KONTAKT

Adres:
Gajrowskie 12a
11-510 Wydminy

Bartosz Płazak tel. 502 351 161

Obserwuj nas

Category: Ryszard Kulik

11 lipca, 2018 by DW 0 Comments

Jasna i ciemna strona mocy

Jako ludzie podążamy za tym, co dobre. Lgniemy do  komfortu oraz pozytywnych aspektów relacji z innymi ludźmi. Chcemy być uśmiechnięci i przeżywać radość. I najlepiej jeśli ten stan będzie trwał w niezmienności.

Te oczekiwania są oczywiście mało realistyczne. W pogoni za jasną stroną mocy faktycznie sankcjonujemy istnienie jej przeciwieństwa. Cień karmi się światłem. Tam, gdzie jest najjaśniejsze światło, tam przedmioty rzucają najwyraźniejszy cień.

Podczas prowadzenia grup zawsze mamy do czynienia z tymi dwoma aspektami rzeczywistości. Z jednej strony ludzie są do siebie pozytywnie nastawieni, są wyrozumiali wobec siebie i uprzejmi, ale za jakiś czas ten klimat układności pryska jak bańka mydlana. Zaczynają się nieporozumienia, wychodzą na jaw różnice i pojawiają się konflikty. Sielanka odchodzi w przeszłość i okazuje się, że jest tak jak zawsze – beznadziejnie.

To rozczarowanie dla wielu jest zbyt trudnym doświadczeniem. Odchodzą więc, by poszukiwać szczęścia w innej grupie, z innymi ludźmi… Może w końcu znajdą się prawdziwi rycerze na białych koniach i nieskazitelne w swej doskonałości damy.

Dobrze, jeśli trener jest świadomy mechanizmów związanych z dynamiką rozwoju grupy, a szerzej z dynamiką samej rzeczywistości. Oczekiwanie, że będzie można trwać tylko po jasnej stronie mocy, trzeba włożyć między bajki. Ale bynajmniej nie są to złe wieści.

Trudności, które przeżywa grupa, zawsze są sposobnością do pogłębienia relacji i osiągnięcia pełniejszej integracji oraz większego poczucia bezpieczeństwa. Te wartości wykuwają się w trudzie skomplikowanych relacji międzyludzkich. Jasność, która generuje cień, zaprasza w ten sposób do uczynienia pełnym tego, co fragmentaryczne. To, co wydaje się ciemne, staje się źródłem rozwoju, który zmierza w stronę tego, co dobre. Ta dialektyka pokazuje, że odcinanie się od jednej strony upośledza przeżywanie drugiej. Jeśli ktoś odcina się od złości, to tym samym zabiera sobie szansę przeżywania radości i miłości. Jedno bez drugiego nie istnieje.

Dynamika rozwoju grupy manifestuje się w spontanicznym procesie, którego nie trzeba aranżować ani nim zarządzać. Rolą trenera jest być świadomym tych procesów i towarzyszyć uczestnikom na kolejnych etapach rozwoju. Przede wszystkim ważne jest to, by trener nie bał się emocji. Jakkolwiek są one trudnym doświadczeniem, to stanowią zaproszenie do przyjrzenia się sytuacji, relacjom i temu, co aktualnie dzieje się w grupie. Zamiast unikać konfrontacji, dobrze jest wejść w to, co trudne. Jeśli trener jest gotowy to zrobić, to modeluje w ten sposób zachowanie innych uczestników i grupy jako całości.

Oczywiście musi w tym zachować równowagę w odniesieniu do celów, jakie sobie postawił, prowadząc zajęcia. Czy jest czas na to, by zająć się trudnościami? Czy trudności zawsze mają pierwszeństwo nad planem warsztatu? To ważne pytania, na które trener musi sobie odpowiedzieć. A przede wszystkim dobrze, jeśli zada je uczestnikom z zaufaniem, że grupa jako całość podejmie najlepszą decyzję.

Ryszard Kulik

11 lipca, 2018 by DW 0 Comments

Podwójna rola trenera

Wśród trenerów pracujących z grupami obserwujemy całe spektrum różnorodnych podejść do prowadzenia szkoleń. Jedną z podstawowych kategorii różnicujących te podejścia jest stosunek do ujawniania siebie na zajęciach i wchodzenia w proces grupowy na podobnej zasadzie jak inni uczestnicy grupy.

Zatem z jednej strony mamy trenera, który nie ujawnia siebie, nie mówi o swoich emocjach, osobistych przeżyciach i  nie wchodzi w bezpośrednie interakcje z uczestnikami zajęć. Taki trener jest niejako poza grupą. Wprawdzie prowadzi zajęcia, ale jest w pozycji zewnętrznej: obserwuje, interweniuje, ale nie wchodzi w relacje. Z drugiej strony mamy trenera, który ujawnia siebie, mówi o swoich emocjach i nawiązuje bezpośrednie interakcje z uczestnikami. Jest wewnątrz grupy, dzieląc z nią jej doświadczenia i będąc jej członkiem.

Jaką cenę płaci trener za nieujawnianie siebie? Przede wszystkim musi w znaczący sposób kontrolować swoje emocje w obszarze ich wyrażania i ekspresji. Jeśli więc przeżywa złość, to musi z nią coś zrobić, nie dając sobie prawa do jej wyrażenia wprost. Podobnie jest z pozostałymi emocjami. Takie niewyrażone emocje są energią, która ostatecznie zostaje zamrożona w postaci określonych napięć w ciele. W dłuższym czasie może to prowadzić do różnych objawów psychosomatycznych. Nadmierna samokontrola w zakresie wyrażania emocji przyczynia się do sztywności i fasadowości w relacjach międzyludzkich. W takim przypadku trener jest wyłącznie w roli i jego funkcjonowanie sprowadza się do interwencji mieszczących się w ramach tej roli. Kontrola wyrażania emocji może też znacząco upośledzić ich doświadczanie. By uchronić się przed przykrymi konsekwencjami energii, która nie została uzewnętrzniona, trener może odciąć się od możliwości samego doświadczania emocji. Unikanie zaangażowania, dystansowanie się, koncentrowanie się na aspekcie poznawczym, to strategie sprzyjające niedopuszczaniu do siebie emocji. Jednak odcinanie się od emocji powoduje odcięcie się od ważnego źródła wglądu. Funkcjonowanie wyłącznie w oparciu o sferę poznawczą znacząco upośledza możliwości pełnego i twórczego reagowania w sytuacjach, które wymagają nie tyle twardego rzemiosła, co elastycznej i przenikliwej intuicji. Ta zaś potrzebuje otwartego i pełnego dostępu do sfery doświadczenia emocjonalnego.

Trener, który nie ujawnia swoich emocji, z pewnością spostrzegany jest przez uczestników w sposób spójny. Prowadzący to nie członek grupy, ale szczególna rola, która ma jasne zasady funkcjonowania. Niestety, bycie w roli w tym przypadku sprawia, że ludzki wymiar kontaktu z trenerem jest mocno zakłócony. Trener reaguje nie jak człowiek, ale jak profesjonalista. Nie ujawnia emocji w sytuacji, gdy w grupie momentami emocje sięgają zenitu. Jest spokojny, zdystansowany i nie wchodzi w osobiste relacje. To wszystko sprawia wrażenie dużego profesjonalizmu, jednak w kategoriach ludzkich jest trudne do przyjęcia w formule pracy, gdzie otwartość, bliskość, osobiste zaangażowanie i emocje są podstawowymi wymiarami aktywności. Uczestnicy są prawdopodobnie bardzo zainteresowani tym, co przeżywa trener. Jego emocje oraz sposób, w jaki sam mógłby wchodzić w relacje, są ważnym wkładem w proces uczenia się podczas zajęć. W tym przypadku jednak się to nie dzieje, co znacząco ogranicza możliwości oddziaływania trenera na proces uczenia się.

Zatem nieujawnianie emocji przez trenera powoduje konsekwencje dla niego samego w postaci mniejszego lub większego odcięcia się od własnego afektu oraz dla uczestników, którzy w aspekcie ludzkim i relacyjnym nie mają kontaktu z trenerem, co ogranicza ich możliwości uczenia się.

Z drugiej strony trener ujawniający siebie jest w podwójnej roli: prowadzi grupę i jest jej członkiem. To może rodzić u uczestników spore zamieszanie. Które zachowania trenera wypływają z jego roli, a które są jego osobistym wkładem w to, co się dzieje w grupie? Bycie w podwójnej roli jest szczególnie trudne dla uczestników, którzy mają problem z autorytetami. Z pewnością skutkuje to większym prawdopodobieństwem przeniesienia, gdyż jako autorytet trener wchodzi w bezpośrednie interakcje. Rośnie też prawdopodobieństwo przeciwprzeniesienia, w którym to trener rzutuje na uczestnika swoje nieuświadomione uczucia.

Mimo tych trudności i niewątpliwych kosztów, ujawnianie siebie przez trenera ma bardzo duże znaczenie dla jego wewnętrznej spójności (nie musi odcinać się od uczuć i wyraża je swobodnie) oraz wnosi do grupy istotny aspekt ludzki. Trener jest zwykłym człowiekiem, z którym można mieć relację i w oparciu o nią uczyć się ważnych rzeczy. Tym bardziej, że trener jako uczestnik grupy jest ważnym modelem w zakresie tych kompetencji, które chce rozwijać u innych.

Podsumowując, warto podkreślić, że trener zawsze pracuje sobą. Jego podstawowe zasoby to nie rzemieślnicze procedury, których się nauczył (choć i one są ważne), ale kompetencje psychospołeczne, które pozwalają mu wchodzić w relacje tak, jak chce, by czynili to inni uczestnicy grupy. W tym procesie trener jest ważnym modelem. Z życzliwością wobec uczestników ujawnia siebie w takim stopniu, w jakim spostrzega użyteczność tego zabiegu. W ten sposób przyczynia się do rozwoju w grupie zaufania, spójności i autonomii.

Ryszard Kulik 

11 lipca, 2018 by DW 0 Comments

Strategie przetrwania

Jeśli trener pracuje z grupą w dłuższym cyklu szkoleniowym, ma szczególną okazję obserwować dynamikę procesu grupowego, manifestującą się w postaci faz rozwoju grupy. Innymi słowy grupa przechodzi od początkowej układności i zależności poprzez konflikt do dojrzałej i pełnej współpracy. Treścią tych faz są interakcje między uczestnikami, w których również następuje przejście od początkowej fasadowości kontaktów, poprzez konfrontację do pełnego i autentycznego spotkania ze sobą. Szczególną rolę w tym procesie odgrywają strategie przetrwania.

Strategie przetrwania są wyuczonymi sposobami radzenia sobie z ryzykiem zranienia w relacji interpersonalnej. Bliskość z drugim człowiekiem zawsze niesie ze sobą ryzyko zranienia. Tam, gdzie otwieramy się na drugiego człowieka i stajemy w swojej prawdzie, tam też najbardziej ryzykujemy poczuciem odrzucenia i obniżeniem własnej samooceny. W związku z tym, w relacjach interpersonalnych w ciągu życia wypracowujemy własne strategie przetrwania, których funkcją jest chronienie nas przed zranieniem ze strony innych. Te strategie są funkcjonalne, szczególnie w sytuacjach, w których kontakty z innymi są powierzchowne. Z panią ekspedientką czy nauczycielką mojego dziecka nie wchodzę w głębokie relacje i pozostaję na poziomie fasadowych ról społecznych. Owa fasadowość i maska społeczna, jaką zakładam, jest synonimem strategii przetrwania. Jednak to, co dość dobrze działa, gdy identyfikujemy się z fasadową rolą społeczną, w sytuacji bliskości i intymności staje się bardziej przeszkodą niż ułatwieniem.

W grupach pracujących w dłuższych cyklach szkoleniowych kontakty międzyludzkie ewoluują od początkowej fasadowości do pełnej autentyczności. W tym procesie każdy z uczestników ma do przejścia próg, w którym rozstaje się z własną strategią przetrwania na rzecz otwarcia i autentycznego spotkania z drugim człowiekiem.

Przejście tego progu wcale nie jest łatwe. Przede wszystkim wiąże się z przeżyciem lęku przed zranieniem. Co się stanie, gdy pokażę swoją prawdziwą twarz? Czy inni przyjmą mnie takim, jaki jestem?

Ale dlaczego mieliby mnie odrzucić? Otóż to: pod fasadową maską czają się różnorodne emocje, które nie zawsze są łatwe dla innych. Przede wszystkim kłopotliwa jest złość. To właśnie ona poddana jest najbardziej rygorystycznym normom społecznym. Raczej ukrywamy uczucia złości, staramy się być mili i uprzejmi, co stanowi istotę strategii przetrwania. Generalnie jak najmniej emocji, które są źródłem kłopotów i jak najwięcej racjonalnego podejścia.

To nie może się jednak udać w dłuższej perspektywie czasowej, gdy uczestnik nieustannie jest w interakcji z innymi skutkującej większa bliskością. W końcu następuje załamanie, co oznacza uwolnienie trzymanych do tej pory na wodzy emocji (głównie złości). Zwykle przejście tego progu ma dramatyczny przebieg i łączy się z rozczarowaniem, smutkiem i poczuciem porażki. Miało być przecież tak pięknie, a wyszło – jak zwykle.  Ale zaraz za tymi przeżyciami pojawia się ulga, że już dłużej nie trzeba się kontrolować, że można wobec innych stanąć w prawdzie. Tym bardziej, że ci inni wcale nie trwają w świętym oburzeniu – oni również doświadczają ulgi oraz prawdziwego spotkania. I sami są w swoim procesie rozstawania się z własną strategią przetrwania.

Autentyczne spotkanie z drugim człowiekiem wymaga zrzucenia maski społecznej i porzucenia własnej strategii przetrwania. I chociaż ten proces często jest bolesny, to nagroda jest wielka. Jest nią bliskość z drugą osobą oraz otwartość na przepływ życia w postaci różnorodnych emocji.

Ryszard Kulik

11 lipca, 2018 by DW 0 Comments

Równowaga między wewnątrz i zewnątrz

Wewnątrz i zewnątrz to dwa podstawowe aspekty rzeczywistości. W odniesieniu do człowieka manifestują się w postaci procesów intrapsychicznych oraz interpersonalnych. Niezależnie od tego, w jakim obszarze jako trenerzy pracujemy, będziemy mieć do czynienia zarówno z jednym jak i z drugim aspektem. Z nielicznymi wyjątkami – pod postacią treningu intrapsychicznego ukierunkowanego na pracę terapeutyczną z poszczególnymi uczestnikami oraz treningu interpersonalnego, którego celem jest praca na relacjach w grupie.

We współczesnej psychologii z pewnością i być może w różnych obszarach pracy z grupami zauważam tendencję do kierowania się w stronę intrapsychiczną. Psychologia z definicji jest dyscypliną ukierunkowaną na zachowanie się człowieka oraz na procesy będące uwarunkowaniami tego zachowania. Zatem podstawowym paradygmatem jest jednostka z jej rzeczywistością wewnętrzną, którą trzeba zbadać, zrozumieć, a ostatecznie skorygować. Aspekt relacyjny, systemowy, społeczny czy środowiskowy jest oczywiście również obecny, ale zdecydowanie mniej zaznaczony.

Pracując z grupami, zawsze mamy do czynienia z poszczególnymi ludźmi. W tym znaczeniu nasza perspektywa może być ograniczona poprzez widzenie ich jako jednostek z wewnętrznym światem, który ma być zbadany i zmieniany podczas zajęć w oparciu o oddziaływania do wewnątrz. Oczywiście ten kierunek ma ogromny potencjał, niemniej jednak fakt, że grupa to coś więcej niż suma jednostek ją tworzących, stwarza szczególne okoliczności wykorzystania perspektywy relacyjnej.

Ludzie są dla siebie lustrami, co oznacza, że odbijają obraz innych osób w nieco zmienionej postaci. To kieruje nas wprost do aspektu relacyjnego, w którym konfrontacja i spotkanie z drugim człowiekiem jest okazją do uzyskania większego wglądu w siebie. Zamiast wybierać się na wyprawę po zakamarkach wewnętrznego świata wystarczy pozwolić, by w spontanicznym akcie wymiany między ludźmi pojawiły się aspekty istotne dla rozwoju konkretnej osoby. Dynamika grupy ma to do siebie, że energia zmierza do tego miejsca, które na dany moment jest najważniejsze dla całego systemu. To zaś oznacza tworzenie optymalnych warunków do pracy na rzecz uczestnika oraz grupy jako całości.

Najistotniejszym aspektem pracy na relacjach jest informacja zwrotna, jaką uzyskuje uczestnik od innych osób w grupie. Ale informacja zwrotna to zaproszenie do pogłębienia relacji i odkrycia w niej tego, co ostatecznie zmienia człowieka od wewnątrz. Bo nie można zapominać, że w żywiole interpersonalnym zawsze obecny jest aspekt osobistego przeżycia tego, co dzieje się na planie wymiany międzyludzkiej. Każda interakcja odzwierciedla się w wewnętrznym procesie poszczególnych uczestników, tam jest przetwarzana i ostatecznie integrowana lub odrzucana. Bez świadomości tego procesu potencjał grupy łatwo zmarnować, zatrzymując się wyłącznie na powierzchownych wymianach między ludźmi.

Chciałoby się powiedzieć: unikajmy skrajności jako trenerzy. Jeśli mamy skłonność do pracy intrapersonalnej, nie zapominajmy o potencjale grupy. Ważną interwencją trenerską w tym kontekście jest skierowanie się do grupy z prośbą o udzielenie informacji zwrotnej do osoby, która znajduje się w swoim wewnętrznym procesie. A nawet włączenie uczestników grupy do tej pracy. Jeśli zaś preferujemy paradygmat interpersonalny, to pamiętajmy, że jego potencjał może być w pełni wykorzystany tylko wtedy, gdy ostatecznie zostanie odniesiony do osobistych wewnętrznych przeżyć uczestnika grupy.

Wewnątrz i zewnątrz to dwa aspekty tej samej rzeczywistości, które dopiero w połączeniu pozwalają urzeczywistnić pełnię i całość.

Ryszard Kulik

11 lipca, 2018 by DW 0 Comments

Oczekiwania, czyli bycie w relacji

Prowadząc grupy, obserwuję od jakiegoś czasu rosnący problem z terminem „oczekiwania”. Coraz większa liczba ludzi unika tego słowa w ogóle lub gotowa jest zamienić je na lepiej brzmiące „intencje”. W oczekiwaniach wydaje się być coś niestosownego. Jeśli ja oczekuję czegoś od ciebie, to tak, jakbym zabierał ci możliwość zachowania się zgodnie z twoim zamiarem. Oczekiwania w tym znaczeniu są rodzajem nacisku stawiającego drugą osobę pod ścianą.

W obszarze tak zwanego rozwoju duchowego posiadanie oczekiwań jest niemal takim nietaktem, jak puszczenie bąka w towarzystwie. Oczekiwania bowiem są mocno zakorzenione w ego. To przecież ono ciągle czegoś chce i żąda, ciągle jest nienasycone i głodne, ciągle wychodzi przed szereg, prowokując problemy. Tam, gdzie są oczekiwania, tam na pewno pojawią się problemy. Ostatecznie jeśli czegoś oczekujesz – to masz problem.

Najlepiej więc wyzbyć się oczekiwań. Uwolnić się od tego balastu i w pełni otwartości stanąć przed rzeczywistością, przyjmując wszystko to, co się pojawia. Czyż to nie piękna idea? Gdybyśmy tak wszyscy urzeczywistnili ten ideał, to świat byłby prawdziwym rajem. Na razie jednak trzeba zrobić wszystko, by pozbyć się oczekiwań.

No właśnie! Jeśli mamy się ich pozbyć, to niechybnie oznacza, że one są. Majstrowanie przy nich w celu ich odrzucenia przypomina zawracanie kijem nurtu rzeki. To się nazywa zaklinanie rzeczywistości. Najgorsza rzecz, jaka może ci się przytrafić, to, że… uda ci się pozbyć oczekiwań. To oznacza, że wyparłeś je, a one wtedy z ukrytego miejsca, poza twoją świadomością będą wyczyniać do woli.

A zatem, jeśli oczekiwania po prostu są, to może warto odkryć ich głęboki sens, a co najmniej przyjrzeć się im wnikliwie. Przede wszystkim oczekiwania kierują naszą uwagę na nasze wnętrze. Tam rozpoznajemy nasze potrzeby i pragnienia. Tak, jestem człowiekiem z krwi i kości, ugruntowanym w swoim tu i teraz i wiem czego chcę. Z tą wiedzą możemy skierować się na zewnątrz. Dzięki oczekiwaniom wychodzimy poza siebie do świata i do innych. Oczekiwania ufundowane są na emocjach i jako takie przygotowują nas na wejście w relację z drugą osobą. W bliskiej relacji spotykamy się przede wszystkim na poziomie emocjonalnym. Tam przeżywamy radość, złość, smutek i lęk. Każda z tych emocji jest informacją o tym, co dzieje się pomiędzy ludźmi, czyli czego chcemy i czego nie chcemy. Krótko mówiąc, tam gdzie jest relacja, tam są emocje, a gdzie są emocje, tam są oczekiwania.

Ale czyż to nie prowokuje samych problemów? Oczywiście, że tak! Oczekiwania są źródłem cierpienia, bo czegoś chcemy i tego nie dostajemy, lub czegoś nie chcemy i to dostajemy, lub nawet jeśli oczekiwania są spełnione i dostajemy to, czego pragniemy, to w końcu trzeba się będzie z tym pożegnać.

Docieramy tutaj do ważnego odkrycia. Rezygnacja z oczekiwań ma być sposobem na minimalizowanie cierpienia. W końcu tam, gdzie nie ma oczekiwań, nic nie może cię zranić. Ci, którzy wybierają tę ścieżkę, płacą jednak wysoką cenę w postaci braku bliskich relacji. Nie można bowiem być w bliskości z drugim człowiekiem i nie mieć emocji, a więc nie mieć oczekiwań. Tam, gdzie nie ma oczekiwań, nie ma też relacji. Jak brzmi w twoich uszach taki komunikat: „niczego od ciebie nie chcę; możesz robić, co chcesz…”?

Bycie w bliskiej relacji jest największą życiową nagrodą, ale wiąże się ona jednocześnie z największymi kosztami emocjonalnymi. Z drugiej strony można wybrać samotność bez oczekiwań. Z niepokojem jako trener i jako człowiek obserwuję, jak coraz większa liczba ludzi wybiera tę drugą opcję.

Ryszard Kulik

11 lipca, 2018 by DW 0 Comments

Oczekiwania

Praca z grupą to szczególnego rodzaju spotkanie. Z jednej strony jest trener, który ma uczestnikom coś do zaoferowania: dysponuje wiedzą, umiejętnościami oraz aranżuje odpowiednie sytuacje, w których następuje proces uczenia się. Z drugiej strony są uczestnicy zajęć, którzy przyszli na nie zdobyć wiedzę, umiejętności i kompetencje w określonym obszarze.

Zetknięcie się tych dwóch stron przypomina transakcję, wymianę, w której ten, co daje i ten, co otrzymuje, mają się spotkać w uzgodnionej przestrzeni. Zwykle trener komunikuje swoje intencje w formie tytułu warsztatu oraz jego krótkiego opisu z wyszczególnieniem celów lub korzyści dla uczestnika. Może też wcześniej spotkać się z potencjalnymi odbiorcami i w bezpośredniej formie wyrazić to, do czego ich zaprasza.

Zanim to jednak zrobi, dobrze, jeśli uświadomi sobie wyraźnie, co chce osiągnąć i do kogo kieruje swoją ofertę. Ważnymi pytaniami na tym etapie są:

  • co chcę rozwijać u innych ludzi?
  • z jakiego powodu chcę to robić?
  • w jakim stopniu ja sam, jako człowiek i jako trener mam rozwinięte kompetencje, które chcę rozwijać u innych?
  • do kogo konkretnie kieruję swoją ofertę?
  • skąd wiem, że ci ludzie tego potrzebują?

Odpowiedzi na te pytania pozwalają dobrze przygotować warsztat oraz zwiększają prawdopodobieństwo przyciągnięcia tych ludzi, do których jest on skierowany.

Gdy ci ludzie siedzą już w sali warsztatowej, to po krótkim wprowadzeniu trener rozpoczyna rundę przedstawienia się i prosząc o powiedzenie parę słów o sobie, zadaje pytanie o oczekiwania uczestników. Robi to, by dowiedzieć się, na co konkretnie zareagowały poszczególne osoby, czytając opis warsztatu i przychodząc na zajęcia. Ten moment jest okazją do zweryfikowania i sprawdzenia zgodności tego, co ma być dane z tym, co ma zostać przyjęte.

Oczekiwania uczestników zwykle mieszczą się na kontinuum, gdzie jeden kraniec można zdefiniować typowym stwierdzeniem: „nie mam oczekiwań” lub „jestem otwarty na wszystko”, zaś na drugim krańcu lokują się ci, którzy mają bardzo szczegółowe i specyficzne oczekiwania związane z zajęciami. Ci, którzy wiedzą konkretnie, po co przyszli dzielą się na dwie grupy: tych, którzy zrozumieli lub wyczuli intencje trenera oraz tych, których oczekiwania nie pokrywają się z ofertą warsztatu.

Trener właśnie po to pyta o oczekiwania uczestników, by ostatecznie odnieść się do nich i stwierdzić, co jest w stanie zaoferować, a czego nie. Ten początkowy moment warsztatu jest niezwykle istotny, ponieważ przypomina zawieranie kontraktu na wykonanie pracy, której efekty są jasno zdefiniowane. Jeśli brakuje tego rodzaju uzgodnień na początku, to może się zdarzyć, że część uczestników kierując się nierealistycznymi oczekiwaniami będzie zachowywać się w trakcie zajęć w sposób mało konstruktywny, by na koniec uznać, że udział w zajęciach był stratą czasu. Pytanie o oczekiwania i odniesienie się do pojawiających się odpowiedzi jest rodzajem szczepionki na tego typu sytuacje.

Z drugiej strony ci uczestnicy, którzy formułując swoje oczekiwania usłyszą, że warsztat jest odpowiednim miejscem, by je spełnić, otrzymują wyraźną informację wzmacniającą ich obecność na zajęciach. W ten sposób zostali usłyszani i docenieni. Na początkowym etapie rozwoju grupy to okoliczność, która dookreśla nową i nieznaną sytuację oraz tworzy większe poczucie bezpieczeństwa.

Osobną grupę (bywa, że całkiem liczną) stanowią ci, którzy nie mają oczekiwań albo są otwarci na wszystko. Tego rodzaju stwierdzenia wskazują na niewielkie zaangażowanie oraz brak rozpoznania własnej motywacji do uczestniczenia w zajęciach. Zwykle kryje się za tym asekuracyjna postawa obserwatora lub brak świadomości własnych potrzeb. Zarówno jedno, jak i drugie jest dla trenera wyzwaniem, gdyż najłatwiej pracuje się z tymi, którzy wiedzą po co przychodzą i potrafią to wprost zakomunikować.

Ryszard Kulik

11 kwietnia, 2018 by DW 0 Comments

Odkrywanie natury – warsztat w lesie

Jest chłodny, jesienny poranek. Idziemy przez bajecznie kolorowy las zasnuty delikatną mgiełką. Słońce nieśmiało przedziera się przez konary drzew dając w połączeniu z mgłą fantastyczne świetlne smugi ścielące się zewsząd. Na liściach krople rosy połyskują w słońcu jak cudowne klejnoty. Idę pierwszy, za mną grupa uczestników warsztatu Zgromadzenie Wszystkich Istot. Zastanawiam się, czy ten spektakl wokół mnie jest również ich udziałem. Dochodzą do mnie strzępki rozmów; dwóch chłopaków za mną zawzięcie dyskutuje o rewelacyjnym programie komputerowym, dającym możliwość uśmiercania na różne sposoby przeciwnika. Co to będzie? – myślę sobie.

Zaczynamy od lepszego poznania się. Mielimy się w młynku, dobierając sobie co jakiś czas partnera, z którym rozmawiamy lub poznajemy się bez używania słów. Powoli wszyscy rozkręcamy się: jest bezpieczniej i bardziej otwarcie. Wiele osób mówi, że trudno im było uświadomić sobie własne mocne strony, choć podkreśla, że miały kłopot z podzieleniem się przeżyciem związanym ze środowiskiem naturalnym. Podtrzymując ten wątek mówię, że coraz więcej ludzi ma z tym kłopot: żyjemy w miastach, a nasz kontakt z naturą ogranicza się do oglądania filmów przyrodniczych o ginących gatunkach zwierząt. Są też ludzie, którzy mają okazję być w naturalnym środowisku, ale nie potrafią złapać z nim kontaktu, jakby byli niedostatecznie wrażliwi na to, co ich otacza. A chronić jesteśmy skłonni tylko to, co jest nam bliskie, znane i cenne. Jak to zrobić aby tak było?

Szukając odpowiedzi na to pytanie idziemy w głąb lasu i tam wśród drzew, liści, grzybów i patyków koncentrujemy się na poszczególnych zmysłach i ich wykorzystaniu w odkrywaniu rzeczywistości. Przyglądamy się wnikliwie, dotykamy, słuchamy, wąchamy i smakujemy (ostrożnie). Z czasem – co podkreśla wiele osób – otoczenie, w którym jesteśmy staje się bogatym źródłem różnych dziwnych wrażeń; jest ciekawe, niezwykłe i zdecydowanie bliższe, choć początkowo mogło wydawać się banalne.

Kolejną okazją do otwarcia się na przyrodę jest odgrywanie roli ślepca i przewodnika. Oprócz budzenia swoich zmysłów jest to również dla wszystkich dobra zabawa i dlatego, gdy ponownie siadamy w kręgu wyraźnie widać, że jest to już inna grupa niż na początku: łatwiej jest podzielić się swoimi przeżyciami, tym bardziej, że nikt do tego nie zmusza.

Po przerwie zmiana nastroju. Wspólnie czytamy Mowę Wodza Indian Seattle. Tyle razy czytałem już ten tekst, ale dzisiaj to, co szczególnie do mnie przemawia to jedno słowo, pojawiające się chyba najczęściej, albo tylko wyjątkowo akcentowane przez czytające osoby: świętość. Wszystko jest święte: wiatr, oddech kucyka i Ziemia cała. Po ostatnich słowach następuje długa cisza. W tej świętej ciszy udajemy się na samotny spacer, po to aby jakaś istota mogła nas wybrać i przez nas przemówić. Przygotowujemy maski istoty, która nas wybrała po to, by spotkać się na Zgromadzeniu Wszystkich Istot już nie jako ludzie.

Zakładamy maski i rozpoczyna się najtrudniejsza chyba część warsztatu. Wiele osób z przejęciem wypowiada się tak, jakby były inną istotą. Milczenie przeplata się z krótkimi wypowiedziami. „Jestem rzeką, swobodną, wartką, czystą. Ktoś wybudował tamę na mej drodze. Próbuję się przedrzeć, jestem zniewolona”. „Jestem drzewem. Moje liście kierują się do słońca, dzięki któremu żyję. Ale padają na mnie kwaśne deszcze i niszczą moje liście”. „Jestem Ziemią. Niosę na sobie ciężar ludzkiej cywilizacji. Jestem pełna różnych odpadów, z którymi nie potrafię sobie poradzić”.

W atmosferze powagi czytamy wspólnie listę ginących gatunków zwierząt. Zbliża się święto zmarłych i dobrze jest uświadomić sobie, że powinniśmy pamiętać nie tylko o ludziach, którzy odeszli, ale również o wszystkich żyjących istotach, które bezpowrotnie zniknęły z naszej planety. Każda osoba w kręgu wymieniająca ginące gatunki trzyma w garści żołędzie, które kładzie na środek. Po pewnym czasie w środku kręgu jest już wiele żołędzi. Spoglądamy na nie w milczeniu. Nadszedł już moment, w którym z bezsilności rodzi się siła. Próbujemy zatem odpowiedzieć na trzy zasadnicze pytania: co chcemy zmienić? Z czego możemy korzystać w dokonywaniu tej zmiany? I w jaki sposób to robić?

Na kartkach wypisujemy najpierw cechy rzeczywistości, w jakiej chcielibyśmy żyć, a następnie własne mocne strony. W oparciu o te sformułowania każdy tworzy kilka zdań (afirmacji) według klucza: „wykorzystując… (mocną stronę samego siebie), mogę sprawić, że świat będzie bardziej… (cecha rzeczywistości, w której chciałbym żyć)”. Po tej pracy dzielimy się zdaniami, które sformułowaliśmy. Wyraźnie widać, że mamy więcej energii, grupa jest pobudzona i otwarta na działanie. Zostało jednak jeszcze jedno pytanie, na które trzeba odpowiedzieć: jak dokonać zmiany? Rozpętuje się dyskusja, w której każdy mówi, co sam mógłby zrobić nie oglądając się na innych. Mówimy o tym jak oszczędzać energię, wodę, ciepło, co takiego kupować, a czego nie, jak się odżywiać, jak postępować z odpadami. Są to proste, drobne sposoby na zmianę, który każdy może wprowadzić do swojego życia natychmiast. Kulminacją jest rytuał postanowień, w którym każdy decyduje się wprowadzić do swojego życia jakąś konkretną zmianę. Ważne jest to, aby nie była to ogólna deklaracja, ale jakaś konkretna rzecz, nawet drobna, jak zakręcanie wody podczas mycia zębów. Stojąc w kręgu i trzymając magicznego żołędzia każdy na głos lub w myślach wypowiada swoje postanowienie. To już koniec tego spotkania. Wiele osób podchodzi do mnie i dziękuje mi za warsztat. Mówią, jak ważne jest to, by nie odbierać sobie wiary w to, że zmiany są możliwe i że warto działać w kierunku ich urzeczywistnienia.

Wracając do domu myślę o tym wszystkim. Każdy najmniejszy krok ma znaczenie; każdy jest sojusznikiem w dokonywaniu zmian w rzeczywistości. Jeśli otwieramy się na ból świata i dzielimy się nim w grupie, to pojawia się energia do działania, pojawia się wspólnota dająca wsparcie w codziennej pracy na rzecz wspólnego dobra.

Lubię prace warsztatową w przyrodzie z osobami gotowymi odkrywać swoje głębokie związki z naturą. Dzięki temu przypominam sobie o tym, co najważniejsze. Uczestnicy uczą się od siebie wzajemnie, ja uczę się od nich, a wspólnie uczymy się od przyrody – jedynej prawdziwej nauczycielki.

Ryszard Kulik

18 marca, 2018 by DW 0 Comments

Trener potrzebuje dobrej teorii

Zachowanie się trenera w grupie jest wypadkową wielu czynników, wśród których istotną rolę odgrywają: rozumienie procesu  grupowego, samoświadomość co do własnych emocji i uczuć przeżywanych w relacjach interpersonalnych, zaufanie do własnej intuicji, a także szczególne preferencje wynikające z założeń teoretycznych dotyczących człowieka i pracy z grupą.

Rozpoczynanie pracy z małą grupą bez jasnych założeń teoretycznych przypomina wypływanie statkiem w morze bez mapy i wytyczonego kursu. Można oczywiście swobodnie dryfować na falach z nadzieją, że gdzieś się dopłynie, jednak taka strategia jest marnowaniem energii i narażaniem się na poważne konsekwencje katastrofy.

Teoretyczne założenia pracy z grupą mogą wydawać się mało atrakcyjne, nudne i niepotrzebne, bo oderwane są od konkretnej rzeczywistości i żywego doświadczenia, ale jak mawiają niektórzy: „nie ma nic bardziej praktycznego od dobrej teorii”. Cokolwiek robi trener w pracy z grupą ma zakorzenienie w określonych założeniach, preferencjach, wyobrażeniach oraz opiniach dotyczących człowieka, otaczającego świata, relacji między ludźmi czy systemu wartości. Dopóki te aspekty są nieuświadomione, nieuporządkowane, chaotyczne czy niespójne, dopóty trener będzie dryfował na falach oceanu z iluzoryczną nadzieją, że kiedyś dotrze do upragnionego portu.

Teoretyczne podstawy pracy z grupą nie sprowadzają się jednak do sztywnych zaleceń, co i jak należy robić w danej sytuacji. Teoria wyznacza raczej pewne ramy, w których trener się porusza i podejmuje odpowiednie interwencje. Nie oznacza to oczywiście, że trener prowadząc grupę, nieustannie zastanawia się, jaką teorią posługuje się w swojej pracy. Stanowi ona bowiem jego intelektualne zaplecze, które pomaga w określonej sytuacji podjąć właściwe działania, gdy jest dobrze zakorzenione i zintegrowane. W tym znaczeniu zaplecze teoretyczne wspiera i uzupełnia coś tak ulotnego jak trenerską intuicję, która jest jednym z najważniejszych zasobów dobrze pracującego trenera.

Skuteczny i profesjonalnie pracujący trener potrafi zatem jasno określić zaplecze teoretyczne, które jest podstawą jego stylu trenerskiego. Teorie nie są jednak czymś, co da się oddzielić od osoby trenera. Trener bowiem nie pracuje teoriami tylko zawsze sobą. W tym znaczeniu dobrze, jeśli wybiera dla siebie taką perspektywę teoretyczną, która uwzględnia jego system wartości czy „pasuje” do jego osobowości.

Proces tworzenia osobistego podejścia teoretycznego zachęca bardziej do eklektyzmu niż do sztywnego trzymania się zasad wypracowanych przez określoną tradycję psychologiczną. Ma to swoje dobre i złe strony. Uwewnętrznienie zasad reprezentowanych przez daną szkołę pozwala na wyraźne określenie własnej tożsamości trenerskiej, ale też może skutkować niebezpieczeństwem odnoszenia złożonych zjawisk do jednego tylko sposobu ich konceptualizowania. Z drugiej strony nadmierny eklektyzm związany z łączeniem rozmaitych teorii może prowadzić do chaosu. Dlatego niezwykle ważne jest to, by integrując różnorodne podejścia umieć zakorzenić je w najbardziej podstawowej perspektywie poznawczej odnoszącej się do fundamentalnych kwestii egzystencjalnych, filozoficznych czy światopoglądowych. Dopiero w tak skonstruowanym szkielecie można stopniowo dopasowywać elementy związane z poszczególnymi tradycjami psychologicznymi.

Ryszard Kulik

18 marca, 2018 by DW 0 Comments

Czy trener ma prawo do swoich wartości?

Nie istnieją trenerzy  przezroczyści, jeśli chodzi o system wartości. Trener jest zwykłym człowiekiem, który ma swoje poglądy na życie, sympatie polityczne, czy właściwe dla siebie zaangażowanie religijne. To wszystko ostatecznie buduje nas jako ludzi. Zaprzeczanie, że trener jest z człowiekiem z krwi i kości i wyznaje w związku z tym określone wartości, jest prawdziwym zaklinaniem rzeczywistości.

Zatem na pytanie, czy trener ma prawo do swoich wartości, jest tylko jedna odpowiedź: oczywiście tak. Bardziej istotne jest to, co z tymi przekonaniami robi, w jaki sposób manifestuje je podczas pracy z grupą.

Z jednej strony możemy wyobrazić sobie sytuację, w której trener tak mocno jest przywiązany do swoich wartości, że stara się je bardziej lub mniej jawnie przemycić uczestnikom swoich szkoleń. Jeśli jest to planowy zamysł, to dotykamy bardzo wrażliwych obszarów związanych z manipulacją (przy ukrytym wpływie) lub indoktrynacją (przy wpływie jawnym). Generalnie ludzie nie lubią być indoktrynowani, gdy tego nie chcą, a tym bardziej manipulowani.

Ale sprawa nie jest wcale prosta i jednoznaczna. Bo nawet jeśli trener unika narzucania innym własnych przekonań, to ma prawo, a nawet obowiązek ujawniać siebie, gdy chodzi o system wartości. Tym bardziej, że samo uczestnictwo w grupie oparte jest na określonych wartościach, takich jak: wyrażanie uczuć, szczerość i otwartość, wzajemne zaufanie czy konstruktywna komunikacja. Bez odwoływania się do tego typu wartości niemożliwa byłaby praca z ludźmi w obszarze rozwoju osobistego.

Istnieją również takie obszary pracy grupowej, w których wartości pełnią zasadniczą rolę. Tak jest w przypadku szerokiego działu związanego z promocją zdrowia czy edukacją ekologiczną. Ostatecznie uświadamiamy sobie, że nasza praca zawsze w jakiś sposób służy budowaniu lepszego świata. Co to znaczy lepszy świat? Prawdopodobnie wielu z nas zgodzi się, że chodzi o to, by żyć w zdrowiu, równowadze, harmonijnie układając się z innymi ludźmi oraz otaczającym środowiskiem. Troska o siebie, innych i przyrodę odnosi się do uniwersalnych wartości podzielanych przez ludzi niezależnie od kultury.

Oczywiście diabeł tkwi w szczegółach i jak przychodzi co do czego, to możemy znacznie różnić się między sobą sposobami realizacji i urzeczywistniania poszczególnych wartości. Dlatego trener ma być świadomy tych różnych uwarunkowań i wybierać drogę środka, jeśli chodzi o sferę wartości. To zaś oznacza, że ma prawo do swoich przekonań, ale nie powinien ich narzucać grupie. Ma prawo je wyrażać, ale już niekoniecznie oczekiwać, że inni będą podzielać jego wartości.

Trener ma dbać szczególnie o to, by grupa i potrzeby uczestników znajdowały się na pierwszym planie. W tym znaczeniu niedopuszczalne jest, by trener zaspokajał swoje potrzeby kosztem grupy lub wykorzystywał grupę do osobistych celów. Zadaniem trenera jest stać na straży osobistej godności i indywidualnych praw wszystkich uczestników niezależnie od wieku, pochodzenia, płci, religii, kalectwa, czy orientacji seksualnej. W każdej grupie trener ma zróżnicowane uczucia i nastawienia wobec poszczególnych osób. To zaś wymaga od niego szczególnej świadomości potencjalnie destrukcyjnych skutków własnej stronniczości wobec innych. Mimo tych naturalnych różnic w podejściu do uczestników trener jest świadomy, że każda osoba w grupie ma prawo do równego i sprawiedliwego traktowania.

Z pewnością pogłębianie przez trenera świadomości własnego systemu wartości sprzyja znajdowaniu równowagi w tym obszarze w kontekście pracy z grupą. Gdy trener jest pewny swego i wewnętrznie zintegrowany, nie musi nikomu niczego narzucać.

Ryszard Kulik

18 marca, 2018 by DW 0 Comments

Trener i własne emocje

W rozwijaniu kompetencji trenerskich niezwykle cennym doświadczeniem jest „uczenie się siebie”.  Oznacza ono rozwijanie samoświadomości w zakresie uczuć i emocji przeżywanych w relacjach interpersonalnych.

Niezależnie od posiadanej orientacji teoretycznej, stosowanych technik czy wyuczonych procedur każdy trener zawsze pracuje sobą. Oznacza to, że reaguje w grupie w określony sposób jako człowiek, więc jego podstawowym zasobem jest wewnętrzna spójność, samoświadomość, samoakceptacja oraz zaufanie do siebie. Fundamentem, na którym budowane są te aspekty jest umiejętność układania się ze swoimi emocjami. Zatem trener pozwala sobie na to, by przeżywać emocje, doświadczać ich w pełni bez próby ich modyfikowania, transformowania czy manipulowania nimi. Potrafi je w sobie zmieścić, co oznacza, że dopuszczenie do siebie przeżywanych emocji nie dezorganizuje jego aktywności. Mieszczenie w sobie emocji pozwala ostatecznie na ich pełne uświadomienie, a następnie wyrażenie w taki sposób, który jest konstruktywny dla otoczenia społecznego. Nie oznacza to, ze trener ma zawsze i wszędzie wyrażać swoje emocje. Tutaj chodzi wyłącznie o wewnętrzną uczciwość i otwartość na emocjonalny wymiar własnego doświadczenia.

Jeśli trener nie boi się swoich emocji, to nie będzie reagował paniką na sytuacje, w których pojawiają się silne emocje w grupie. Zachowanie spokoju oznacza tutaj brak zachowań ucieczkowych czy unikowych wobec trudnej sytuacji podczas treningu. Jednocześnie spokój nie oznacza, że trener jest wolny od własnych emocji związanych z daną sytuacją. Właśnie to, że pozwala sobie na doświadczenie swoich emocji i ma do siebie zaufanie w tym obszarze, pozwala mu zachować spokój.

Samoświadomość co do przeżywanych emocji jest też rodzajem busoli, która pomaga w wielu momentach pracy na procesie podjąć odpowiednią interwencję. Przeżywanie znudzenia, złości, niepokoju, rozdrażnienia, zniecierpliwienia, czy ulgi pomaga uzyskać pełniejszy wgląd w to, co się dzieje w grupie. Ta emocjonalna busola w połączeniu z umiejętnością rozumienia procesu grupowego jest najważniejszym narzędziem, którym trener dysponuje w swojej pracy. Jednocześnie nie jest to coś, co można od kogoś dostać, albo nauczyć się tego tak, jak uczymy się piec szarlotkę. Jest to coś, czym sami się stajemy w długim procesie odkrywania siebie.

Połączenie emocjonalnego wglądu z umiejętnością rozumienia procesu grupowego staje się fundamentem intuicji trenerskiej pozwalającej odpowiednio reagować na to, co dzieje się w grupie. Innymi słowy trener nie siedzi pełny napięcia, nieustannie główkując nad tym co się dzieje, co w związku z tym czuje i co należy z tym zrobić. Praca trenera podczas treningu na procesie nie jest intelektualno-emocjonalną orką, która jest w stanie zmęczyć największego twardziela. Doświadczony trener mający zaufanie do swojej intuicji najzwyczajniej reaguje tak, jak reaguje i robi to, co robi. W tym znaczeniu pracuje sobą. Oczywiście nie chroni to w stopniu absolutnym przed błędami czy pomyłkami. Daje natomiast gwarancję, że praca trenerska będzie wystarczająco dobra, a uczestnicy będą mogli w ostateczności skorzystać z doświadczenia treningowego na drodze własnego rozwoju.

Ostatecznie wymienione czynniki manifestują się w indywidualnym stylu pracy, który można opisać na wymiarach dyrektywności, gotowości do wykorzystywania struktur oraz ujawniania siebie.

Ryszard Kulik