W pogoni za szczęściem

Czy ktoś nie pragnie być szczęśliwy? We współczesnej kulturze zachodnioeuropejskiej szczęście stało się prawdziwym imperatywem. Ludzie już nie tylko chcą być szczęśliwi, ale uważają, że osiągnięcie szczęścia jest ich obowiązkiem lub że mają prawo do szczęścia, że szczęście im się należy. Tak oto właściwość, która jest naszym naturalnym, przyrodzonym stanem zamienia się w prawdziwy fetysz, któremu budujemy ołtarzyk i umieszczamy go tam jako nieosiągalne pragnienie.

Pogoń za szczęściem, które najczęściej utożsamiane jest z przyjemnością, przybiera postać epidemii. Cała nasza cywilizacja służy temu, byśmy czuli się dobrze, by trwać w dobrostanie jak w przyjemnym i komfortowym kokonie. Nie byłoby w tym może nic nagannego, gdyby nie to, że współczesna psychologia rozprawia się bezwzględnie z tym mitem. Wskazuje bowiem przede wszystkim na to, że szczęście jest względnie nieuwarunkowane i nie zależy od okoliczności zewnętrznych. A dodatkowo gonienie za szczęściem i maksymalizowanie własnego dobrostanu przynosi efekt wręcz odwrotny. Widać to szczególnie wyraźnie w uzależnieniach, prawdziwej pladze współczesności. Ludzie uzależnieni to osoby, które w najwyższym stopniu uwierzyły, że szczęście można osiągnąć, aplikując sobie określoną substancję, zachowanie lub stan umysłu. Im bardziej tego pragną, tym trudniej jest im to osiągnąć i tym większe cierpienie prowokują.

Pogoń za szczęściem można też zaobserwować w różnych podejściach terapeutycznych oraz w obszarze rozwoju osobistego. Masz problem – a wiemy, że masz – to przyjdź, a my pomożemy ci go zniwelować i osiągnąć szczęście. Jest w miarę dobrze? – pamiętaj, że może być jeszcze lepiej. My powiemy ci, jak to zrobić. Te obietnice terapeutyczno – treningowe zasilane są uświęconą pogonią za szczęściem. Różni spece od leczenia i rozwoju przekonują, że są w stanie naprawić, poprawić, ulepszyć, przekształcić, transformować, udoskonalić, zoptymalizować tak, by w końcu było dobrze, a po prawdzie lepiej niż przed chwilą. To, co jest teraz, jest niemal zawsze niezadowalające. Dobre jest wrogiem lepszego. A szczęście jest nieustannie na horyzoncie. Trzeba usilnie zabiegać, starać się i gonić za nim.

Jest w tych wszystkich zabiegach podstawowa niezgoda na to, co jest. Stan obecny jest zawsze niezadowalający i natychmiast trzeba go przekształcić w coś innego. Już sam akt przekształcania sprawia, że stajemy w rozkroku między teraz, a tym co ma nadejść. Skupianie się na stanie docelowym, którego jeszcze nie ma, prowokuje dramatyczne rozszczepienie i ostatecznie kończy się utratą kontaktu z tym, co jest tu i teraz. W ten oto sposób tracimy grunt pod nogami, utożsamiając się z tym, co ma dopiero nadejść. Życie o krok do przodu wobec tego, co jest, rozprzestrzeniło się jak prawdziwa plaga. A rynek usług szkoleniowych w dużej mierze przyczynia się do podtrzymywania tej iluzji.

To wszystko paradoksalnie upośledza naszą umiejętność doświadczania szczęścia, tak jak alkohol (dający czasową ulgę) uniemożliwia przeżycie głębokiej satysfakcji. Wydaje się, że tak szybko pędzimy za szczęściem, że ono nie jest w stanie nas dogonić. Bo po prawdzie nie trzeba robić nic, by urzeczywistnić szczęście. Najlepiej w ogóle się nim nie zajmować. Szczęście jest bardziej produktem ubocznym naszego życia. Zdarza się ot tak, kiedy w ogóle nie zwracamy na nie uwagi. Albo inaczej – jest naszym naturalnym stanem umysłu, który, jeśli mu nie przeszkadzamy, pojawia się spontanicznie obdarzając nas doświadczeniem pełni naszego życia.

Jeśli zaś czujesz się nieszczęśliwy, to najlepszą rzeczą, jaką możesz zrobić, to w pełni doświadczyć tego stanu. Życie jest w końcu piękną katastrofą.

 

Ryszard Kulik

Dodaj komentarz