces. I ja trochę się z nim zgodzę. Trochę się da. Trochę. Niestety nie każdy zagląda pod dywan. Można więc łatwo uznać, że zawsze i w ogóle się da.

Osobiście jestem za: „proces”. Chciałem więc w HST pokazywać, że proces jest. HST daje możliwość by go doświadczyć, zaprzyjaźnić się, zrozumieć, nauczyć się współpracować i budować na nim. Zamiast się siłować. To dla mnie bardzo ważne. Za dużo widzę siłowych rozwiązań w świecie w którym żyję, bym miał modelować działanie siłą w pracy z grupą.

Osobiście jestem też za „biznes”. Pracuję dla biznesu. To dla mnie szczególnie ważne miejsce pracy. Tam też obok współpracy i rozumienia zawiłości pracy trenerskiej zdarza mi się dostawać bardzo biznesowe (ale nieprocesowe) propozycje, uczestniczyć w rozmowach, które wskazują na pomijanie aspektów procesowych. Wtedy jest mi ciężko. Bo chciałbym pracować z uwzględnieniem procesu dla biznesu.

W HST mówimy więc jak pracować w przyjaźni z różnymi procesami. Jak podążać za drogą procesu budującą się przed nami. Taoistycznie. Jednocześnie mówimy jak osiągać bardzo konkretne rezultaty idąc tą drogą w stronę biznesu. Mówimy więc jak połączyć proces z biznesem. Tak żeby wyjść z dylematu „proces czy biznes” i być trenerem, który szeroko widzi i rozumie proces i biznes.

Od lat zajmowała mnie obserwacja samego trenera. Trenera, który wykonuje swoje zadanie i nie zajmuje się tym, co nie jest jego sprawą. Oczywiście są granice. Granica rozsądku, granica terapii, granica wyznaczana przez cele i jeszcze kilka innych. Tym, czym trener się zajmować powinien jest człowiek, ten obecny na sali i Trener (on sam) człowiek i ci ludzie, którzy będą się uczyć od Trenera i ludzie stykający się z klientami trenera… Kojarzę ten zawód z odpowiedzialnością. Mam nawet wrażenie, że słowo zawód to trochę mało. To dla mnie raczej misja. Misja bardzo wymagająca i tyleż ciekawa. Trenerstwo jest okazją do inicjowania zmian, procesów, jakości, które ludzie poniosą dalej. I o ile trener ma coś do przekazania dobrego dla Świata ludzie poniosą dobre Światu. Tego chcę. Takie myślenie o relacji trener-człowiek-świat rozwijamy w HST. Możliwie holistycznie.

Zdarzało mi się słyszeć pytania w rodzaju „jak ty to robisz?” Faktycznie od dłuższego czasu robię to tak, że i uczestnicy warsztatów i ja jesteśmy z reguły zadowoleni. Po warsztatach mam poczucie spełnienia, widzę i czuję, że grupa podobnie. Przed warsztatami spokój. Wiem co pozwala mi uzyskiwać taki stan rzeczy. Łączę narzędzia, proces, zasady, kontakt, refleksję, świadomość i konkretne rezultaty. Umiem to przekazać. Ku mojej radości znam ludzi, którzy dysponują podobnymi możliwościami. Razem chcemy się tym dzielić. Realnie. I robimy to na warsztatach HST.

Szkoła trenerów to projekt w którym bardzo dużo się dzieje. Wiele razy słyszałem od uczestników, że to przygoda ich życia. Tak też było ze mną, kiedy sam robiłem szkolenie trenerskie. Teraz praca trenerska w znacznym stopniu wypełnia moje życie. Wiec odpowiadając na pytanie, po co inicjuję HST- kawałek odpowiedzi brzmi – by uczestniczyć we wspaniałych rozwojowych przygodach ludzi. By robić to nadal.

Obserwuję kilka grup trenerów związanych z ich stylami pracy. Widzę grupę nastawioną na rozwój osobisty, zajmującą się bardzo uważnie człowiekiem. Widzę grupę nastawioną na biznes, cele, wyniki, wskaźniki efektywności. Widzę grupę osób, które szkolą z przedmiotów bardziej twardych, bardziej wykładowo. Widzę grupę, która pracuje z ludźmi mając na celu poprawę ich bytu. Mam wrażenie, że te grupy mają wielką możliwość uczenia się od siebie i wymiany. Mam również wrażenie jakby trochę nie chciały. Jakby coś stało na przeszkodzie. Wydaje mi się też, że każda z tych grup widzi przed sobą jakiś cel. Specyficzny, mierzalny, akceptowalny albo ambitny, realny i terminowy 😉 (smart). I specyficznie odgradza się od innych, bo coś tam…

A co z sensem? Może dałoby się go poszukać, jakiegoś wspólnego. Gdzieś na poziomie społeczeństwa, świata, ekologii. Spojrzeć głębiej i połączyć siły. Pozwolić na przepływ doświadczeń, wiedzy, umiejętności. Połączyć materię i energię. Wodę i ogień. Tego szukamy w HST. Łączymy cele, narzędzia, konkrety i zaglądamy w siebie i świat. By utwierdzić się w tym, że jest sens to robić.

Sieć. Otóż marzyła mi się sieć wymiany. Sieć osób, które są skłonne wyjść poza swój smartny cel i robić coś jeszcze. Potrafiących myśleć konkretnie, w materii, tu i teraz i czuć głębszy sens, kreować wizje. Robić projekty na które nie ma pieniędzy ani w biznesie ani w NGO ani nigdzie. Trzeba je zrobić za darmo. I może przyniosą kokosy, mogą też przynieść „tylko frajdę i doświadczenie” a może ani to ani to. Projekty, których jeszcze nie wymyślono, bo może nie czas jeszcze. Albo nie podjęto, bo może nie uda się i co na to inni. Projekty, których nie da się zrobić w pojedynkę. Duże i małe. Takie, które bez naszej energii i ryzyka nie powstaną może nigdy. Może się mylę. Mam nadzieję, że jeśli ja tak myślę to są i inni, którzy też tak myślą. Więc HST to taki inkubator wolnej myśli, łączenia wolnej energii z wolną wolą. Stacja zarażania słowem Działaj (my). A że to szkoła trenerów to mamy spore przełożenie, jak to ekonomiści nazywają lewar, dźwignię.

Podsumowując HST jest by:

  • uczyć umiejętności pracy z grupą w kontakcie, opartej na procesie, realizującej wymierne cele osadzone w szerokim kontekście, mające dający się uchwycić sens, łącząc proces i biznes
  • uczyć odpowiedzialnego trenerstwa,
  • być wielowymiarową przygodą rozwojową dla uczestników i prowadzących,
  • łączyć różne modele pracy z grupami i umożliwiać przepływ kompetencji pomiędzy uczestnikami,
  • być zalążkiem środowiska trenerów realizujących alternatywne projekty alternatywnymi metodami z pożytkiem dla Świata.

15 kwietnia, 2017 by DW 0 Comments

Jak ty to robisz?

Ale co?
No że jakoś tak płynie i coraz bardziej ludzie pracują na tym warsztacie…
Nie wiem, jakoś tak, jestem tu…

Jak to robić żeby uczestnicy warsztatu chcieli się angażować?

Niezwykłe było dla mnie, kiedy prowadząc serię warsztatów trenerskich dla biznesu spotkałem się ze zdziwieniem a zarazem jakimś rodzajem uwolnienia, kiedy zaprosiłem uczestników do dyskusji na temat jak w pytaniu z początku akapitu. Kiedy grupa zaczęła analizować to co robiliśmy od rana (to co ja proponowałem i robiłem, reakcje uczestników i to co się działo w grupie), okazało się, że nie ma wykładu, Power Pointa, kamery, uśmiechniętych buziek na rysunkach, nakazów, zakazów, „budującej autorytet pewności siebie prowadzącego”, dowcipów na okoliczność trudności, filmów, i że jakoś nikomu tego nie brakowało. Za to z czasem mieliśmy bogatą, otwartą dyskusję, sporo prawdy, podejmowanie ryzyka, stawianie trudnych pytań każdy każdemu, mówiliśmy o tym czego nie wiemy, co chcemy, a czego nie, co się podoba, a co nie, z czasem zaczęliśmy mówić nawet co czujemy (o korporacyjna zgrozo! ) a nawet ujawniliśmy, że nie jesteśmy ani wszechwiedzący, ani idealni. Na szczęście chroniła nas zasada tajemnicy. Weszliśmy na dużo wyższy poziom swobody, lekkości, zabawy i nauki zarazem. Nikt nie szturchał prowadzącego, ani sąsiada, za to coraz więcej było pytań o szczegóły tematu. Zaskakujące, unoszące, angażujące. Radość pracy. Do dziś pamiętam. I nie tylko ja pewnie.

Była też grupa, która z rozsądkiem i zaangażowaniem pukała się w czoło. Trener musi podawać wytyczne, mówić jak jest, stwierdzać i dawać dobre rady. (czyli powiedz mi co mam zrobić). Najlepiej gdyby się nie przestawał uśmiechać, był miły, prowadził ciągły wykład z możliwie dynamiczną prezentacją, muzyką w przerwach, szumem wodospadu w czasie pracy własnej, tak żeby nie trzeba było nic robić by utrzymać uwagę i nie zasnąć. Nie trzeba by wtedy wchodzić w żaden kontakt, niczego ryzykować. Oczywiście prowadzący będzie mówił o czym sam uzna za stosowne, a my potem ocenimy jakość i powiemy co czy też ile nam to przyniosło. Nie podejmiemy próby zapytania, dyskusji, ujawnienia wątpliwości, bo nie od tego tu jesteśmy. Ostatecznie idąc tu liczyliśmy się z tym, że będzie to kolejne nudne szkolenie, a my stracimy tu dzień nic, bądź niewiele zyskując.

I tak właśnie jestem w ciągłej dyskusji z uczestnikami warsztatów trenerskich, liderami , zamawiającymi szkolenia, a nawet trenerami. Chodzi o to na ile powinniśmy prowadząc warsztat wchodzić w realny kontakt z grupą. Jakie to niesie ryzyka i jakie korzyści. Na ile trener prowadząc grupę (obojętne na jaki temat) powinien wychodzić „ze sobą”, ujawniać własne prawdziwe doświadczenia, refleksje, emocje? Jaki to ma wpływ na uczestników warsztatu, realizację celów szkolenia, bezpieczeństwo i rozwój grupy, atmosferę, nastawienie, a może idąc dalej na całą organizację, społeczeństwo, pole świadomości ludzkości? Czy może jednak warto się trzymać tematu, scenariusza, agendy i bezpiecznie dobrnąć do końca, kiedy ludzie coraz bardziej zamykają się w sobie nie czując kontaktu z prowadzącym, kiedy są w trakcie odgrywanie scen teatru „Ja do was to co muszę, a wy róbcie co mówię” (z uśmiechem).

Dlaczego nie wchodzimy w kontakt? Co stoi na przeszkodzie? Jak wygląda szkolenie, warsztat kiedy trener naprawdę jest? Jakie korzyści ma wreszcie sam trener z takiej postawy ?

Siła czy moc? Oto jest pytanie. Perswazja czy realny kontakt ? Dużo na ten temat w trakcie zajęć Holistycznej Szkoły Trenerów.