KONTAKT

Bartosz Płazak tel. 502 351 161

Category: Blog HST

7 czerwca, 2025 by Bartosz Płazak 0 Comments

Upór i talent – sprzymierzeńcy.

Talent czy upór?

Nie wiem. Może kiedyś. Na razie nie. Jeszcze muszę coś zrobić zanim zacznę. Zacznę a później zobaczę. Nie mam na to pomysłu. Nie chcę się za bardzo napinać. Nie lubię się forsować. Moje ciało mówi mi, że to za dużo. Brakuje mi czasu. Może spróbuję po urlopie. Postaram się zacząć jak już odpocznę. To fajne ale jeszcze się zastanowię. Mam teraz inne sprawy to musi poczekać. Bardzo chcę ale nie wiem jak zacząć…. To przykłady odpowiedzi na pytania o przyszłość po ukończeniu szkoły. *

Za fundament powodzenia uznawane są różne czynniki. Przypadek, przygotowanie, motywacja, determinacja, talent, inteligencja, geny, otoczenie, wsparcie, kondycja fizyczna, psychiczna, okoliczności otoczenia w którym się żyje…

Badania, które prowadziła psycholog Angela Duckworth, w środowisku kadetów West Point wskazują prawdę, która dla wielu jest pewnie znana, jednak teraz mamy tzw. dowody naukowe. Jako czynnik decydujący wskazuje ona zawziętość, determinację, wytrwałość, pracowitość i pochodzącą z głębi serca wiedzę czego ktoś chce. Autorka badań określa je razem słowem upór.

Inne badania prowadzone przez psycholog Chia-Jung Tsay w środowisku muzyków, wykazały, że choć badani doceniali bardziej wartość żmudnych ćwiczeń dla osiągnięcia sukcesu w muzyce, to jednak to talent jest tym co  ludzie w swych naturalnych postawach uznają za podłoże sukcesu najchętniej. Jednocześnie wynikiem tego badania jest teza, że nie zawsze to co uważamy za najważniejsze z miejsca naszej logiki, umysłu  w głębi serca za takie uznajemy / uznajemy za nie coś innego. Wykazujemy więc, naturalne choć nie zupełnie jawnie większe uznanie w kierunku naturalnych talentów, którym się udaje osiągnąć cel niż trudu osób, które doszły do sukcesu wytrwałością i ciężką pracą.  Badania ukazują również, że talent nie jest powiązany z uporem z talentem może być łatwiej ale bez uporu nic z tego, truizm? No ale teraz mamy to na papierze. Mamy też w związku z tym skłonność do nazywania talentem czy też darem wyników wielkiej systematycznej pracy dzięki której muzyk, inżynier, sportowiec etc. dokonuje rzeczy, które wydają się niemożliwe a pomijać aspekt trudu, wytrwałości, pracy. Co ciekawe, to przypisywanie komuś tak wielkiego talentu ma funkcję, we wnętrzu obserwatora, taką, że dzięki tej obserwacji łatwiej jest odpuścić porównywanie się. No bo on ma taki talent a ja przecież nie. Nie ma co się starać… A co gdyby sukces był jednak pochodną uporu a dopiero później talentu?

Angela Duckworth: talent decyduje o tym jak szybko rosną twoje umiejętności, gdy wkładasz w nie wysiłek. Sukces przychodzi gdy zdobyte umiejętności wykorzystasz w praktyce.

 

Od początku mojej pracy z osobami, które uczą się pracy z grupami, mam wrażenie, że niewiele z tych osób wchodzi na tę ścieżkę a jeszcze mniej na niej zostaje. Przeszkody, niedogodności, warunki o jakich słyszę podpowiadają mi, że te osoby mają swoje „chcę”, ale też jakieś inne „nie” (nie chcę, nie mogę, nie dam rady, nie umiem, nie dam rady czy to zbyt obciążające). Próg na wprowadzenie zmiany w życie ma wiele twarzy. I warto je potraktować serio. Praca z grupami jest bardzo budująca, wartościowa, ciekawa, satysfakcjonująca ale nie oszukujmy się też bardzo czasochłonna, mentalnie wymagająca i energetycznie obciążająca, wymaga poświęceń, zajmuje miejsce innych części życia a rozwój który przynosi sprawia, że zmienia się perspektywa zjawisk społecznych.  Zauważam też szczególną tendencję wśród osób wchodzących na ścieżkę trenerską: wolą ufać swojej intuicji (talentowi?), improwizować w pierwszych krokach  niż solidnie się przygotować i dać energię opracowaniu swojego pomysłu od strony struktury pracy, komunikacji, narzędzi, rozważyć potencjalne trudności, szczegółowo przygotować instrukcje i pytania do omówień… Jakby w tych żmudnych przygotowaniach było coś co lepiej trzymać z daleka.  Na zajęciach jest to szybko wyłapywane i prowadzi często do uświadomienia i korekty tej postawy, jednak często nie jest to zmiana prosta. Przygotowywanie się to świetna okazja do spotkania ze swoimi głosami z cienia. Krytyce szaleją, sabotażyści przynoszą trudności, otoczenie rzuca kłody, łatwo więc utknąć czy porzucić to miejsce.

Wydaje się więc w świetle badań Angeli Duckworth, że odnajdowanie swojej upartej części może być szansą dla powodzenia przejścia progu na zmianę, a tym bardziej na jej utrwalenie. Odkurzenie uporu, oddanie mu jego wartości, przyjęcie upartej części jako tej, która może przeprowadzić adepta przez trudy początkowej przynajmniej fazy wchodzenia w pracę z grupą wydaje się warte uwagi. Bo zdaje się, że upór  i pokrewne mu konsekwencja, dyscyplina, pracowitość obrastają, jak to w czasach obfitości, tęczą przekonań, że obędzie się bez nich. Tymczasem w tej dziedzinie upór przydaje się na każdym kroku. Znalezienie przestrzeni do pracy: biznes, rozwój osobisty, czy wiedza ekspercka? Wybór formy pracy: płytko czy głęboko, szkolenie, warsztat, trening? Pozyskanie uczestników: własne projekty, firmy szkoleniowe, uczelnie czy korporacje? Wybór konkretnego tematu, czasu trwania pracy, zagadnień merytorycznych, projektowanie scenariusza, dobór metod, stylu przekazu… Każde to pytanie jest miejscem w którym można wycofać się na chwilę, na dłużej,  zrezygnować bądź obwarować działanie dodatkowo. Uparci z konkretną wizją siebie i gotowi na wyrzeczenia, uodpornieni na systemowe przeszkody, gotowi na trud czasowego odsuwania dotychczasowych ścieżek wydają się mieć większe szanse…

A Ty na czym bazujesz? Jak chcesz Się potraktować w sprawie swojego wejścia na ścieżkę? Ile chcesz włożyć siebie by to robić? Ile chcesz poczekać aż się staniesz? Życzę uporu. Nagroda jest warta wysiłku.

Nietzsche: „Doskonałość rzekomo nie staje się. Wobec wszystkiego co jest doskonałe, przywykliśmy nie pytać, jak powstawało: lecz cieszyć się z tego co jest, jakby wystąpiło z ziemi za dotknięciem czarodziejskim”

*Inne odpowiedzi po ukończeniu szkoły to np. Właśnie za tydzień startuję pierwszą grupę jako współprowadzący. Poszerzam moje trenerstwo z korporacyjnego na otwartą pracę. Wreszcie zacznę testować mój autorski scenariusz. Nie mam planu ale wiem, że zajmę się tematem X. Mam już kilka grup za sobą a szkoła pomogła mi lepiej się ułożyć z tym co dalej. Rezygnuję z dotychczasowej współpracy, zrozumiałam dlaczego mi tam nie szło. Wiem czego unikać i po prostu idę dalej. Kocham tę pracę i będę ją tylko rozwijać inaczej.

Bartosz Płazak

Tekst powstał bez udziału AI, bazuje na wiedzy i doświadczeniach autora.

 

7 czerwca, 2025 by Bartosz Płazak 0 Comments

Role. Całość z części.

Ucz, przekazuj wiedzę, wspieraj, organizuj, planuj, projektuj, sprawdzaj wyniki, moderuj, facylituj. Przy tym bądź elastyczny, spójny, spójny ze sobą i swoją rolą trenera jednocześnie realizuj oczekiwane wyniki pamiętając o celach warsztatu i biorąc pod uwagę różnorodność potrzeb uczestników. Do tego reaguj na pojawiające się trudności wewnętrzne, emocje, sprzeczne poglądy osób, twoje wewnętrzne konkurencyjne wizje bieżącego przebiegu warsztatu tak by wszyscy czuli się zauważeni. Doprowadź do zakończenia satysfakcjonującego wszystkie strony, pamiętając o wszystkich zaplanowanych elementach J…

To raczej część, nie wszystkie oczekiwania jakie mają zamawiający warsztaty, uczestnicy  i może, co najgorsze, sami trenerzy wobec siebie. Zarówno osoby uczące się tej pracy, jak i doświadczeni trenerzy utykają w tej wielości sprzeczności. Mimo posiadania kompetencji by sprostać różnym oczekiwaniom, chwile kiedy pojawiają się one jednocześnie są wymagające dla każdego. Może im towarzyszyć konflikt wewnętrzny. Wiele z potencjalnych zachowań prowadzącego w sytuacjach grupowych pozostaje ze sobą w sprzeczności w danej chwili. Uruchamia się w świadomości szereg równie słusznych  i równo uprawnionych tez co do właściwego rozwiązania i skutecznej strategii. Pojawiają się argumenty za różnymi zachowaniami, z których każde ma potencjał najlepszego rozwiązania.

Niektóre osoby radzą sobie z tym po prostu podążając za najsilniejszym z głosów, z tych, które podpowiadają swoje wersje wydarzeń. Może to oznaczać, że podążają za najsilniejszym, czytaj najgłośniejszym, czytaj tym co zawsze. Ta ścieżka uwalnia od napięcia towarzyszącego słuchaniu różnorodności wewnątrz, pomaga dokonać szybkiego wyboru, jednak pomija głosy, które mogą wnosić bliższe optimum rozwiązania. Wreszcie chodzenie tą ścieżką wzmacnia to co znamy i generuje te same niebezpieczeństwa a może błędy, które już się zdarzały z tego samego powodu wcześniej.

Metoda Voice Dialog, której twórcami są Hal i Sidra Stone podpowiada uwzględnianie głosów „mniej ważnych”, tych zepchniętych ze sceny. Ścieżką do ich uwzględnienia jest ich znanie. Do znania potrzebne jest poznanie. Ja z którym się najbardziej utożsamiamy ma zadanie zejść z utartej  ścieżki i zrobić wysiłek poznania innych chcących się włączyć. Najczęściej  charakter i motywacja włączających okazują się wspierające i ważne, zaś ich uciążliwość dla Ja, jest mniejsza niż się mogło wydawać o ile podjąć wysiłek zrozumienia, negocjacji w kierunku ich włączenia w codzienność. Jest to wysiłek polepszający jakość życia/pracy. Formalnie nie jest terapią, choć jego wyniki są doniosłe.

Arnold Mindell w swojej Psychologii procesu nazywa części/głosy z którymi się nie utożsamiamy procesem wtórnym. Wtórny proces jest obecny przy  naszym codziennym, uznawanym procesie pierwotnym Ja, jednak tenże pierwotny proces go dominuje, ogranicza, spycha. Konflikt ten  może powodować  utknięcia. Włączanie procesów wtórnych, ich integrowanie wnosi spójność, poszerza naszą pespektywę, zwalnia napięcie pochodzące z siłowania się z niechcianymi częściami, uwalnia potencjał, ułatwia dokonywanie wyborów w sytuacjach o większej złożoności. Podnosi akceptację dla wielości a konflikty (wewnętrzne i zewnętrzne) widzi jako szansę, przestrzeń wyboru.

Zarówno w życiu codziennym jak i w pracy z grupami znajdujemy się w konieczności decydowania, wybierania spośród wielości. Kluczowe wydaje się uznanie, że możemy mieć chwilę czasu, że nie musi ten wybór być natychmiastowy. O ile to się uda, sprzyjające dokonaniu wyboru będzie umieć radzić sobie z podpowiadającymi nam krytycznymi, popychającymi, doskonalącymi, porównującymi głosami. Jeśli głosy rozpoznajemy, znamy z reguły jest to możliwe. W dalszej kolejności wartością jest znać te głosy/części, które w danej sytuacji mogły by się przydać najbardziej. Jeśli je masz zaprosić do głosu, jeśli nie masz, z natury, warto pracować nad ich wykształceniem. Prawdopodobnie usłyszysz od nich kilka opcji rozwiązań, które pasują do sytuacji. O ile znasz wartości głównej roli z jaką się w tej chwili utożsamiasz wybór rozwiązania będzie łatwy. Jednocześnie będzie pełny o tyle bardziej, o ile uwzględnisz te zwykle spychane ze sceny głosy i te w danej sytuacji potrzebne.

Do całości tego procesu wybierania niezbędny jest obserwator. To z natury niezaangażowana emocjonalnie pod/jednostka zdolna do widzenia różności i sprzeczności jednocześnie. O ile pozwolisz jej obserwować otoczenie i jednocześnie obserwować twoje wnętrze pomoże Ci słuchać każdego z głosów i zauważać różne warianty działania w otoczeniu. Obserwator nie jest operatorem. Decydowanie, działanie należy do Ciebie, uważnego TY.

Stojąc w codzienności, nie jesteś jednością Ja. Ty_ch ja mniejszych i większych jest wiele. Każde ma mniej lub bardziej wykształcone, świadome/nieświadome motywy. Słuchanie ich nie oznacza, pójścia za nimi, oznacza jednak wzięcie ich pod uwagę, oznacza wzbogacenie perspektywy uważnego ja, które decyduje a działanie powierza wykonującemu je ja.

Kiedy stoisz w sprawie grupowej jako trener na środku sali, stykasz się z konfliktem w grupie, możesz zadać pytanie (obserwatorowi), co się tu dzieje? Następnie posłuchać dyrektywnego prowadzącego później niedyrektywnego facylitatora, później tego który sprawdza efektywność (walidatora) później projektanta scenariusza…  Możesz chwilę pogadać sam ze sobą, czyli z nimi. I dopiero podjąć efektywną, pełną, bardziej świadomą decyzję co robić. Decyzję, która uwzględnia interes uczestników, trenera, cele warsztatu.

Te wewnętrzne głosy/procesy w pracy trenera to role jakie obejmujesz w tej pracy. I tak to robisz, jednak nauczenie się tego co wchodzi w zakres każdej z nich, rozróżnienie ról jednej od drugiej, pozwoli Ci efektywnie posługiwać się jakościami które one wnoszą. W tym sensie masz pracę do wykonania w obszarze ról porządkowania J. Nagrodą na końcu jest możliwość płynnego przechodzenia z jednej do drugiej roli w praktyce z przyzwoleniem i wdziękiem. Jest to rodzaj wewnętrznej wolności. Kiedy wiesz co i dlaczego się zmieniło w Twoim zachowaniu, jesteś bardziej odporny na dylematy przychodzące z wewnątrz i podważania, pytania i oczekiwania z zewnątrz. Zwiększa się też Twoja zdolność zamykania wewnętrznych sporów, co pomaga oszczędzać Twoją życiową energię.

Bartosz Płazak

Tekst napisany bez pomocy AI. Tekst jest wynikiem 20 letnich doświadczeń autora w pracy z grupami i włączenia w praktykę wymienionych wyżej metod.

 

7 czerwca, 2025 by Bartosz Płazak 0 Comments

Samowspółczucie vs. samokrytycyzm

Samowspółczucie vs samokrytycyzm

Na progu wejścia w Nowe stają różne przeszkadzające zjawiska. Wewnątrz rozpoczynają się dialogi na zewnątrz stają osoby i zdarzenia oddalające zmaterializowanie się nowego Ja. Spośród osób wchodzących w pracę z grupami, uczących się jej, wiele napotyka te przeszkody. Praca z grupami staje się więc coraz dalej na horyzont zdarzeń odłożonym decelowym czymś.

Perfekcjonizm zajmuje szczególne miejsce wśród przyczyn odsuwania podjęcia zmiany. Jest wymagającym przeciwnikiem, tworzy bowiem wrażenie stania po stronie zmiany. W końcu doskonalenie umiejętności, robienie jeszcze kilku kursów, szkoleń, przeczytanie książek czy słuchanie podcastów świetnie przygotuje do realizacji dzieła. Bo teraz jeszcze nie jestem gotowy/a. To wielkie, złożone dzieło i jeśli wziąć pod uwagę wszystkie kryteria bycia przygotowanym to może nawet nigdy nie będę. A już na pewno nie szybko. Bo muszę być doskonale przygotowany. I nie akceptuję opcji niedoskonałości co chroni mnie przed porażką. Nie jestem jeszcze dość dobra/y. Więc zrobię jeszcze coś, jeszcze coś, bo nie jest dość. Nie podejmę się przecież realizacji małej porcji dzieła, mogłoby to pokazać, że jestem „tylko” na tyle gotowy. A mam być na całość od razu.

Perfekcjonizm zakotwiczony w niepewności, niewłaściwej, niskiej samoocenie, eliminuje próby, zaprzecza błędom, trudnościom, cierpieniu, chroni przed każdym dowodem niedoskonałości. Główne przekonanie głoszone przez perfekcjonistę to „nie jesteś dość dobry”. Stąd blisko do robienia więcej, mocniej, bardziej, co prowadzi do traktowania się coraz gorzej, bardziej wymagająco, instalowania nierealistycznych oczekiwań, prowadzących do porażki, i w zestawie, do dalszych większych oskarżeń. Objęci głosem perfekcjonisty widzimy swoje wady  a nie zalety, słabości a nie mocne strony, zagrożenia a nie szanse. Przyjmujemy perspektywę, iż pobłażliwość, a tak raczej widzimy współczucie z miejsca perfekcjonisty,  może doprowadzić do kolejnych trudności. Ten mit potęguje niepewność, odgradzanie się, prowadzi do rezygnacji,  zamiast bliskości z innymi w uniwersalnej słabości. Bycie pod wpływem perfekcjonisty rodzi odruchowe krytykowanie się, przynoszące zalew emocji, to z kolei obniżenie energii,  nie podejmowanie działania, pozostawanie  w starym i koło krytyki zaczyna się od nowa.

Istnieje kilka umiejętności, które o ile posiadamy,  mogą przełamywać perfekcjonistyczne odruchy. Samooskarżanie, krytykę, branie za dużo, przytłaczanie się nadmiernymi oczekiwaniami można zatrzymać a na pewno zmniejszyć. Pozostawienie ich bez pracy nad nimi, nieuświadomionych, widzianych w pozytywnym świetle może mieć właściwość unieruchamiania w drodze do nowego ja.

Współczująca postawa wobec siebie jest być może najważniejsza. Współczucie czyli traktowanie się jak innych bliskich i takich na których nam zależy ludzi, nie jest ani pobłażaniem, ani lenistwem, ani nieodpowiedzialnością. To właśnie perfekcjonista, krytyk, popychacz tak będą mówić o współczuciu, to ich ograniczona perspektywa. Samoakceptacja, umiarkowane dawkowanie zadań, wspierająca obserwacja rezultatów działania, wybaczanie błędów to aspekty współczucia do siebie.

Nie musimy wybierać między odpowiedzialnością a samo współczuciem. Współczucie tworzy przestrzeń na rozwój. Rozwój, nauka na błędach i zadowalających efektach, wzmacnianie mocnych części i wyciszanie słabych to odpowiedź(alność). Jest ona możliwa tym bardziej im mniej jednostronnej, krytycznej i popychającej narracji perfekcjonisty w dialogu wewnętrznym.

Krytyka popycha, przyspiesza, zamyka, stresuje i kieruje w miejsce popełniania błędów, zaprasza też do unikania ujawniania tychże, co zmniejsza szanse na uczenie się. Lęk powodowany przez krytykę nakręca błędne koło większych wysiłków, sprzyja oderwaniu się od głębszego sensu, pierwotnej intencji, esencji. Współczucie prowadzi do uczenia się na błędach, ułatwia mobilizację i dorastanie do kolejnych wyzwań o ile odium krytyki zostaje zmniejszone bądź odsunięte.

Zadaniem więc w zmianie a pewnie i w całym życiu, to zastąpić przewagę perfekcjonisty-krytyka przewagą współczującego.  Samo-współczucie to nie słabość, nie egoizm, nie pobłażanie. Samo-współczucie to  dbanie o siebie, dobre zwracanie się do siebie i mówienie o sobie w myślach, stawianie sobie dobrze granic, dawanie komfortu, dbanie o ciało, czuły dotyk, masaż, uczciwe rozważanie racji innych z uwzględnieniem swoich, pamiętając o sobie.

Wskazówki do budowania samo-współczucia to:

Kształtowanie dialogu  o sobie w sposób współczujący, celowe przeformułowywanie oceny na ardziej obiektywną, zatrzymywanie i podważanie krytycznego głosu, przebaczanie sobie błędów i obserwowanie się z intencją widzenia swoich mocnych stron. Wsparciem dla budowania samo-współczucia jest uważność i zgodna na dzielenie z innymi trudności, jako zjawisk uniwersalnych dla wszystkich ludzi. To ostatnie odwraca osamotnienie często towarzyszące obecności krytycznej perfekcjonistycznej obecności wewnętrznej.

Rozważ zawarcie ze sobą 4 umów żeby poruszać się w kierunku od perfekcjonizmu do samo-współczucia:

  1. Mogę wykonać część zadania, nawet niewielką i wrócić później.
  2. Dzielę mój projekt na mniejsze części i planuję ich wykonanie w czasie.
  3. Rozpoczynam od najtrudniejszego/najłatwiejszego. Świadomie wybieram.
  4. Akceptuję niedoskonałość mojego dzieła, zrobione jest lepsze niż doskonałe/odłożone.
  5. Tak jak wszystkim innym tak i mnie może się zdarzyć, że coś pójdzie inaczej niż zakładałem.

 

Tekst napisany bez pomocy AI. Tekst jest wynikiem 20 letnich doświadczeń autora w pracy z grupami.

 

 

 

7 czerwca, 2025 by Bartosz Płazak 0 Comments

Spełnienie

Spełnienie

Więcej, lepiej, szybciej, bardziej. Czuć się super, myśleć sprawnie. Dostać same najlepsze recenzje (feedback, ankiety). Mieć dużo energii, wstawać co dzień rano lekko i przyjemnie, patrzeć z uśmiechem. Mieć wspaniałe relacje, inspirować i być wzbogacanym.  Czyli być spełnionym… Zdaje się, że plus minus takie instrukcje wprost i pomiędzy wierszami daje nam dziś świat w sprawie spełnienia (się).

Szczęście czy fetysz?  Możliwość czy nakręcone do granic wyobrażenie za którym mamy biec? Coś uchwytnego czy odsuwającego się na horyzoncie niezmiennie, tak długo jak długo biegniemy?

Dlaczego tak wiele osób sięgających po zmianę nie wdraża jej w Zycie? Co sprawia, że kiedy chcemy zmienić swoją pracę, relację, żywienie, korzystanie z życia, jest to trudne?

A z innej strony, czy jest możliwe by się zadowolić małą porcją? Czy jest opcją robić trochę, nie od razu świetnie, nie od razu super. Z przerwami, powoli, bez przeciążania się?

Obserwuję jak trudno jest osobom wchodzącym w pracę z grupami wprowadzić swoją zmianę w życie. Wiele z nich nie sięga po to czego się uczyli wcale bądź sięgają tylko w niewielkim stopniu. Kiedy przyglądamy się temu zjawisku w pracy indywidualnej często okazuje się, że na horyzoncie jest coś na tę chwilę nieosiągalnego, zmiana wszystkiego. Duże projekty, wielkie grupy, wynagrodzenie pozwalające utrzymać się z tej pracy. Porzucenie dotychczasowej pracy, stylu życia, źródeł energii, satysfakcji, relacji… Jednocześnie brakuje uziemienia w postaci pomysłu (nie mówię już o planie) na realizację zmiany. Marketing, czas na przygotowanie merytoryki, na działań osobiste na social mediach itp. Niestety one wszystkie są absorbujące i co tu kryć żmudne, nie dające same z siebie spełnienia, często wnoszące zaskakujące w tym krytyczne reakcje.  Wciąż słyszę, ze zdziwieniem, że każdy chce prowadzić piękne warsztaty i jednocześnie nie chce zajmować się tą nie przynoszącą spełnienia sferą pracy z grupami.

Praca z grupami przynosi wiele satysfakcji i spełnienia. Jest też obciążająca i w wielu wypadkach przynosi zaskakujące wyzwania. Ludzie mają swoje nieprzewidywalne potrzeby, frustracje, cierpienia, które wnoszą na salę i dedykują tam obecnym osobom w tym prowadzącym, co często zaburza poczucie spełnienia tychże. Stąd krótka droga do rozczarowania, zwątpienia, odwrotu, wypalenia.

Praca z ludźmi, niestety, nie jest drogą do spełnienia, o ile chcielibyśmy przyjąć, że będzie łatwa, szybka i pełna tego że spełnienia. Jest niezwykłą drogą spełnienia o ile przyjąć, że spełnienie owo, nastąpi poprzez systematyczną pracę ze (nad) sobą w oparciu o wskazówki płynące ze zdarzeń grupowych.  Po każdym spotkaniu z grupą możesz mieć nową perspektywę co działa co nie działa, zarówno jeśli idzie o dobór treści jak i technik.

Każda trudność, zaskoczenie, emocje, które się pojawiają, zaburzają nas jako prowadzących są wskazówką o obszarze wewnętrznym prowadzącego, który …potrzebuje czegoś (energii, pracy, uwagi) by prowadzący był bardziej spełniony w przyszłości. W tym sensie praca z grupami niewątpliwie ma szanse przybliżać nas do większego spełnienia. Zwłaszcza jeśli przywitamy te trudne zdarzenia z taką samą radością jak te piękne i uznamy je za feedback do swoich wcześniejszych wysiłków.

Warto rozważyć odpuszczenie marzenia o szybkim spełnieniu, pielęgnować małe kroki ku jego osiągnięciu.* Warto dać sobie czas na to by zebrać doświadczenia czym jest ta praca, kiedy już stajesz na sali jako prowadzący/a warsztat. Różne grupy, różne tematy, różne miejsca pokazują  co umiesz a co masz jeszcze do zrobienia. O ile możesz mieć współpracowników i nauczycieli będzie to dodatkowe wsparcie. O ile możesz korzystać z indywidualnej superwizji/terapii zwiększa to prawdopodobieństwo trwałego rozwoju w zawodzie.

Znaczącym zagrożeniem dla powodzenia na ścieżce pracy rozwojowej z grupami wydaje się być to pragnienie osiągnięcia za wiele i za szybko. A dokładnie jego niespełnienie się. Może więc, jeśli na twój warsztat przyjdzie 3 osoby to wystarczająco by zacząć? Może zamiast wielodniowych projektów zacznij od kilkugodzinnych. Może zamiast działać od razu samodzielnie zacznij od pracy z kimś, od asysty? Może działaj w obszarze w którym masz już doświadczenie, nawet jeśli nie chcesz już wykonywać tej pracy, możesz jej uczyć a to wejście przez zupełnie nowe drzwi. Może nie rzucaj od razu pracy której nie lubisz ale daje Ci środki na codzienne życie?

Grupy, warsztaty, treningi przyniosą Ci satysfakcję, spełnienie, radość, rozwój osobisty, na pewno … z czasem. (choć już dziś każde bieżące zdarzenie grupowe ma taki potencjał)

*Oczywiście są też osoby, którym może się to udać. Nie spotkałem, ale na pewno są. Mówią o tym social media J

 

Bartosz Płazak

Tekst napisany bez pomocy AI. Tekst jest wynikiem 20 letnich doświadczeń autora w pracy z grupami.

 

7 czerwca, 2025 by Bartosz Płazak 0 Comments

Wszyscy obecni

Wszyscy obecni.

W kręgu. Umówieni na pracę nad zagadnieniami powiązanymi z tematem zajęć, w tu i teraz, podejmujemy wyzwanie rozwoju. Razem. Tyle osób ile nas jest. Pewni swojej decyzji kierujemy się z uwagą do innych w dyskusji. Pojawia się porozumienie, zadowolenie. I tu byłoby pięknie się zatrzymać i zachwycać ale to nie wszystko. Pojawia się też dezorientacja, zaskoczenie, niepokój. Pojawiają się słowa, zachowania i napięcie, które nie pasuje do zapowiadającej się sielankowej współpracy. Pielęgnowane kwiaty nowych odkryć zakłócają dzikie chwasty też  szukające światła by rosnąć.  Czy naprawdę on to on? Mówi i zachowuje się jakby nie do mnie… Czy ona mnie słyszy, czy tylko kiwa głową… O co może jej chodzić przecież ja co innego chciałam powiedzieć, dlaczego tak reaguje?

Oprócz zwyczajnych nieporozumień wynikających z posiadania odmiennych doświadczeń i wiedzy, czy przeżywania emocji przez uczestników, okazuje się,  że w kręgu oprócz nich siedzi wiele innych osób. To przenośnia i dosłowny opis. Siadając z innymi w kręgu siadamy z naszymi ważnymi osobami w sobie, ich przechowywanymi reprezentacjami, jak je nazywa Arnold Mindell figurami sennymi. To Ci, którzy mieli lub mają dla nas znaczenie, których pamiętamy z zdarzeń, kadry z tamtego czasu. Rozpoczyna się taniec tu i teraz i przeszłości, a nawet przyszłości. Osoby w kręgu poprzez swoje zachowania mające cechy zbliżone do osób, które miały dla nas znaczenie odpalają często tamte przeszłe powiązania. Nagle nie widząc tego uczestnicy kręgu reagują na innych podobnie do tego jak reagowali na swoją matkę, ojca, brata, siostrę, dziadków, szefów, sąsiadów i innych, którzy z jakiegoś powodu byli istotni. Istotni w ten trudny sposób. Uruchamiają się wzorce obrony przed krzywdzącym oddziaływaniem, chronienia słabszych, unikania kontaktu, dążenia do bycia usłyszanym czy dostrzeżonym. Krąg chwilami zmienia się w scenę na której toczy się niezrozumiała gra złudzeń, taniec cieni z obecnymi. W dialogu niezauważeni pojawiają się nieobecni. Napięcie rośnie. Razem z nim potrzeba oczyszczenia. Angażują się ci, którzy mają podobnie. A właściwie ich duchy przeszłości. Czym więcej ognia tym mniej uważności i obecności tych nas, których tu widzimy. Krąg tańczących cieni nabiera prędkości.

O ile prowadzisz warsztaty w taki sposób by mniej bazować na uruchamianiu doświadczeń grupy możliwość zaistnienia tańca cieni wydaje się mniej prawdopodobna. Albo raczej mniej się ma okazję ujawnić. Nie ma sposobności naładować   intuicji energią zdarzeń. O ile ludzie w kręgu mają mniej okazji do bezpośredniej wymiany między sobą o tyle przeczuwane jakości relacji nie mają przestrzeni się zdarzyć. A więc i towarzyszące im napięcia pozostaną w ciszy. Mniejsze, niewyrażone, cienie zostaną w poczekalni. Może niektórzy zauważą je i zdobędą się na pracę by dać im światło.

Jeśli jednak twoją intencją jest dostarczanie uczestnikom nie tylko wiedzy merytorycznej ale i samoświadomości wspierającej wdrożenie wiedzy w ich życie,  wejście w kontakt z innymi, informacja zwrotna, dyskusja, wymiana obserwacji, dodawanie swojej perspektywy przez prowadzącego jest tym, co daje szansę uczestnikom na zauważanie swoich wzorców tańca cieni. No bo skoro oni widzą to tak a ja inaczej to co mi to mówi? Może pojawić się szansa na głębsze wewnętrzne poszukiwania.

Sytuacja warsztatowa zaprasza również wzorce prowadzącego/ej. Dynamika grupowa przyprowadza przed nasze oczy reprezentantów i naszych życiowych zdarzeń. Poczucie bliskości, ciepła, przyjazności napięcia, irytacji, czy nawet obrzydzenia może w nas się pojawiać bez wyraźnej przyczyny w zachowaniach osób na sali. I to również nasza przestrzeń rozwoju, pracy nad sobą otwiera się dzięki naszym uczestnikom-nauczycielom.  Objęcie zjawisk tańca cieni grupy przez prowadzącego możliwe jest tym bardziej im ma ona/on swoje cienie włączone do świadomości i widziane przez siebie. Ta współczująca obecność nie pojawi się bez pracy nad sobą. Techniki rozpraszania, oddalania i zamykania trudnych zachowań realizowane z miejsca napięcia wewnętrznego prowadzącego będą działać. Pomogą opanowywać trudności. Mogą dawać jednak efekty uboczne w postaci odreagowania uczestników w stronę prowadzącego czy grupy.

Bartosz Płazak

Tekst powstał bez udziału AI, bazuje na wiedzy i doświadczeniach autora.

7 czerwca, 2025 by Bartosz Płazak 0 Comments

Sztuka.

Sztuka pracy z grupą

Pomiędzy sensem a bezsensem. Pomiędzy celem a procesem. Pomiędzy kierowaniem a oddawaniem. Pomiędzy strukturą a podążaniem. Pomiędzy uczeniem a rezygnacją z osiągania rezultatów. Pomiędzy kierowaniem a delegowaniem. W tych i innych spolaryzowanych wymiarach poruszamy się prowadząc grupy. Ludzie niekiedy nie chcą, nie mogą, nie umieją…  i jednocześnie chcą, mogą i umieją J.  Dlatego  postrzegam prace z ludźmi jako sztukę. (O ile mówimy o warsztacie, prowadzonym z nastawieniem na aktywne uczenie się dorosłych na doświadczeniu i wymianie w grupie.)

Prowadzenie grupy naturalnie kojarzy się z wytyczaniem drogi do osiągnięcia czegoś, z kierowaniem, z wskazywaniem kierunku, z braniem odpowiedzialności za wynik, za osoby, za dobrostan. Kiedy mówimy o pracy z osobami dorosłymi podejmowanie takiej postawy ( z wyjątkiem początkujących grup, bądź „wychowanych” w zależności od prowadzącego), raczej prędzej czy później spotka się z oporem, o ile mówimy o prowadzeniu warsztatu. Ludzie potrzebują uczestniczyć, popełniać błędy, mieć wpływ na to co się dzieje kiedy się uczą. Prowadzący nie może wziąć za dużo miejsca (o ile mowa o warsztacie). Sztuką jest więc zmieszczenie się pomiędzy prowadzeniem a oddawaniem przywództwa.

Działanie na rzecz osiągania celów określonych w umowie, którą zawieramy przed wejściem na salę pracy, niezależnie czy ją podpisujemy formalnie czy nie,  wydaje się oczywistością do realizacji przez prowadzącego. A jednak, jakże często ludzie wcale nie chcą … tego, albo tak dużo, albo nie chcą tak szybko, albo nie w ten sposób…  Sztuką będzie więc wspólne odnalezienie miejsca w którym da się  pogodzić przeciwieństwa np. realizację celów i uwzględnienie możliwości uczestników, bycie w kontakcie realnym, (branie pod uwagę preferencji grupy) a dążeniem do realizacji programu itp. Warto by sprawdzić na ile niechęci są zjawiskami powodowanymi przez np. pracę prowadzącego/j, dobór treści, głębokość itp. a więc rozstrzygnąć czy są one oporem wywoływanym przez nią/niego. I to też sztuka. Tym razem autorefleksji, walidacji, pokory, prowadzonych w wirze zdarzeń grupowych.

W kontakcie z współistniejącymi  potrzebami uczenia się i lęku uczestników, kontenerowanie zaskakujących oczekiwań, projekcji i przeniesień z zachowaniem dobrej intencji niesienia wsparcia i tworzenia sposobności do uczenia się to sztuka pracy wewnętrznej prowadzącej/go. Pozostanie w roli prowadzącego wymaga samoświadomości, rozumienia roli, energii i dobrej woli i wiedzy np. o zjawiskach grupowych, o procesie wewnętrznym człowieka,  by utrzymać się wśród krzyżującego się ognia sprzeczności.

Godzenie sprzecznych dążeń, różnych potencjałów, preferencji, poruszanie się pomiędzy dyskusją w sprawach spornych,  rozwiązywaniem a delegowaniem rozwiązań to też sztuka. Przydają się tu zdolności filozoficznego odpuszczania, integrowania sprzeczności a także dyrektywnego kierowania i zamykania sporów. Idealnie będzie jeśli są  one pod ręką na tyle blisko by w krótkim czasie móc korzystać z każdej z nich, w dowolnej sekwencji. Przyda się też zdolność akceptacji własnych błędów i pomyłek. Nie jeden raz nie uda się skutecznie i szybko, a argumenty, niuanse, narastanie innej perspektywy i woli z drugiej strony przeważą. Warto wtedy umieć zrezygnować z swojego pomysłu. I to też sztuka by się z tym wyrobić wewnątrz i dalej prowadzić zajęcia.

Sztuka prowadzenia grupy jest sztuką nie dlatego, że to takie rzadkie zjawisko, że trzeba mieć talent, i rzadko kto go ma. To sztuka bo nie ma tu algorytmów. Nie da się wydobyć przepisu na to co zrobić z głowy, z pamięci. Nie ma całościowych zbiorów instrukcji w literaturze, choć jest wiele wartościowych pozycji ukazujących np. narzędzia czy projektowanie zajęć.  Intuicja czyli coś na styku myślenia, czucia, wiedzenia wewnętrznego, doświadczenia,  perspektywy indywidualnej, społecznej, sensu, celu… jest tu konieczna. I ten mięsień wymaga rozwijania jak każdy inny. Mimo, że wszyscy mamy potencjał intuicji, nie każdy, a może niewiele osób jest z nim w kontakcie.

Obok intuicji jest twórczość, jako zdolność tworzenia nowych jakości, jako przeciwieństwo sztywności, powtarzalności, odtwarzania, powielania. Elastyczne przetwarzanie jednej rzeczywistości w inną, o nowym kształcie a zbliżonych właściwościach. To pozwalanie sobie na obserwowanie jak z zamiaru prowadzącego przez interakcję z grupą wyłania się inna forma, zgadzanie się na jej inny kształt o ile służy grupie i celom warsztatu. Cieszenie się własnym zaskoczeniem, budowanie własnego uczenia się nowego, zastępowania kierowania, oddawaniem się (nie do końca). Bo cóż złego w tym, że inną drogą jeśli na końcu jest to co najlepsze.

Wreszcie wiedza, plan, rola. To co łatwiej nakreślić. Sztuką jest realizowanie ich wśród przeciwności, które przynosi proces grupy. Odchodzenie i wracanie, porzucanie i nadrabianie, zmienianie, poprawianie, przenoszenie w czasie elementów tak by pogodzić to co dzieje się w grupie z tym co jest do zrobienia merytorycznie. Sztuka?

Ukierunkowanie na cel i sens, utrzymanie bezpieczeństwa to nieliczne  ramy poruszania się twórcy dzieła jakie powstającego w grupie w toku prowadzenia warsztatu z udziałem grupy i pod  kierunkiem prowadzącego. Ciesz się i ucz, polub wysiłek rezygnowania z Twojego, kiedy grupa ma swój pomysł. Przetwarzaj twórczo swój scenariusz używając grupy jak inteligentnego żywego procesora. Zakładaj, że  ludzie mają dobrą intencję i dążą tam gdzie Ty. W końcu przyszli na Twój warsztat.  Wynik może Cię zaskoczyć. Kiedy się oddajesz procesowi, najczęściej sztuka  sama się tworzy, Ty się uczysz nowego a ludzie biorą więcej.

 

 

 

7 lutego, 2025 by DW 0 Comments

Sukces

No właśnie… czym jest sukces? Czym jest według obecnego świata ? Kto ocenia, że to sukces? Kto w nas to ocenia? Po czym poznać, że sukces jest? I w końcu – do czego jest nam potrzebny?

Pomiędzy starym, a nowym rokiem, w przejściu, kiedy osiadłam, miałam czas i przestrzeń do rozmyślań po intensywności mijającego roku…,dostrzegłam, że pomimo wielu aktywności, nowych projektów, zakończenia poprzednich projektów, dużych, życiowych tematów, ogromu pracy własnej, nauki, dokonaniu wielu zmian, by podążać za sobą… trudno mi było stwierdzić, że osiągnęłam jakiś sukces przez ten miniony rok….
Rozważania o tym zaprowadziły mnie do miejsca, że sukces to spokój i poczucie, że jestem w życiu w dobrym miejscu. To poczucie płynące wyraźnie z wewnątrz. To z tego poczucia, z tego miejsca wewnątrz uśmiecham się do mojego życia, czuję się spełniona, doceniam siebie i swoje decyzje, odwagę , wysiłek. Z tego poczucia stoję za sobą, choć bywa to czasem trudne i wymagające. To miejsce na sukces jest wewnątrz, nie na zewnątrz. Czy w ogóle sukces może być powiązany z zewnętrznym celem czymś poza tym wewnątrz?

Sukces to zakończenie pewnych spraw, które obciążają, już nie przynoszą satysfakcji, już nie są dobre dla nas na ten moment. Po to coś kończymy, by zrobić w sobie przestrzeń na nowe. I być może to nowe dopiero się pojawi, może jeszcze nie do końca wiemy, czym to jest. Ale może zaistnieć wtedy, gdy mamy miejsce i uważność na nie. Zrobienie miejsca, danie sobie czasu na te poszukiwania … czyż to nie jest sukces? Poszukiwania swojego sukcesu. Żyć tak, by było po mojemu. Może po raz pierwszy w życiu. A może bardziej po mojemu pierwszy raz. Dla mnie. Tak, jak czuję to wewnątrz, jak podpowiada serce.

Sukces to życie, bycie w prawdzie. Swojej prawdzie. Życie właśnie po swojemu, ale z uważnością na innych, którzy są obok, i z uważnością na świat. Sukces to danie sobie możliwości wyboru, kogo i co wybieram dla siebie. Którą ścieżką chcę podążać, którą mam odwagę podążać, i trwanie na niej pomimo zawirowań i zwątpień.

Sukces to bycie sobą wśród innych – zarówno wśród tych, których wybieram i czuję się swobodnie, ale też bycie sobą wśród tych, którzy na pewnych etapach pojawiają się w naszym życiu i wśród i wobec których to bycie sobą jest wyzwaniem. To relacje, które budujemy, w których mamy odwagę zdejmować maski i być sobą, stać za sobą i swoją prawdą.

Sukces to tez te małe kroki, które prowadzą do dużych zmian. To kolejne etapy, które wymagają pracy, koncentracji, pomysłu, ale przecież bez tych etapów nie ma jak dotrzeć tam, gdzie chcemy. To dostrzeganie tych wszystkich wysiłków, pracy, zaangażowania, to nieustanna wiara w siebie.
Wiemy, gdzie chcemy dotrzeć, idziemy w tym kierunku….a gdy czasem nie wiemy, dajemy sobie przestrzeń na dotarcie do siebie i określenie kierunku. Bo sukces to też umiejętność zmiany zdania, zmiany kierunku, odwaga w podążaniu za sobą, cokolwiek się w nas zmienia. A przecież się zmienia….

Sukces to świadomość życia, bycia, działania, niedziałania, wybierania bądź poddania się. Dostrzeganie, docenianie, uważność. Obejmowanie i przyjęcie siebie.

Czy proste życie na wsi może byc sukcesem? Czy życie jako singiel/singielka to sukces? Czy posiadanie dużej rodziny to sukces? Prowadzenie własnej firmy czy etat – to sukces? Posiadanie wykształcenia? Podróżowanie po świecie?
W każdym możliwym przypadku – czy to jest wybór, czy może trochę splot okoliczności… jeśli odnajdujemy w tym siebie i swoją prawdę, jeśli doceniamy wartość tego i każdego dnia zasypiamy z tym wewnętrznym poczuciem spokoju …czy to nie jest sukces?
Być może naprawdę nie ma miary sukcesu. To u każdego może być zupełnie czym innym. Nie nam oceniać, czy ktoś osiągnął sukces. Nie innym oceniać, czy my osiągnęliśmy sukces.

Joanna Staszewska

20 stycznia, 2025 by Bartosz Płazak 0 Comments

Święty Graal

Święty graal uwaga

Na jakimś etapie rozwoju w pracy z grupami wiele osób szuka tego co jest TYM decydującym o powodzeniu. Rozgląda się  za jakimś świętym Graalem po znalezieniu którego wszystko już będzie super. Super łatwo, super sprawnie, super lekko, super zawsze, super pięknie, super samo się działo…  Odruchowo rolę tego centralnego niespełnionego i niespełnialnego stanowią kompetencje i ich systemy, wchodzące w skład tych systemów narzędzia i algorytmy. Dostawcy systemów zdają sobie sprawę z tego zapotrzebowania na uproszczenia i oferują mnogość superrozwiązań. Masz więc karty z instrukcjami, gry z scenariuszami i gadżetami, masz filmy, książki z gotowymi scenariuszami, które na pewno zadziałają, musisz je kupić i rozpakować na stole i w umyśle. Musisz się ich nauczyć, przyjąć ich logikę i założenia. Rozmowy w kuluarach obfitują w wymiany nazw narzędzi ich źródeł w systemach, namiary szans i zagrożeń, które generują, miejsc i nauczycieli, od których można się ich uczyć, relacji z warsztatów je prezentujących. Stojąc w podgrupach, które się tak wymieniają można się naprawdę zmotywować do nauki i nabrać przekonania o nieskończonej ilości pracy do wykonania w nieokreślonej przyszłości. Albo zdemotywować, jeśli ktoś już wykonał ileś takich zadań poznawczych. Święty Graal na pewno jest, istnieje,  każdy ma lub znajdzie swój pogląd na to gdzie on jest. Najlepiej, znaleźć go i uzyskać certyfikat posiadania, który daje uprawnienia do jego stosowania, przyciąga klientów i przejmuje odpowiedzialność za super-wynik jego zastosowania. No bo cóż jest jeszcze potrzebne jak masz Graal?

Uczestnicy warsztatów są różni, mają odpowiednio różne potrzeby, nigdy nie ujawniają całej swojej prawdy o doświadczeniu w danej sytuacji edukacyjnej. O ile przyjąć, że Uczestnik jest centrum uwagi prowadzącego, tak naprawdę nigdy nie wiesz na pewno, co dalej robić, jakim sposobem do niego dotrzeć i żaden system tego nie opisuje, nie ma algorytmu na to co jest na sali w tej grupie, którą teraz prowadzisz. Graal istnieje w ofertach sprzedażowych i szkoleniowych, w praktyce nie ma go, uwaga, na zewnątrz Ciebie. Kiedy masz wokół krąg ludzi, i nie wiesz co zrobić, to nie wiesz. Nie da się tego wyjąć z kieszeni, kupionego wcześniej patentu. O ile uznajesz, że sposób jest na zewnątrz, krótka z tego miejsca droga do tego by zadać sobie jeszcze kilka lat przygotowań, bądź kilka systemów do zrobienia uprawnień, certyfikatów, najlepiej europejskich lub światowych standardów.*

O ile prowadzisz warsztat, oparty na energii grupy, wspierający uczenie się uczestników jako osób dorosłych w oparciu o ich doświadczenie, Twoja uważność na Ciebie może być Świętym Graalem Twojej pracy. Jeśli zauważasz w ludziach ciekawość, zadowolenie, złość, frustrację, lęk, zmęczenie, jeśli słyszysz między ich słowami, jeśli zauważasz procesy między osobami, możesz zauważyć niewypowiedziane potrzeby. A później o nie zapytać. Graalem może się okazać Twoje połączenie z Tobą, który/a zdolny jest widzieć, słyszeć i czuć. Dopiero później sięgać po działanie/rozwiązanie/narzędzie wcześniej je tworząc lub modyfikując.  A jeśli Graalem jest system, narzędzie, czy technika, to może się okazać, że zastanawiasz się, która technika czy system dalej zamiast zauważać sygnały tego co potrzebne. **

Osoby z wieloletnim doświadczeniem, z reguły nie pracują żadnym systemem, raczej swoim, czyli wieloma systemami i ich własnymi wariacjami, zależnie od potrzeb, możliwości i celów. Narzędzia są przez nich zmodyfikowane, przetworzone przez własny pogląd na rzeczywistość, potrzebę, efektywność. Systemy jako święte Graale są odrzucane a na ich miejscu staje człowiek, który je stosuje. Wybieranie tego co czujesz, że zadziała  w wariancie, który w Twoich rękach zadziała, w kontakcie z grupą i sytuacją, intuicją i wnoszenie go do tej sytuacji może się okazać Twoim Świętym Graalem. Ma on jeszcze jedną piękną właściwość. Im bardziej mu ufasz, tym lepiej Cię prowadzi.

*Szanuję standardy, sam posiadam rekomendacje, uznaję, iż na pewnym etapie jest to potrzebne, a w świecie rozwoju pełnym konkurujących ofert, oferta z certyfikatami jest lepiej umocowana.

**Systemy i wchodzące w ich skład narzędzia, teorie i podejścia są konieczne każdej osobie podejmującej pracę z ludźmi w początkowej fazie, dają oparcie, uczą.

20 stycznia, 2025 by Bartosz Płazak 0 Comments

Projektant na ścieżce do intuicji

Scenariusz to coś co zajmuje prowadzących zajęcia. Mieć, nie mieć, planować czy improwizować, pracować intuicyjnie, czy liniowo zgodnie z scenariuszem, pytania i sprzeczności zapraszają do wewnętrznej dyskusji. Na zewnątrz ujawniają się różnice w poglądach, powątpiewanie i pytania. Niekiedy dyskusje nad przewagą projektu bądź improwizacji.  Z różnych perspektyw każdy z tych wariantów ma swoje wady i zalety, jest potrzebny i zbędny, na teraz i na kiedyś. Tu chcę się zatrzymać nad tym na kiedyś.

Mam wrażenie, że wiele osób ma specjalny dystans a niekiedy nawet niechęć czy obrzydzenie do planowania. Jakby nie wypadało planować, scenariuszować, porządkować,  a sama ta czynność godziła jakoś w te osoby. Zaskakująca to dla mnie postawa. Jakby intuicja miała być już od razu, na wstępie wystarczająca do poprowadzenia warsztatu. Jakby coś wstydliwego było w przygotowywaniu się, planowaniu i poszukiwaniu kontroli procesu dla zakładanego rezultatu.

Warsztaty projektowania zajęć pokazują jak uwalniająca jest struktura. Używam tego słowa „struktura” bliskoznacznie ze słowem scenariusz. Struktura czyli zestawienie narzędzi użytych dla realizacji celu. Struktura czyli projekt zajęć. Struktura czyli plan co po czym następuje. Struktura to zaszyte wewnątrz elementów scenariusza zasady i cele projektu zajęć. Struktura to co, kiedy, po czym, dlaczego i po co zrobię, co powiem, czego nie powiem i z jakich powodów a także dla osiągnięcia jakiego efektu. Struktura to powiązane ze sobą rozwiązania tworzące całość, jaką jest warsztat, całość, która zabiera Uczestników w podróż bliżej siebie czy tematu. Struktura to to, co zrobisz by Twoi uczestnicy nie czuli, że jest tu wyraźna struktura, żeby czuli się prowadzeni przez Ciebie i niesieni przez strukturę, by się zaangażowali i czuli grupowe Razem i warsztatowy Flow.

Projektowanie takich struktur uczy projektującego tego,  jak się posługiwać narzędziami, komunikacją, rolami, jak używać narzędzi i siebie by sprawnie prowadzić zajęcia. Obawiam się, że bez tego rodzaju treningu Twoja intuicja nie bardzo ma skąd wziąć (się) materiał żeby Ci podpowiadać prowadzenie. Nie mówię, że nie masz intuicji, ale że trenerska intuicja kształtuje się jak ta życiowa z czasem i wynika z doświadczenia. Że trzeba czasu i doświadczeń dla jej ukształtowania. A z kolei ta życiowa może nie dać rady ze złożonością grupowych zdarzeń i tym, że masz tam cele do osiągnięcia poruszając się w tej złożoności.

Prawidła projektowania warsztatów jak umiejętność formułowania celów, doboru i uszeregowania narzędzi, dostosowania metod do tematu, celu i grupy i jej procesu nie są intuicyjne. Teorie objaśniające uczenie się ludzi, zapamiętywanie, akceptowanie zmian trzeba poznać. Jest ich trochę, a poznanie ich i złożenie z nich całości  w Twoich rękach to wysiłek.  I mam wrażenie, że jakaś część wewnątrz  osób prowadzących zajęcia nie chce się mierzyć z uznaniem tej wiedzy, woli uznać się za gotowych z marszu. Uznać intuicję za przewodnika, zamiast stanąć w świadomości swojej początkującej kompetencji. A przecież każdy się kiedyś uczy. No chyba że uzna, że umie, albo że nie musi bo ma intuicję.

Wartością uczenia się kompetencji trenerskich, jak np. projektowania warsztatów jest dobro Twoje Przewodniku, a przede wszystkim Twoich Uczestników.

Kiedy wiesz co robić i umiesz to robić ponosisz mniejszy koszt energetyczny, lepiej odnajdujesz się dynamice sytuacji grupowej, szybciej i pewniej znajdujesz rozwiązania i masz więcej pewności, że to co robisz ma sens, trudnie jest podważyć Twoją pracę uczącym się Uczestnikom. Twoje warsztaty dają odczuwalne korzyści uczestnikom, a Ty masz łatwe do zauważenia dowody swojej skuteczności, więc wzrastasz w poczuciu sprawstwa.

Kiedy wiesz co robić i umiesz to robić, Twoi Uczestnicy zyskują to na co się zapisali, czują się bezpieczniej, bardziej i łatwiej Ci ufają, zajęcia przebiegają i spokojniej i dynamiczniej, są oparte o przewidywalny rytm i ukierunkowane na cel, dają poczucie sensu. Więc Twoi Uczestnicy chętniej podają Cię dok olejnych zainteresowanych i możesz uprawiać ten zawód dalej.

Wiedzenie, mam na myśli wiedzenie głową, pamięć, świadome wybieranie pozwala  proces warsztatu kontrolować i utrzymywać w granicach, czynić go efektywnym dla odircy. To krok do tego by działać intuicyjnie. Długi krok. Pozwól sobie go zrobić. Oprzeć się na strukturze. A przyjdzie czas by z niej zrezygnować. Intuicja sama podpowie Ci kiedy.

 

Ścieżka

Ścieżka.

Jak długo potrwa zanim się nauczę ? Ile czasu potrzebuję by pracować sprawnie ? Ile czasu zajmuje wypracowanie własnego stylu ? Jakimi sposobami mogę podnieść kompetencje potrzebne by robić bardziej zaawansowane prace?

Podobno dobry trener na większość pytań odpowie „to zależy”… W wypadku tych pytań też bym tak odpowiedział.

Zależy od tego co chcesz robić z kim (jakimi grupami ) i w jakim celu? Poniżej opiszę  jedną ze ścieżek rozwoju trenera.

Na początek.  Prowadzenie szkoleń z tematyki  bardziej twardej, takich jak np. wiedza o produkcie,  procedur firmowych,  przepisów to stosunkowo szybka ścieżka do pracy z grupami. Zwykle zleceniodawca dostarcza wytyczne do pracy bądź gotowy scenariusz. Zwykle możliwość ta jest dostępna w większych organizacjach. W zestawie jest czas na przygotowanie i osoba wspierająca a także inni już prowadzący tego typu prace grupowe, do których można się zwrócić z pytaniem. Do przeskoczenia jest opanowanie materiału i tremy przed wystąpieniem. Uważam, że to dobry sposób na wystartowanie na ścieżce trenerskiej. To start o dość ograniczonej przestrzeni kreatywnej,  rzadziej dający możliwość rozwijania się dłużej. Jednak warto rozważać podjęcie go, ponieważ oparcie w innych oraz comiesięczne wynagrodzenia na początku tej drogi jest … ważne. Z doświadczenia i relacji innych osób wiem, że grupy uczestniczące w szkoleniach tego typu dają solidnie poczuć na czym ta praca polega (jeśli ktoś chce obserwować  siebie i reakcje grup na swoje prowadzenie). Można też nawet w ramach narzucanych przez zleceniodawców poszerzać swoje kompetencje i  realizować zadania z użyciem swoich własnych rozwiązań.

Szkolenia z kompetencji miękkich/społecznych w ramach organizacji lub na zlecenie podlegają nieco podobnym regułom o ile pracujesz wewnątrz organizacji.  Nazwałbym je już jednak bardziej warsztatami, o tyle o ile przekroczysz granicę pracy angażującej grupę, używając jej energii. Takie szkolenia z tematów jak przywództwo, sprzedaż, obsługa klienta, negocjacje itp. mogą być świetną okazją do pogłębiania swoich umiejętności. Odmiennie od opisanych w akapicie powyżej,  praca dotyczy tego co ludzie mają robić w relacji z innymi ludźmi a więc dotyczy człowieka i relacji. Pomijając próby potraktowania tych tematów wykładowo (itp.) wymagają one po prostu technik aktywizujących uczestnika, różnicowania narzędzi, poszukiwania wiedzy i refleksji u uczestników wśród ich doświadczeń.  Pojawiają się tu bardziej złożone, nie dające się przewidzieć scenariuszem sytuacje pełne złożoności wynikających z emocji, mechanizmów obronnych, kształtującej się kompetencji  uczestników. Wymagają one więcej doświadczenia i umiejętności radzenia sobie z zjawiskami procesowymi, przekuwania zaskakujących, niekiedy trudnych i złożonych  sytuacji grupowych na wartość w uczeniu się grupy. Nabranie biegłości na tym poziomie może zabrać kilka lat. Wartością jest jednak przygotowanie do głębszej pracy, prowadzenia warsztatów i treningów rozwojowych.

Warsztaty i treningi rozwojowe nastawione na wzrost świadomości jednostki w kontekście tematu warsztatu są najbardziej wymagającymi od osoby nimi kierującej. Oczywiście jest wielu prowadzących, którzy sięgają po nie od razu, bez dłuższego przygotowania i ścieżki rozwoju trenerskiego. Wydaje mi się jednak, że powaga takich warsztatów – uczestnicy wnoszą tu swoje życiowe sprawy, wchodzą z otwartością, która jest warunkiem zrobienia kroku w rozwoju, wymaga od prowadzącego gotowości do skutecznego przeprowadzenia uczestników na inny  brzeg tego co jest otwierane.  Spotkania te obfitują w  trudne do przewidzenia zwroty, głębokie potrzeby wymagające doświadczenia prowadzącego w wielu kontekstach i sposobach pracy z drugim człowiekiem. Potrzebne są tam umiejętności zarówno prowadzenia grupy jak i pracy z jednostką,  posługiwanie się technikami coachingowymi, terapeutycznymi a przede wszystkim zaufanie do siebie  i pokora wobec tego co wymyka się możliwościom prowadzącego, sytuacji, tematowi czy umowie grupowej. To co wygląda w rękach osób posiadających taką kompetencję na lekkie, łatwe, pewne i proste jest wynikiem lat pracy i po zajęciu miejsca prowadzącego okazuje się wyzwaniem… A ścieżka może nagle okazać się bardziej wymagająca niż chwilę wcześniej.

Wartym uwagi pomysłem jest  uczenie się poprzez asystę w warsztatach prowadzonych przez bardziej zaawansowane osoby. Obserwacja pracy innych w odróżnieniu od uczestnictwa w ich warsztatach pozwala skupiać się na prowadzącym i jego wynikach pracy, reakcjach grupy, narzędziach, komunikacji, stylu i granicach pracy. Niekiedy asysta stwarza szansę na głębszą wspólną z prowadzącym analizę tego co się dzieje w grupie i poznawanie perspektywy wzbogacającej asystenta.

Rozważania o ścieżce otwierają rozważania o tym czym są warsztaty, na czym polega ich prowadzenie, co to znaczy umieć je prowadzić, co trzeba zrobić by się do tego przygotować…?  Gdzie są granice warsztatu/treningu a gdzie początki terapii… czego wymaga taki a czego taki sposób pracy.

I być może możesz prowadzić od razu najbardziej skomplikowane procesy, rozważ tylko ile to będzie Cię kosztować i jakie będą rezultaty, a także jak długo dasz radę .

Znam wiele osób które szły tą ścieżką i wiele osób które miały swoją, pomijając któryś z opisanych sposobów rozwoju zawodowego lub mając inne. Każdy ma swoją ścieżkę, a co za tym idzie wynikające z niej ograniczenia i szanse.  Każda ścieżka wspiera jakiś styl pracy, oswaja z jakimiś grupami i tematami.

Osobiście jestem zwolennikiem powolnej ścieżki uczenia się w zawodzie trenera (coacha grupowego, przewodnika, trzymającego kręgi itp.). Praca ta jest bowiem tyleż obdarowująca i ucząca co wyczerpująca i obciążająca. Warto więc dawkować sobie i odbiorcom nasz rozwój zawodowy, przeplatać go antyrozwojem J, czyli np. uczeniem się nic nie robienia, przeplatać robieniem jakiś czas tego samego i zadowalaniem się głęboką specjalizacją.

Idź swoją ścieżką. To wszystko. Może… nie biegnij nią.

https://hst.edu.pl/szkola-trenerow-jesien-warszawa?/

Szkoła trenerów jesień Wrocław