Legendarne milczenie w pracy z grupą. Oni milczą a prowadzący ma problem. Często tak się może wydawać. Może jednak wcale nie, po prostu skończyło się paliwo do pracy na ten temat, może nie ma dostatecznego bezpieczeństwa, zaufania, wspólnoty by powiedzieć wprost, że ktoś (prowadzący) robi coś, co nie jest za bardzo chciane, albo ktoś czegoś potrzebuje innego niż to, co się dzieje? Może to potrzeba odpoczynku, która trochę nie umie się zaznaczyć inaczej, po prostu nie mamy już siły na to co proponujesz, ale nie umiemy tego wyrazić bo cię szanujemy, cenimy i nie chcemy się narazić (ale to też o bezpieczeństwie przecież)…

Nie o tej ciszy ma być.

Są takie chwile warsztatowe, kiedy najlepszym jest po prostu milczeć. Pomimo jasności, albo chociaż z pewnością graniczącej  fantazji na temat tego, co się dzieje i jaka interwencja mogłaby zadziałać.

Milczeć ma kilka form. Nie odpowiedzieć, nie usłyszeć, zauważyć i mimo to nie odpowiedzieć, przejść dalej, milczeć otwarcie, nic nie robiąc i nie odpowiadając, robić coś, co ktoś próbuje przerwać dalej, skierować uwagę na coś/kogoś innego, zadać pytanie na pytanie nie odpowiadając, powiedzieć sentencję pozornie bez związku… To nic jest naprawdę cudotwórcze. Kiedy w  grupie dzieje się coś, co działo się już wiele razy, albo coś czego otwarte podjęcie grozi rozlaniem się tego na całość grupy, co mogłoby trwać dłużej niż możemy temu dać czas, albo coś co chce być na inny temat, wreszcie w grupie jest ktoś, kto przeżywa swój wewnętrzny proces/kłopot i wyrazy tego przeżywania są uciążliwe,  ale nie destrukcyjne, nie masz czasu, nie masz siły, grupa ma dość tego, co oczekuje na odpowiedź… Milcz. I pokaż, że to wybierasz. Nie dawaj temu energii, uwagi. Zostaw to, co jest, by zaschło.

Oczywiście może się to nie podobać. Raczej na pewno nie spodoba się temu, co potrzebuje Twojej uwagi. Warto jednak patrzeć na szerszą perspektywę. Co najmniej grupową. Może jeszcze szerszą. Organizacji, grupy społecznej, środowiska, ekologiczną,  świata, może perspektywę uczenia się, może emocjonalną, może świadomościową, może możliwość zrozumienia czegokolwiek z tej sytuacji przez innych uczestników (albo nie), może perspektywę możliwych błędów i interpretacji (kiedy zabiorę jednak głos). Niekiedy nie warto prostować, poprawiać, wyjaśniać, wnosić nic więcej dobrego. Nie warto też podejmować wysiłku, by się zachować akuratnie.

Niekiedy więc lepiej pozostawić niedopowiedzenie, niejasność, niedobór. Również dlatego, że taka otwarta struktura ma to do siebie, że pracuje dalej wewnątrz. Nieodpowiedziane pytanie domaga się odpowiedzi i zaprasza umysł pytającego do samodzielnych poszukiwań. A kiedy dialog się odbywa tam wewnątrz, trochę trudniej uciekać od jej przyjęcia. Więc praca i tak się odbywa. Prawdopodobnie  w najlepszym czasie i w najlepszym zakresie. Warto milczeć niekiedy 🙂

Bartosz Płazak