Jak to zrobić, by uczestnicy mogli mieć poczucie świętowania, cieszenia się, radowania z rezultatów pracy (celowo unikam słowa zabawy, czy bawienia się) pracując  z grupą, z którą jesteś umówiony na pracę (warsztat, trening, osiąganie czegoś, realizację celów)?

W procesie rozwoju grupy jest kilka faz. Każda ma swoje prawidłowości. W każdej jest coś, co lepiej robić i coś, czego lepiej nie robić. Są też specjalne zalecenia. W pierwszej np. budujemy bezpieczeństwo i zaufanie, w drugiej wspieramy konstruktywne przechodzenie trudności, w trzeciej wzmacniamy pracę i osiąganie rezultatów, w czwartej obok tego, co w trzeciej, świętujemy i stawiamy nowe cele. I to świętowanie jest dziś tym, o czym chcę parę słów napisać.

Jak tu świętować, kiedy trzeba pracować? Przecież większość grupy chce osiągać, a świętowanie odkłada na czas wieczoru, albo w ogóle je odkłada,  a patrzy na osiąganie wartości dodanej. I cóż, słusznie, że na to patrzą. Przecież po to przychodzi się na warsztat. Inna część grupy, skądinąd przecież też słusznie, szuka przestrzeni na cieszenie się tym, co osiągnęła.

W długich cyklach jest tak samo jak w krótszych warsztatach. Przecież czas końca to czas doceniania się, radowania, uczczenia jakoś tego, czego się dokonało. Tyle, że jak cykl trwa kilka czy kilkanaście miesięcy to łatwiej jest wyodrębnić kilka godzin na świętowanie w podsumowującym go warsztacie. Zwłaszcza wieczorem. I tu zagwozdka. Wiele grup niechętnie zabiera się do tego świętowania. Jakoś coś przeszkadza. Jest zmęczenie pracą, jest rozpęd w osiąganiu, który może mówi, że tę energię raczej na pracę niż na świętowanie warto dać. Jest też smutek rozstawania się, jest wątpliwość czy impreza pójdzie, jest chęć bycia wszyscy razem, a nie wszyscy chcą, nie wszystkim się chce. Są ukryte motywy i antymotywy zabawy rodem z nierozwiązanych interakcji grupowych.  I impreza znów, jak każda grupowa aktywność, chce się podzielić na kawałki (podgrupy). Ci co tańczą, ci co gadają, ci co chcą ognisko, ci co wolą iść spać i chcą ciszę o godzinie 22. I znów czegoś brakuje. I jak zawsze wszystkim nie dogodzisz. A jak już, to tylko słuchając wszystkich głosów, a to znów godzi w przestrzeń na osiąganie i zabawę, bo przecież pachnie konfliktem 🙂 …

Czy wobec tego zarządzenie imprezy należy do prowadzącego? Czy ma wziąć odpowiedzialność za to by była? Czy powinien słuchać głosów, które zapraszają do rezygnowania z pracy na rzecz zabawy? Czy wreszcie ma zdecydować o przeniesieniu tego akcentu na zabawę, ku rozczarowaniu tych, którzy chcą pracować 🙂 ? Proces. I tak bez końca.

Dziś mam jednak inne rozwiązanie. A i ono jest trudne do zauważenia przez tych, co potrzebują się bawić. Świętowanie dla mnie jest o czymś wartościowym, jak to kiedyś bywało ze świętami. Że świętujemy pojawienie się jakiejś wartości i że świętowanie to przeżywanie jej obecności, a więc zauważanie jej i przeżywanie wzruszenia doniosłością tej obserwacji i przeżycia.

Tym samym na świętowanie jest potrzebna struktura pracy (zadanie). Takie, które zaprasza wartość, korzyść, doniosłość tego, co się wydarzyło i pomaga je zauważyć i  docenić. Wtedy mamy i pracę i świętowanie. I są wszyscy w kręgu, a trener może ją zarządzić, bo jego zadanie to stwarzanie okazji do rozwoju (czyli dawanie pracy), a w ostatniej fazie pracy grupy jest miejsce, potrzeba, a nawet konieczność świętowania. No  i unikam też procesu i konfliktu w tym doniosłym momencie pracy grupy.

Dobrze, by do tego miejsca (ćwiczenia, zauważenia wartości) była jakaś droga, o zauważalnym wysiłku do zrobienia. Wtedy święto zwiększa swoją moc. I jest większe. Kocham świętować zakończenie grup HST. W tym ostatnim dniu ostatniego warsztatu widać bowiem jak wiele dokonaliśmy wspólnie, jak wiele Uczestnicy wypracowali dla Siebie, jak głęboko widzą siebie samych i innych, a także siebie w roli prowadzącego i sens pracy z grupami. To naprawdę wielkie święto i warto na niego czekać, trudzić się, pracować i jechać kawał drogi. To Podróż Bohatera. Przy tym, wzruszeni najczęściej do łez śmiejemy się też głośno, patrząc na siebie lekko, otwarcie i pięknie. Wiemy że to koniec i początek, wiemy, że to święto.

Bartosz Płazak