KONTAKT

Adres:
Gajrowskie 12a
11-510 Wydminy

Bartosz Płazak tel. 502 351 161

Obserwuj nas

Category: Blog HST

7 marca, 2022 by DW 0 Comments

Ranga

Kim jesteś kiedy pracujesz z grupą?

Sobą, przyjacielem, kolegą, nauczycielem, guru, rozwiązywaczem problemów, dostarczycielem miłych wrażeń, sprawcą rozwoju, siewcą idei, nauczycielem, facylitatorem, pełnym pasji mówcą, uczestnikiem na równi, kimś za kim oni mają pójść, wynajętym do…, ojcem dyrektorem, przewodnikiem duchowym, kimś kto ma się wykazać, że wie, że wie więcej, kimś kto ma przeprowadzić sprawną demonstrację, kimś kto ma dać z siebie wszystko, być duchem zmiany, być sprawcą inspiracji, kimś kto oceni jakość czegoś, kimś kto zrealizuje jakiś cel, kimś kto pomoże zrealizować cele…

To niewielka część z listy wyobrażeń i przekonań towarzyszących osobom uczestniczącym, zlecającym, a także samym prowadzącym warsztaty i szkolenia na temat prowadzących i tego co powinni ze sobą (przy)nieść. Czy je w ogóle, może część, zaakceptuję(sz) to kwestia wielu czynników. Sposób twojej pracy, jej efektywność, jej odbiór przez Uczestników, w związku z tym wyborem, po prostu będzie różna.

Jest jednak coś co po prostu jest.
Jest z Tobą kiedy tam, na warsztat wchodzisz. Czy chcesz czy nie chcesz. Czy się zgadzasz czy nie. Czy przyjmujesz to czy nie. Od tych (wyborów) tak czy nie zależy całkiem sporo dla Ciebie i Twoich Odbiorców.
Ranga. Jest ona zestawem przywilejów, możliwości, które płyną z wielu aspektów Ciebie. W tym tekście chcę szczególnie zaznaczyć ten aspekt, że Ty prowadzisz tę grupę.

Ranga w ogóle, bierze się z takich aspektów jak wiek, płeć, doświadczenie, rasa, majętność, status społeczny, elokwencja, wiedza merytoryczna, umiejętności interpersonalne… To ranga społeczna. Ranga psychologiczna pochodzi z doświadczenia i samoświadomości, przeżytych kryzysów, głębokiego rozumienia siebie, innych, procesów psychicznych, realcyjnych i społecznych, samorozwoju, obserwacji, uczenia się. Ranga duchowa zaś pochodzi z poczucia kontaktu z czymś wyższym, kroczenia za ponadczasowymi wartościami itd. Takie przynajmniej rozróżnienie można znaleźć w książkach Arnolda Mindella.

Niestety jako ludzie mamy raczej tendencje do niedoceniania swojej rangi. Widzimy w wyższej randze innych. Bo on/ona wie lepiej, dłużej to robi, ma więcej, jest lepsza … Pomijamy własne dokonania i kompetencje łatwiej niż analogiczne innych. I tu jest szkopuł.

O ile będąc na miejscu prowadzącego grupę nie bierzesz swojej rangi, upraszczając*, bo nie chcesz za bardzo się rządzić, bo chcesz dobrej atmosfery itp. ludzie uczestniczący w Twojej pracy mogą mieć sporo kłopotów. Kłopot z tym kto rządzi, kto bierze odpowiedzialność, kto odpowiada na pytania, kto pomaga komu, kto nadaje kierunek, kto może zacząć i kto pokazuje kiedy skończyć, kto podejmuje interwencje i zamyka fragmenty procesów bo wie, że tak będzie lepiej…

Bezpieczeństwo i zaufanie, przestrzeń pracy i relacji. Nie bierzesz rangi, nie budujesz ich.

Jednak ranga to nie władza, to nie uprzejmość, to nie uległość w stylu „klient nasz Pan”, to nie rządzenie w stylu jestem tu szefem i nie omieszkam z tego korzystać. To coś o osadzeniu w roli, dawaniu sobie prawa do niej, korzystaniu z niej, nie nadużywaniu jej dzięki samoświadomości, rozumieniu celów, objęciu roli, zauważaniu procesu.
Na drugim końcu kija jest nie zdawanie sobie sprawy z rangi. Sprawia ono, że zachowania osoby, której rangę inni uznają, mogą bez świadomości działającego kreować dystans, ranić innych, wprowadzać chaos, mieszać w relacjach, dzielić zamiast łączyć, pozostawiać niedomknięte zablokowane procesy. Kierując pracą grupy, masz rangę nauczyciela, lidera, kogoś kto pokazuje ścieżkę. Kiedy ją przyjmiesz, łatwiej jest realizować wynikające z niej role takie jak ekspert, facylitator, projektant, prowadzący, podejmujący interwencje. Łatwiej jest też stać w swojej ugruntowanej pozycji, obserwować proces i dopełniać go swoimi interwencjami. Łatwiej jest też współczuć i obejmować innych swoją świadomością, dobierać i zmieniać zadania w toku pracy, łatwiej jest słuchać i słyszeć, łatwiej odmawiać i decydować.

*Przyczyn nie przyjmowania rangi może być bardzo wiele, mogą pochodzić z wielu źródeł, generalnie jednak zachęcam do przyglądania się tym wewnętrznym źródłom.

7 marca, 2022 by DW 0 Comments

Wiedza czy niewiedza

Z wielkim zainteresowaniem obserwuję rosnącą wszędzie dostępność warsztatów, kręgów, grup wymiany, wielość ciekawych podejść i metod w nich zawartych…

Angażuję się na co dzień w pracę z grupami trenerskimi rozwijającymi umiejętności pracy warsztatowej. W mojej pracy również obserwuję jak wciąż rośnie spójność, determinacja, moc zamiaru robienia czegoś sensownego w ludziach chcących zmieniać świat przez pracę z innymi. Przez pracę grupową, która z założenia ma pomagać. Zjawiska te są dla mnie niezwykle ważne. To również moja ścieżka pracy z sensem, ścieżka serca.

Wśród propozycji/pomysłów, z którymi się stykam jest wiele, coraz więcej, pracy z ciałem, ruchem, dotykiem, sztuką, przyrodą, człowiekiem, grupą. Jest też coraz mniej propozycji nakierowanych na kontakt z wiedzą rozumianą jako teoria, model, wzór zachowań, skierowanych do umysłu, a może nawet „lewej półkuli”, jak się niekiedy nazywa koncentrację na wiedzy. Mam więc wielką przyjemność obcować z narastającą ilością uczenia się przez doświadczenie. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że większość edukacji a i terapii niestety nadal kieruje się na pracę z umysłem i gadanie… Cieszę się. I niepokoję się zarazem. Tam gdzie światło tam i cień. Doświadczenia bywają piękne, uwznioślające, budujące, otwierające, inspirujące, poruszające itp… Jednak jest jeszcze coś.

To coś na co tu chcę zwrócić uwagę to operacyjność. To możliwość wniesienia tego co Uczestnik przyjmuje (na warsztacie) do jego życia codziennego. To możliwość świadomego przywołania nabytej kompetencji jakiś czas później, stosowania ze zrozumieniem, wiedzenia co się nabyło/odkryło/przywróciło po to by móc oprzeć się codzienności mającej ochotę zawrócić nas z obranej drogi rozwoju (tu zawrócić z drogi stosowania tej nabytej umiejętności). Jako utrwalacz i antidotum na wdzieranie się systemu widzę wiedzę, rozumienie, lewą półkulę i pamięć. Okropne? Dla niektórych na pewno. Te straszne słowa, precyzyjne nazywające, zmieniające przyjemność doświadczania w naukę…

Chcę powiedzieć, że minimum systematyzacji, klarowania, nazywania, korekty, oraz objaśnienia wydaje mi się nadal konieczne. Odrobina sarkazmu w słowie nadal ( i wcześniej) ma swoje źródło w obserwacji, że adepci sztuki pracy z doświadczeniem zdają się żyć w swoim czasie, w swojej świadomości, i przekonaniu że doświadczenie wystarczy. Tymczasem na sali są również osoby w innym czasie i swojej świadomości. Adepci ci mogą potrzebować objaśnienia, teorii, a nawet powołania się na jakiś model wiedzy i autorytet by uwierzyć a następnie przyjąć a następnie używać śmiało przekazu swoich nauczycieli. Doświadczenie, zwłaszcza w kanale czucia czy ruchu a więc będące centralnymi składnikami pracy doświadczeniowej lewopółkulowych, „normalnych” uczestników mogą wręcz wystraszać wprowadzając ich w niecodzienny stan ciała i umysłu …

Kiedy zauważam tę niechęć do tej paskudnej nazywającej twardej wiedzy, która tak odziera doświadczenie z mistycyzmu a chwilę z świętości mam sporo obaw. Boję się o cele prowadzącego. Czy one są na pewno celami uczestników, a także boję się o motywację do omijania wiedzy twardej-czy nie jest nią jakaś osobista trudność prowadzącego w jej przekazywaniu. Obawiam się też zwłaszcza kiedy myślę o warsztatach uczących umiejętności pracy z innymi ludźmi, że zbyt mała porcja tej warstwy przekazu na warsztacie uczącym np. tańca, dotyku, masażu, może skutkować trudnościami z odpowiedzią ciekawym jej klientom absolwentów warsztatu. Wreszcie na koniec uznaję za wartość by nie tworzyć wokół rozwoju nadmiernej aury mistycyzmu, zbyt daleko idącej wiary w intuicję, gdyż może to stanowić trudność dla szerszej grupy odbiorców, którzy jednak idą tu prosto z mainstreamu opartego na autorytetach, algorytmach, paradygmatach, modelach, definicjach i wszystkim co twarde. Chodzi mi o to, że osoba/uczestnik/adept wchodzący w świat tego co miękkie potrzebuje swego rodzaju śluzy, osłony, swojego języka by przyjąć impuls zmiany, który sam/a zaprasza. Nie każdy adept. Dla części doświadczenie jest wspaniale wystarczające. Są jednak i ci dla których wiedza jest już wystarczająca. Część po prostu musi mieć tę osłonę by wejść. A i dla tych co już są głębiej może wiedza twardsza, z głowy do głowy być silnym doświadczeniem własnej niekompetencji, która stanowi świetną motywację do dalszego uczenia się w tym na doświadczeniu. O budowaniu autorytetu prowadzącego na przekazie werbalnym, merytorycznym nie wspominam celowo ;).

4 sierpnia, 2021 by DW 0 Comments

O pokorze.

Pamiętam z własnych warsztatów trenerskich zdanie prowadzącego wtedy warsztat: nie jesteś ważny dla Uczestników. Wstrząs, zaskoczenie, zatrzymanie. Jak to? Nie jesteście ważni, warto to zauważyć-dodał. Dziś za moją znajomą trenerką zastępuję słowo „zauważyć” słowem  „przemedytować”. 

Kiedy pracuję z ludźmi bardzo tego pilnuję. Kiedy mają już dość czegoś. Gdy spada energia, zainteresowanie, pojawiają się alternatywne propozycje. To potencjalnie jeden z  sygnałów, że jestem dla siebie zbyt ważny. Zanudzam, przedłużam, wchodzę nie tam, gdzie mogą albo chcą uczestnicy, zajmuję się tym, co mnie ciekawi. Zdarza się wciąż.

Uczestnicy są zainteresowani tym, co interesuje trenera do czasu. Kiedy ich doświadczenie podpowiada im, że ich potrzeby są pomijane, niezauważone, pojawia się z ich strony pomoc trenerowi  w zauważeniu tego, co pomija, wskazówka, zaproszenie, trudności. O ile je przyjmie, wszystko wraca do normy. O ile nie zauważy, zaczyna się większy kłopot.

Warsztat nie jest spotkaniem z ciekawym człowiekiem, pogadanką, zabawą dla umysłów i  tym, co błyskotliwego ma do pokazania trener albo jaki zabawny jest. W tym sensie nie jest czasem trenera. Mam niestety wrażenie, że wiele warsztatów jest tak prowadzonych… Ma świetne recenzje, bo uwalnia ludzi od myślenia o sobie (zamiast kierować ich na to właśnie). Prowadzenie warsztatów to służenie zgromadzonym osobom tym, co mam, w zakresie, który jest możliwy do przyjęcia przez uczestników, z uwzględnieniem znaczenia uczenia się na doświadczeniu własnym uczestników. Dlatego trener nie jest dla nich ważny. Ważne jest ich własne uczące doświadczenie, które ten prowadzący ma za zadanie im na warsztacie umożliwić. Idąc dalej, trener ma zachować swoje dla siebie w stopniu umożliwiającym najbardziej efektywne uczenie się grupy. I to może być trudne, kiedy trener ma zbyt dużą i ważną potrzebę zaistnienia, w tym sensie jest ważny.

Postawa kogoś kto jest „dla” wymaga pilnowania.

Krishnamurti zaczyna jedną ze swoich książek obserwacją tego, kto jest najważniejszy na świecie… Stawia to pytanie i odpowiada na nie: Ja. I to ja wciąż się wdziera, przejmuje kontrolę, kontroluje w kierunku tego, co ono chce, a nie tego, co jest potrzebne z zasady. Obserwator, który jest wtedy potrzebny, nie zawsze zdąży się uaktywnić, zanim ja rozpanoszy się w tym, co tak bardzo kocha, cokolwiek by to na tę chwilę było. Uważność. Dobrze by była cały czas blisko, towarzyszyła cały czas wszystkiemu co robisz. W miejscu pracy z grupą, z ludźmi w ogóle (lider, coach, terapeuta) to, co robimy powinno być ukierunkowane na korzyści, umowę, cele, temat, treść, czas w ten sposób w jaki jesteśmy z nimi umówieni z miejsca dorosłego.  

Bartosz Płazak

15 listopada, 2020 by DW 0 Comments

Ja. Całość. Autocoaching – decyzja na próbę

Znasz to uczucie, kiedy masz przed sobą jakąś decyzję i ciągle się wahasz? 

Myślisz o tym przy porannej kawie. I w drodze do pracy. Czytasz książkę i masz to przed oczami. Próbujesz zasnąć, ale coś nie idzie.

Rozkminiasz. Non stop rozkminiasz.

Mam dla Ciebie propozycję. Zrób test. Podejmij decyzję “na próbę”.

Podejmij decyzję, co do której się wahasz, ale … nikomu o tej nie mów. Żyj tak, jakbyś już zadecydował, ale trzymaj to dla siebie. Pobądź z tą podjętą decyzją przez najbliższy tydzień.

Zapisuj sobie codziennie:

Jak mi dziś z tym jest? Jak się mam?

Jak fakt podjęcia właśnie takiej decyzji wpływa dziś na moje myślenie?

Jak w związku z tym dziś reagują emocje?

Co w związku z tym dziś mówi moje ciało?

Jaki ta decyzja ma wpływ na moje plany na dziś?

Czy ta decyzja zmieniła wczoraj coś w moich zachowaniach?

Gdy myślę, że mam to za sobą i decyzja już zapadła – jest mi dobrze, czy nie do końca?

Czy w tej decyzji jest coś, co nadal mnie uwiera, czy po prostu jest ok?

Po tygodniu zerknij na swoje zapiski. I sprawdź, czy nadal się wahasz, czy może … już wiesz co robić?

Autorka: Paulina Plewczyńska

15 listopada, 2020 by DW 0 Comments

Ja. Całość. Autocoaching – co wypierasz?

Zadbaj o komfortowe miejsce i chwilę dla siebie. Usiądź wygodnie lub połóż się. Wyrównaj oddech. Obserwuj go przez chwilę. 

Pomyśl teraz o tych aspektach siebie, swojego życia, których ujawnienia się obawiasz. O tym, czego się wstydzisz. Za co jesteś na siebie zły, zła. Pomyśl o tym, co wypierasz, co próbujesz wymazać z pamięci. O tym, jaka, jaki jesteś, a usilnie nie chcesz być.

Pobądź z tym przez chwilę. Niech te obrazy będą wyraźne. Wejdź w nie całym sobą, całą sobą. Poczuj ten wstyd. Tą złość. I ten strach przed ujawnieniem tego przed światem.

A teraz … pomyśl, że właśnie przed chwilą to wszystko to wyszło na jaw.

Wszyscy już wiedzą.

Nie masz już nic do ukrycia.

Rozglądasz się dookoła siebie i … Twoi bliscy nadal Cię akceptują. Ziemia nadal kręci się wokół słońca. Ty oddychasz tak, jak oddychałeś jeszcze przed chwilą.

Jakie uczucia się teraz w Tobie budzą?

Jak to u Ciebie jest?

Gdy pozwalasz sobie na to, by składać się z tych “dobrych” i “złych” kawałków Ciebie, pozwalasz sobie na bycie całością. Na bycie w pełni.

Autorka: Paulina Plewczyńska

15 listopada, 2020 by DW 0 Comments

Ja. Całość. Autocoaching – analiza pola sił

Od dłuższego czasu próbujesz zrealizować jakiś cel i niespecjalnie Ci idzie? Może to czas, by zatrzymać się na chwilę i sprawdzić stan rzeczy? 

Aby poszło sprawnie proponuję Ci skorzystać z metody zwanej analizą pola sił, ktorej twórcą jest Kurt Lewin.

Zapisz na górze kartki swój cel.

Po lewej stronie wypisz wszystkie siły, które Cię wspierają. Mogą to być relacje, przekonania, styl życia. Wszystko, co uznasz jako wspierające w realizacji Twojego celu.

Po prawej stronie zapisz te siły, które Cię hamują. Zapisuj wszystko, co przychodzi Ci do głowy w odpowiedzi na pytanie: co mnie blokuje?

Do każdego z punktów możesz dodać liczbę od 1 do 5, która określi siłę jego działania.

Popatrz teraz na tą analizę.

Jakie wnioski Ci się nasuwają? Co nowego odkrywasz?

Gdzie masz w sumie więcej punktów? Po prawej czy po lewej stronie?

A jakbyś zsumował/a liczby określające siłę działania poszczególnych punktów, to z której strony ta suma będzie większa?

Co Ci to pokazuje?

Czym w związku warto byś się zajął/zajęła, by przybliżyć się do realizacji Twojego celu?

Czego lepiej byś unikał/unikała?

Co dobrze abyś wzmacniał/wzmacniała?

Autorka: Paulina Plewczyńska

15 listopada, 2020 by DW 0 Comments

Ja. Całość. Medytacja oddechu

Usiądź wygodnie na fotelu lub krześle. Stopy połóż na ziemi. Wyprostuj plecy. Ręce połóż swobodnie na udach. Podaruj sobie chwilę na to, by poobserwować, jak oddychasz. Jak oddycha Twoje ciało.

 Weź wdech i wstrzymaj na chwilę  powietrze. Następnie wypuść je. Przez moment pozostań z tym odczuciem, gdy nie masz go w sobie. Poczuj swoje bicie serca. Daj sobie na to czas. Poczuj to. Powtórz sekwencję kilka razy, w swoim tempie. Wdech – pauza. Wydech – pauza.

 A teraz skup się na drodze, jaką pokonuje powietrze, które wdychasz. Oddychaj bardzo powoli. Złap kilka cząsteczek powietrza. Potem jeszcze kilka. Rób to niesłychanie wolno. Bardzo świadomie wpuszczając do siebie kolejne cząstki powietrza. Poczuj jak powietrze dotyka wnętrza Twojego nosa, poczuj delikatne ruchy płuc, i mięśni brzucha. Dojdź do końca oddechu. Zrób pauzę. Posłuchaj, jak bije Twoje serce. Powoli zacznij podobny ruch w drugą stronę. Gdy już będziesz na samym końcu, sprawdź, czy możesz wypuścić z siebie jeszcze kilka cząsteczek. Na koniec, ponownie zrób pauzę i ponownie posłuchaj swojego serca.

Powtórz tą obserwację kilka razy. Spokojnie, świadomie.

 Podziękuj sobie za te kilka minut świadomego bycia.

Autorka: Paulina Plewczyńska

15 listopada, 2020 by DW 0 Comments

Ja. Całość. Moc akceptacji

Często, gdy spotyka nas coś nieprzyjemnego mamy skłonność do tego, by: różnymi sposobami próbować przepędzać złe myśli i trudniejsze emocje lub dogłębnie  analizować to, co nam się przytrafia. Z pewnością kojarzysz myśli w stylu: “Dlaczego tak się dzieje”, “Co zrobiłam/zrobiłem nie tak?”, “Czemu się tak czuje”.

Czasem warto spróbować zmienić strategię? Z pomocą przychodzi a k c e p t a c j a .

I nie chodzi o to, by być zrezygnowanym i biernym. Mówię o akceptacji jako:

z a u w a ż e n i u i u z n a n i u tego, co aktualnie się dzieje w moim świecie – czy to wewnętrznym czy zewnętrznym. Zauważam = widzę i potrafię to nazwać (“czuję złość”). Uznaję = nie wypieram, a przyjmuję (“to jest w porządku, że teraz czuję zlość”).

 Akceptacja daje szansę na to, by nie reagować automatycznie, a dokonywać wyborów. Pomaga nie wpadać w nakręcającą się spiralę negatywnych myśli i nieprzyjemnych emocji.

Dzięki akceptacji, zamiast w walkę wchodzimy w otwartość, ciekawość i obserwację. To trochę tak jakbyśmy byli podróżnikami, którzy zwiedzają nowy ląd. Nie dyskutujemy z tym, dlaczego w miejscu, które odwiedzamy jest tak jak jest, tylko przyglądamy się okolicy z ciekawością. Obserwujemy i przyjmujemy rzeczywistość.

Zauważenie i uznanie tego, co się nam przydarza powoduje, że to “coś”, zupełnie jak za dotknięciem magicznej różdżki nagle traci na sile i intensywności. Staje się znośne i do przeżycia. Nie blokuje, a uczy.

Autorka: Paulina Plewczyńska

15 listopada, 2020 by DW 0 Comments

Ja. Całość. Ochrona, która czasem szkodzi

Mechanizmy obronne to coś, co towarzyszy każdemu z nas. Często uruchamiają się w nas mimowolnie. Gdy czujemy się niekochani, niepewni, czy niezauważani, podświadomie próbujemy się za wszelką cenę pozbyć nieprzyjemnych uczuć, które nam towarzyszą. 

Przekonujemy sami siebie, że coś wcale nie ma dla nas znaczenia (racjonalizujemy), udajemy, że czegoś nie ma (zaprzeczamy), czy dopatrujemy się u innych tego, co sami czujemy i myślimy (projektujemy). A to tylko niektóre ze sposobów, dzięki którym odcinamy się od naszych prawdziwych emocji.

 Wszystko po to, by nie czuć tego, co czujemy, a jest dla nas nieprzyjemne lub bolesne. O ile na krótką metę te mechanizmy pomagają nam uniknąć uczucia przytłoczenia w trudniejszych chwilach, o tyle na dłuższą mogą być dla nas szkodliwe i odsuwają nas o autentycznego bycia. Gdy nasze funkcjonowanie opiera się głównie na mechanizmach obronnych odgradzamy się od wolności i radości, oszukujemy sami siebie i niejako sami siebie tracimy.

 Autentyczne bycie, to spoglądanie prawdzie w oczy oraz branie odpowiedzialności za siebie i swoje decyzje. Zamiatanie pod dywan niewygodnych dla nas spraw w pewnym momencie i tak doprowadzi do tego, że się o ten dywan będziemy w codziennym życiu potykać.

Jakie mechanizmy obronne widzisz u siebie? Na ile jesteś ich świadomy w codziennym życiu? Pracujesz nad nimi jakoś?

  Na podstawie: “Autentyczność. Jak być sobą i dlaczego to ważne”.

Autorka: Paulina Plewczyńska